Europa

Islandia – wokół wyspy lodu i ognia w 7 dni

15 maja 2015
Wybuchający Strokkur Islandia

Rok temu odwiedziliśmy Norwegię, tym razem wybór padł na Islandię – krainę ognia i lodu (wulkanów i lodowców). Według przewodnika Lonely Planet Islandia to kraj, który wciąż się tworzy („a country in the making”), co w 100% potwierdzam! Tu widać naprawdę, że nasza planeta to żywy organizm. I rzeczywiście scenerie są tu niesamowite – gejzery, wulkany i pola zastygniętej lawy (11% pow. kraju, często porośnięte mchem), gorące źródła termalne, bulgocące zbiorniki błotne, lodowce (ponad 11% pow. kraju, w tym największy lodowiec na świecie poza Antarktydą i Grenlandią) z jeziorami, na których pływają kry lodowe, malownicze zatoki i wioski rybackie, głębokie fiordy, spektakularne wodospady (10 tys. na wyspie!), surowa tundra (rozległe łąki, na których pasą się konie islandzkie z charakterystycznymi długimi grzywami), arktyczny zimny klimat, wielkie pustkowia, dzika przyroda… Krajobrazy jak ze Śródziemia Tolkiena. Niewiarygodna różnorodność. Do tego szansa na zobaczenie z bliska wielorybów podczas rejsów statkiem, obserwowania pięknych maskonurów, a także jednego z cudów natury – zorzy polarnej, widocznej tutaj od października do kwietnia (największa szansa w okresie grudzień-luty). To niewątpliwie jeden z najlepszych kierunków fanów dzikiej przyrody i trekkingów. Brak wstępów do parków narodowy, niewielka komercjalizacja – jedziesz i widzisz lodowiec czy wulkan, podchodzisz i dotykasz, wchodzisz na krater i patrzysz do środka. Tutaj za podziwianie krajobrazów czy zjawisk przyrodniczych i geologicznych się nie płaci (odpłatne są tylko aktywności typu rejsy statkiem/skutery śnieżne/jazda konna/kąpiel w gorących źródłach). Taka jest właśnie Islandia. Ze względu na szczególne położenie geologiczne, na granicy płyt tektonicznych, Islandię cechuje nadzwyczaj wysoka aktywność sejsmiczna (ok. 130 wulkanów, w tym 22 aktywne, a także liczne gejzery) oraz geotermalna (250 pól geotermalnych i blisko 800 gorących źródeł, energię z tego źródła wykorzystuje się tu do ogrzewania budynków).

Nasza wycieczka miała miejsce w dniach 25 kwietnia – 3 maja 2015 r. Udało się zatem biorąc tylko 4 dni urlopu pojechać na 9 dniowy trip, a także wylecieć i wrócić z Wrocławia. Za bilety w dwie strony na trasie Wrocław – Londyn-Luton (Wizz Air) – Reykjavik (easyJet) – Bristol (easyJet) – Wrocław (RyanAir) zapłaciliśmy łącznie 800 zł.  Minusem było jedynie to, że 2 dni odeszły na podróż… Inne opcje do rozważenia to przesiadki w innych miastach Anglii lub próba upolowania promocji lotów bezpośrednich z Warszawy lub Berlina liniami wowAir, a od lipca 2015 z Gdańska również liniami WizzAir (ceny mają zaczynać się od ok. 500 zł!). Można dostać się tu też promem z Danii, zabierając nawet swoje auto, jednak trzeba liczyć się z 2 dniami podróży w jedną stronę (plusem jest możliwość odwiedzenia Wysp Owczych). Przed sezonem turystycznym w „kraju wikingów i sag” można liczyć na względnie dobrą pogodę oraz niewielki ruch, szczególnie polecane pod tym względem są właśnie maj-czerwiec oraz wrzesień. Wybraliśmy się 5 osobową ekipą znajomych, bo jak wiadomo w grupie jest zawsze raźniej, weselej a i taniej:) Zwiedzaliśmy jak zwykle indywidualnie, gdyż koszty są przynajmniej o połowę niższe niż w biurach podróży i mamy większą swobodę – spędzamy czas tam, gdzie podoba nam się najbardziej, korzystając z wynajętego samochodu (ceny dużo niższe poza sezonem, ok. 160 zł/dzień z ubezp. wkładu własnego). Podróż po Islandii autem to bez wątpienia najwygodniejszy i najlepszy sposób zwiedzania tego kraju (warto kierować się znakami „ciekawe miejsce”). Noclegi na trasie ringu w okolicy miejsca gdzie kończyliśmy plan dnia rezerwowaliśmy przez serwis www.booking.com – wystarczy kilkudniowe wyprzedzenie (ale nie w sezonie! baza nie jest zbytnio rozbudowana), ceny ok. 80-100 zł/os/dzień. Najczęściej były to chatki/domki letniskowe – świetnie wyposażone, wygodne i mające swój klimat! – lub duże apartamenty. Posiłki przyrządzaliśmy sami robiąc zakupy w sieciówkach typu Bonus czy Kronan, gdzie ceny są średnio przynajmniej 1,5 razy droższe niż w Polsce (na wielu blogach podróżniczych przeczytaliśmy, że są podobne jak u nas, niestety to nie prawda, dla oszczędnych radzę zabrać ze sobą zakupy z PL, m.in. kabanosy, konserwy, gorące kubki, kaszki, batony, suszone owoce, ser itp.). W islandzkich restauracjach jest bardzo drogo!

Generalnie na 7 dni zaleca się zwiedzanie głównie części południowej wyspy, jednak my – jak zwykle bardzo aktywnie – postanowiliśmy objechać wyspę dookoła, ograniczając się do najważniejszych atrakcji. Musieliśmy zrezygnować z wypraw w głąb wyspy (tylko lato, auta 4×4), do fiordów zachodnich, uważanych za najdzikszą część wyspy (minimum 2 dni, m.in. piękny Isafjordur czy trekking przez Hornstrandir, najmniej uczęszczane miejsce Islandii, kręte, górskie drogi, często szutrowe), półwyspu Snafellsness czy pobliskich wysp (m.in. położna w obrębie koła podbiegunowego mała Grímsey czy archipelag na południu Vestmannaeyjar, pełen ptaków, świadczący o potędze wulkanów i aktywności sejsmicznej uskoku). Podróżowaliśmy z Reykjaviku zgodnie z ruchem wskazówek zegara główną drogą nr 1 (ring) okrążającą wyspę. Jej całkowita długość to 1339 km, w większości asfaltowa, tylko wschodnia część miejscami żwirowa, ale dobrze ubita. Jest ona uznawana za jedną z najpiękniejszych na świecie, a z racji tego, że większości atrakcji Islandii znajduje się w jej pobliżu jest bardzo popularna wśród turystów. Aby znaleźć jakiś cichy zakątek wystarczy zjechać parę kilometrów z głównej drogi, gdzie często znajdują się samotne farmy. Całą wyspę można objechać na upartego nawet w 2-3 dni, jednak nie warto się tu spieszyć. Robimy częste przystanki na zrobienie zdjęcia, krótki trekking czy aby po prostu nacieszyć oczy niesamowitymi widokami zmieniającego się krajobrazu i pięknem dzikiej przyrody. Skaliste klify, stada reniferów, pasące się konie, kutry rybackie, pływające kry lodu, co chwilę coś nowego, pięknego… Generalnie chce się zobaczyć jak najwięcej organizując własny road-trip, jednak tutaj należy wybrać miejsca priorytetowe (top!), aby mieć wystarczająco dużo czasu, żeby się zatrzymać, podziwiać. W tym miejscu i tak zawsze będzie brakowało czasu, krajobrazy na każdym kroku są bowiem zupełnie odmienne od tych, które spotykamy na co dzień. W lecie, czyli okresie czerwiec-sierpień, warto udać się też w tzw. interior wyspy lub highlands (górzyste wnętrze wyspy, wulkaniczne pustynie), gdzie znajduje się wiele tras off-road. Jednak konieczne jest wtedy wypożyczenie auta terenowego 4×4 (trudne wyboiste drogi, czasami trzeba przejechać przez rzekę), ich wynajem jest droższy, ale z relacji wielu osób wynika, że przygoda przednia. Wjazd osobówkami jest tutaj zabroniony (trasy oznaczone literką F, np. F208). Ograniczenia prędkości: 50 km/h w obszarze zabudowanym i 90 km/h poza (na nieutwardzonych drogach 80 km/h). Z kwestii technicznych warto zakupić mapę drogową oraz wydrukować mapki dojazdów do atrakcji i noclegów z Google Maps, a plan opracować również w podziale godzinowym (uwzględniając czas dojazdów czy trekkingów), aby nic się nie rozjechało.

 

Trasa wycieczki „Islandia – majówka 2015”

 

Program wycieczki „Islandia – majówka 2015”:

Dzień 1. Port lotniczy Keflavik (50 km od Reykjaviku) – Borgarnes

Przylatujemy do Islandii po godz. 18, więc od razu po wypożyczeniu auta wyruszamy na północ zachodnim wybrzeżem, gdzie mijamy fiordy Hvalfjördur („fiord wielorybów”, długość 30 km i szerokość 5 km, kiedyś centrum połowów waleni, można tutaj skorzystać ze skrótu, czyli tunelu pod fiordem o długość 5,7 km, którego większość znajduje się pod dnem oceanu – opłata za samochód osobowy to 1000 ISK, albo objechać fiord drogą nr 47 z pięknymi widokami, wtedy warto odbić i zobaczyć najwyższy wodospad Islandii Glymur – wys. 198 m) oraz Borgarfjördur. Świetnie o tej porze roku prezentują się widoczne w tle ośnieżone szczyty gór, o widokach zachodu słońca nie wspominając:)

 

Dzień 2. Fiordy północy – trasa do Akureyri

W drodze do „stolicy północnej Islandii” Akureyri jadąc od Borganes można odbić z trasy „jedynki” ok. 40 km w głąb lądu, aby zobaczyć wodospady Hraunfossar i Barnafoss z licznymi kaskadami przelewającymi się przez zastygniętą lawę do wąwozu rzeki Hvita oraz największe źródło termalne Islandii Deildartunguhver. Dalej przy drodze nr 1 znajduje się krater Grábrók, na który można wejść. Później jedziemy trasą widokową wzdłuż fenomenalnych fiordów północy na półwyspie Tröllaskagi. Tutaj znajduje się wiele staroświeckich miejscowości, maleńkie wioski rybackie, dziewicze widoki górzystego nadbrzeża. W drodze nad fiord Skagafjördur, obowiązkowym przystankiem jest Glaumbaer, w którym można podziwiać stare domy budowane zgodnie z pradawną islandzką architekturą, których dachy są porośnięte torfem. Warto też nadłożyć trochę drogi, aby zobaczyć fiordy Ólafsfjördur i Siglufjördur („miasto śledzi”) – piękne miasteczka bajecznie położone nad fiordem, bardzo fotogeniczne. Następnie dojeżdżamy do Akureyri, które stanowi dobre miejsce na nocleg. Ciekawe jest to, że mieszka tu 18 tys. mieszkańców, a jest to drugie co do wielkości miasto na wyspie (poza aglomeracją Reykjaviku)! Leży ono w głębi najdłuższego islandzkiego fiordu Eyjafjördur w pobliżu granitowych gór o wysokości do 1500 m. Polecane są stąd m.in. wycieczki promowe za arktyczne koło podbiegunowe na wyspę Grimsey.

 

Dzień 3. Husavik i Jezioro Mývatn

Jadąc ringiem z Akureyri zaczynamy dzień od krótkiego przystanku przy spektakularnym, szerokim na 30 m wodospadzie Godafoss („Wodospad Bogów”). Następnie odbijamy na szosę nr 85 do rybackiego miasta Húsavík (uwaga bardzo drogie noclegi!). Fotogeniczne miasteczko otoczone ośnieżonymi szczytami słynie z wypraw łodzią w poszukiwaniu wielorybów – wg reklam to „Whale Watching Capital of Europe”:) O ile nie każdemu jest dane zobaczyć płetwala błękitnego, to jest duża szansa na towarzystwo m.in. humbaków czy płetwali karłowatych (minke whale), zwłaszcza latem jest ich najwięcej i zdarzają się naprawdę duże okazy (przypływają do zatoki po pożywienie). Trwający ok. 3-3,5 godz. rejs na wielorybie fotosafari to koszt rzędu ok. 60 EUR, ale możliwość oglądania tych najpiękniejszych i największych na ziemi ssaków z bliska robi kolosalne wrażenie. Co prawda może się nie poszczęścić, w końcu to natura a nie ZOO, jednak w ostatnich latach tamtejsze firmy chwalą się iż miały 97-99% sukcesów. Można też dopłacić trochę euro i mieć szansę zobaczyć też większe wieloryby czy orki wypływając dalej od lądu oraz odwiedzić wyspę maskonurów – nietypowych, pięknych biało-czarnych ptaków o żółto-pomarańczowych dziobach i nogach. Rejsy odbywają się od początku kwietnia do końca października, najlepiej oceniane są firmy: www.gentlegiants.iswww.northsailing.is. Na podobną wycieczkę można się wybrać trochę taniej z portu w Reykjaviku (www.specialtours.is). Lepiej nie najadać się przed rejsem, gdyż niewielkie łajby mocno bujają na falach, można jednak liczyć na darmowe tabletki na chorobę morską. Mając więcej czasu warto odwiedzić podkowiasty kanion Ásbyrgi (opcja na 2-dniowy trekking do wodospadu Dettifoss). My wracamy na obwodnicę, gdzie docieramy do tajemniczego jeziora Mývatn. Przejeżdżamy wokół jezioro, wśród niezwykłych formacji z zastygłej lawy wulkanicznej. Jego powierzchnia wynosi 37 km2, a głębokość 2 do 4 metrów, otoczone jest polami lawy z wielkimi blokami dochodzącymi do 40 m wysokości oraz pseudokraterami podobnymi do tych księżycowych. Różnorodna fauna i flora, liczne formacje wulkaniczne i aktywność geotermalna dodatkowo uatrakcyjniają liczne szlaki turystyczne w tym miejscu. Polecany jest półdniowy trekking z Reykjahlid mający w programie: zwiedzanie grot z gorącą wodą, wspinaczkę na krawędź krateru Hvejfall (5 km, świetny pkt. widokowy), a następnie pole lawowe Dimmuborgir (2,5 km dalej, labirynt formacji z zastygłej lawy, który można zwiedzić korzystając ze szlaku „Church Circle” – 2,3 km). Mając więcej czasu można wybrać się też w rejon południowy i zobaczyć pseudokratery Skútustadagígar oraz ringiem na gorące źródła Mývatn Nature Baths.

 

Dzień 4. Pole geotermalne, Dettifoss i fiordy wschodnie

Znad jeziora kierując się „jedynką” przejeżdżamy w pobliżu kaldery wulkanu Krafla (opcja odbicia od głównej drogi i trekkingu jak ma się więcej czasu) przez wielobarwną przełęcz Námaskard na pole geotermalne Hverir (lub Hverarönd) słynne z wrzących, bulgoczących różnymi kolorami, kociołków błotno-siarkowych oraz obserwacji pary wydobywającej się z dziur w ziemi. Koniecznie trzeba się tutaj udać na 30 min spacer grzbietem góry Namafjall – piękne widoki na dymiącą okolice. Dalej kierujemy się przez pustynne tereny płaskowyżu do Parku Narodowego Jökulsargljufur (od niedawna wchodzi w skład PN Vatnajökull), gdzie spada kaskadą najpotężniejszy wodospad Europy pod względem przepływającej wody – Dettifoss. Jest położony w największym europejskim kanionie, ma 44 m wysokości i aż 100 m szerokości! Średni przepływ to ok. 200 m3/s, jeśli to coś komuś mówi:) jednak wg relacji osób można poczuć w tym miejscu respekt do siły natury. Blisko niego znajduje się inny znany wodospad Selfoss. Można się tu dostać dwiema drogami 862 i 864 (odpowiednio wschodnia i zachodnia), jednak tylko ta pierwsza jest utwardzona i przejezdna przed czerwcem. Jadąc dalej po dotarciu do Egilsstadir, położonego nad jeziorem Lagarfljot, odbijamy krętą górzystą drogą do wioski rybackiej Seydisfjördur, kolorowe drewniane domki otoczone przez ośnieżone góry i kaskady wodospadów (właśnie tutaj od kwietnia do października przypływają promy Smyril Line z Danii). Ze względu na napięty już plan odpuszczamy otoczone górami Borgarfjördur Eystri.

 

Dzień 5. Fiordy i wybrzeże wschodnie, laguna Jökulsárlón, lodowiec Vatnajökull

Z Egilsstadir zamiast trasą nr 1 jedziemy 92 i 96-tką, później wracamy na obwodnicę, której kawałek jest tutaj szutrowy. Widoki na tej panoramicznej trasie wzdłuż wschodnich fiordów po prostu zapierają dech w piersiach. Droga biegnie momentami samym nadbrzeżem, pomiędzy stromymi nadmorskimi urwiskami i stromymi ścianami gór. Krajobraz upiększają maleńkie wioski rybackie rozsiane co kilka kilometrów – polecam odwiedzić po drodze m.in. Eskifjördur i Nordfjördur (piękna wysoka przełęcz z pkt. widokowym) oraz całe stada reniferów. W miasteczku Höfn zaleca się krótki przystanek na skosztowanie tutejszej słynnej langusty. Z tego miejsca panorama kilku jęzorów lodowca w oddali jest jak nie z tej ziemi. Dalszy odcinek trasy jest jednym z najbardziej spektakularnych – pustynne równiny utworzone przez osady topniejącego lodowca, tzw. sandury (Skeidararsandur – największa na świecie), lodowe laguny, starodawne farmy i wysokie góry. Zupełnie inne, niespotykane i zadziwiające widoki. Jadąc w kierunku Reykjaviku tuż przy trasie nr 1 znajduje się niesamowita laguna Jökulsárlón (18 km2), pełna zderzających się ze sobą ogromnych gór lodowych odłamanych z lodowca i dryfujących do oceanu. Pływające kry topnieją, zamarzają, słychać jak czasami kawałki się od nich odłamują. Na powierzchni widać tylko ułamek ich rozmiarów, a jezioro ma max 250 m głębokości! Jest tu opcja rejsu po jeziorze amfibią między krami lodu o różnych kształtach i rozmiarach – ok. 30 EUR (www.icelagoon.is), mieniących się odcieniami koloru niebieskiego, turkusowego i białego. Można jednak poprzestać na spacerze wzdłuż czarnej plaży brzegiem zalewu. Warto zrobić tutaj dłuższy przystanek. Jezioro jest efektem topnienia lodowca Breidarmerkurjökull. Czasami można tu nawet spotkać foki. To jeden z najczęściej fotografowanych cudów natury Islandii, kręcono tu m.in. sceny do filmu z Jamesem Bonem „Die Another Day” czy „Tomb Raider”. Dalej droga prowadzi przez pustynie z czarnym piaskiem oraz pola z zastygłą lawą porośniętą mchem. My kierujemy się do Parku Narodowego Skaftefell, który od niedawna wchodzi w skład PN Vatnajökull. To największy PN w Europie o powierzchni blisko 14 tys. km2 (14% powierzchni Islandii liczącej 103 tys. km2), nad którym góruje lodowiec Vatnajökull – największy lodowiec na świecie położony poza obszarami polarnymi (80% powierzchni parku, 8,1 tys. km2 i max 1 km grubości!), a drugi pod względem powierzchni w Europie, po tym na norweskim Spitzbergenie. Niesamowite scenerie! Teren o dużej aktywności wulkanicznej, znajduje się tutaj najwyższa góra Islandii – Hvannadalshnúkur (2 110 m). Obowiązkowo trzeba się tu wybrać na trekking z widokiem na lodowiec (np. kupić wycieczkę po jęzorze Svinafellsjökull czy Skaftafellsjökull – łatwo dostępne czoło lodowca, piękne krajobrazy rzeźb lodowych, spacer między szczelinami, wyposażenie w raki i czekan, wycieczka w grupie z przewodnikiem, koszt od 8900 ISK – www.mountainguides.is lub www.glacierguides.is) lub przynajmniej udać się na krótki spacer pod samą ścianę lodowca z parkingu Skaftafell Visitor Centre. My wybieramy się jeszcze na krótki trekking pod wodospad Svartifoss otoczony przez charakterystyczne czarne, sześciokątne bazaltowe kolumny (jakby ogromne organy). Wiedzie do niego łatwa trasa z Visitor Centre (1,5 km), jednak warto przejść przynajmniej kawałek dalej na punkty widokowe, a najlepiej przejść całą pętlę Skaftafellsheidi Loop (15,5 km, 5-6 godz.). W zimie dostępne są wycieczki do błękitnych jaskini lodowych, np. w Kverkfjöll. Następnie można odwiedzić małą miejscowość Kirkjubaejarklaustur z XII-wiecznym klasztorem, który uchronił się przed erupcją wulkanu Laki (warto odbić w drogę 206 nad kanion, która przechodzi w F206 pod wulkan). Miejsce to jest polecane ze względu na krajobrazy i piesze wędrówki na niedalekie liczne kratery. Przejazd równiną Mýrdalssandur, pełną żwiru, strumieni i porośniętych mchem pól lawy do pięknie położonego miasta Vik i Mýrdal.

 

Dzień 6. Dyrholaey, lodowce c.d. i wodospady

Rano wyruszamy na spacer na pobliską czarną plażę Reynisfjara, gdzie na bazaltowej ścianie klifu gniazdują liczne ptaki morskie. Nie dojdzie się tu z Vik, trzeba pojechać autem kilka kilometrów ringiem i skręcić w drogę nr 215. Znajduje się tu bazaltowa formacja skalna w kształcie organów, a także jaskinia. Widać stąd wchodzący do oceanu skalisty występ Dyrhólaey (przylądek południowy) z olbrzymią wyrwą spowodowaną przez fale – gigantyczny łuk z czarnej zastygłej lawy. To nasz następny przystanek – uwaga jest tu trudno dojechać, trzeba kierować się trudną, szutrową drogą na szczyt klifu, gdzie znajduje się latarnia. Następnie poruszając się w kierunku zachodnim drogą nr 1 docieramy do malowniczych wodospadów, po drodze mijamy wiele innych mniejszych. Pierwszy z nich to Skógafoss o wys. 62 m i szerokości 25 m (w dni słoneczne tworzą się tu podwójne tęcze!). Warto podejść bardzo blisko – świetne wrażenie – oraz wejść stromymi schodami na platformę widokową. Wodospad jest położony tuż pod lodowcem Mýrdalsjökull, czwartym co do wielkości w kraju (596 km2). Jeśli ma się więcej czasu można wspiąć się na skraj lodowca na wysokości 800 m n.p.m. podziwiać czysty i tajemniczy świat lodu i śniegu (góruje nad nim najstarszy wulkan na wyspie – Katla). W pobliżu jest też opcja na trekking po lodowcu Sólheimajökull, jednym z jęzorów lodowca, a także jazdy skuterami śnieżnymi czy wspinaczki lodowcowej. My zatrzymujemy się przy Café Sólheimajökull i udajemy się na spacer (dojazd z ringu drogą nr 221). Będąc w miejscowości Skógar, po obejrzeniu wodospadu warto też odwiedzić słynne fotogeniczne Muzeum Folkloru, które jest przykładem islandzkiego budownictwa wiejskiego – czyli domki porośnięte trawą. Ale jeszcze lepszy jest trekking słynną 23 km trasą Fimmvörduháls ze Skógar do tajemniczej zielonej doliny lodowcowej Thórsmörk (nazwa pochodzi od Thora, nordyckiego boga burzy i piorunów z mitologii Wikingów). Trasa prowadzi wzdłuż rzeki Skógá i wodospadów, między dwoma lodowcami: Eyjafjallajökull i Mýrdalsjökull, można tu zobaczyć nowo utworzone kratery i góry po wybuchu wulkanu, ulatniającą się parę, a nawet poczuć ciepło lawy pod stopami. Jest długa, całość zajmuje nawet do 10 godz. i niestety jest dostępna tylko w lecie – poleca się dojechać autobusem do Thórsmörk i stamtąd rozpocząć całodniowy trekking w dół (po drodze eruption site i most nad rzeką jako checkpointy). Co więcej ze wspomnianego Thórsmörk istnieje możliwość dalszego trekkingu w głąb wyspy górzystymi terenami Landmannalaugar (słynna trasa „Laugavegurinn”, 55 km – 2-4 dni wędrówki), znana z mieniących się w wielu kolorach gór i gorących źródeł. My jedziemy dalej w kierunku stolicy poniżej pasma górskiego, gdzie znajduje się inny znany lodowiec – Eyjafjallajókull. Znajdujący się pod nim wulkan o tej samej nazwie wybuchł w 2010 r. i na kilka tygodni spowodował lotniczy chaos w Europie (do dzisiaj w okolicach widać wpływ erupcji, w wielu miejscach można zobaczyć popiół wulkaniczny). Dalej, mijając wiele farm z końmi, dojeżdżamy do wodospadu Seljalandsfoss (wys. 60 m), za którym można przejść! Świetne doświadczenie:)

 

Dzień 7. Hekla, Złoty Krąg i gorąca rzeka Hveragerdi

Za miejscowością Hella odbijamy w głąb lądu, aby podziwiać piękną panoramę najbardziej znanego islandzkiego wulkanu Hekla (trasa nr 26). To najwyższy czynny wulkan wyspy (1491 m n.p.m.) i jeden z najbardziej aktywnych. Ostatnią erupcje odnotowano w 2000 roku, wybuchał wiele razy w przeszłości wyrzucając duże ilości produktów wulkanicznych (bomby, popioły, gazy i lawę). Obecnie jest już kilka lat po przewidywanej dacie erupcji, może wybuchnąć w każdej chwili. Znajduje się on w odległości zaledwie ok. 100 km od Reykjavíku. Następnym punktem wyprawy jest tzw. „Złoty Krąg”, czyli popularna trasa objazdowa, punkt obowiązkowy nawet krótkich przystanków w Reykjaviku. Spotykamy tu najwięcej turystów. Na „Golden Circle” składają się trzy atrakcje:

  • Park Narodowy Thingvellir (lista UNESCO) – miejsce o walorach zarówno historycznych (m.in. miejsce średniowiecznych zgromadzeń najstarszego parlamentu świata), jak i krajobrazowo-geologicznych – widać tu jak na dłoni granicę między płytami tektonicznymi, w tym pęknięcia, szczeliny i wąwozy utworzone przez ruchy płyt skorupy ziemskiej (to jedno z niewielu miejsc na świecie gdzie ruch płyt kontynentalnych widać na lądzie, a nie na dnie oceanu). Mamy tu nawet możliwość nurkowania w szczelinie Silfra między płytami, gdzie w krystalicznie czystej wodzie widoczność dochodzi do 150m! Znajduje się tu największe islandzkie jezioro Thingvallavatn (84 km2)
  • Region gejzerów Haukadalur ze słynnym Geysir, od którego pochodzi nazwa „gejzer”, czyli wystrzeliwujące nawet na kilkadziesiąt metrów w górę słupy wrzącej wody i pary, podgrzane przez magmę zalegającą kilka km pod powierzchnią ziemi. Niestety choć Geysir wyrzucał kiedyś wodę nawet na 80 m, obecnie to raczej gorące źródło. Na szczęście obok wielu innych źródeł znajduje się tu także Strokkur, który jest czynny i wyrzuca wodę regularnie co 5-10 min na wys. 15-30 m. Warto poczekać chwilę na ten największy:) My czekamy oglądamy wiele wybuchów z bliska, daleka, z góry, z bliska – trudno odejść:) Nie wolno tu jednak zbaczać z pieszych szlaków między błotnymi kotłami
  • Wodospad Gullfoss („Złoty Wodospad”) – najsłynniejszy na wyspie, składa się z dwóch kaskad o różnych kierunkach i wysokościach 11 i 21 m. Zaopatruje on dużą część południa wyspy w prąd. W jego pobliżu można spróbować jazdy skuterami śnieżnymi po drugim lodowcu Islandii Langjökull, ale nie są to tanie rzeczy:) (ok. 200 EUR)

Na koniec tego aktywnego dnia czeka nas relaks w gorących źródłach Reykjadalur przy miejscowości Hveragerdi. Wcześniej jednak krótki 3,5 km trekking górami do terenu aktywnego geotermicznie z parkingu, wśród dymiących i bulgocących kałuży oraz oparów śmierdzących siarką do gorącej rzeki!

 

 

Dzień 8. Reykjavik, półwysep Reykjanes i Blue Lagoon

Reykjavik został założony przez norweskiego wikinga, który nazwał to miejsce „dymiącą zatoką” od znajdujących się tu gorących źródeł i gejzerów. Mieszka tu 120 tys. osób, a w całej aglomeracji jest 200 tys. mieszkańców, tj. 60% populacji kraju. Główne atrakcje stolicy to: zabytkowe domy w Starym Mieście, jezioro Tjörnin i położony nad nim ratusz, plac Austurvöllur z parlamentem (Althingi), budynek rządowy (za czasów panowania Danii był więzieniem), port z którego pływają rejsy na wielorybie safari, katedry i kościoły luterańskie (w tym największy na wyspie Hallgrimskirkja z 76 m wieżą, z której widać panoramę miasta – ładny widok na kolorowe domy – 5 EUR), pomnik wikinga Leifura Eirikssona (pierwszego Europejczyka który dotarł do Ameryki, tak przed Kolumbem:)) oraz restauracja Perlan z tarasem widokowym, jest też sporo muzeów i galerii, ale to nie nasze klimaty:) Wystarczy spokojnie kilka godzin w tym miejscu. Może służyć jako punkt wypadowy dla wycieczek, głównie w południowo-zachodnią części wyspy, jednak zorganizowane autokarowe wycieczki z przewodnikiem są drogie (np. „Złoty Krąg” za ponad 9000 ISK). Stąd też można wybrać się na „whale watching”, czyli rejs statkiem w celu podziwiania wielorybów w zatoce Faxa (np. www.specialtours.is, koszt 8500 ISK – dają darmowy voucher na drugą wycieczkę jak nie zobaczy się wielorybów). Ze stolicy wybieramy się na półwysep Reykjanes. Warto tu odwiedzić przede wszystkim piękne, wysokie klify, w tym Reykjanesta z latarnią Reykjanesviti, licznymi ptakami oraz widokiem na wyspę Eldey i Ocean Atlantycki oraz „Most między dwoma kontynentami” (Bridge between two continents), gdzie można przejść z płyty północnoamerykańskiej na euroazjatycką (przypomina, że nasza planeta żyje, płyty są w ruchu – rozchodzą się o 1-2 cm rocznie, widoczne wybrzuszenia lawy – uniesiony skraj płyty). Mając więcej czasu można też odwiedzić gorące źródła Gunnuhver oraz pole geotermalne Krysuvik, gdzie znajdują się błotne doły, parująca ziemia, a fumarole wydobywają się z otworów w ziemi (intensywny smród siarkowodoru, czytaj „zapachu zepsutych jaj…”). Znajduje się też tutaj naturalne kąpielisko geotermalne Błękitna Laguna (Blue Lagoon), czyli spa na otwartym powietrzu. Ciepła woda o temp. 37-40 st. C, bogata w minerały i krzemionkę, pochodzi z podziemnych źródeł, gdzie na głębokości 2000 m, gdzie temperatura sięga nawet 2400 st. C. Dobroczynne właściwości dla zdrowia, możliwość nasmarowania ciała błotem krzemionkowym. Wrażenie robi księżycowy krajobraz wokół (w tym elektrownia geotermalna Svartsengi w oddali), dymiące baseny oraz kontrast między błękitno-mleczną wodą a otaczającymi ją czarnymi polami lawy – zatem na pewno trzeba zobaczyć to miejsce. Całodzienny wstęp od 35 EUR w okresie wrzesień-maj (w sezonie letnim 45 EUR, trzeba mieć swój ręcznik). Jest to też dobre miejsce do odwiedzenia w niepogodę. Niby drogo, niby tłoczno, ale warto. Koniecznie trzeba tu zarezerwować miejsce przez Internet, bo często nie ma wolnych miejsc. Zostajemy tu na kilkugodzinny relaks po intensywnym programie i wrażeniach. Na Islandii jest też wiele innych mniejszych, zdecydowanie tańszych, kąpielisk na trasie „jedynki”, nawet kilkaset metrów od zatłoczonej, największej atrakcji turystycznej Islandii.

 

Dzień 9. Powrót do domu

Rano oddajemy auto i wylatujemy z jedynego międzynarodowego lotniska Islandii. Wieczorem wracamy do Wrocławia.

 

Taki był plan:) A jak to wyszło w praniu? Niestety ze względu na załamanie pogody na początku naszej podróży – mróz, mgły, śnieżyce i bardzo silny wiatr – musieliśmy dokonać kilku modyfikacji. Musieliśmy skrócić pierwszą część na północy wyspy, gdzie pogoda była najgorsza, w tym poprzekładać zarezerwowane noclegi. W konsekwencji plan z dni 2-4 zrobiliśmy de facto w 2 dni, a resztę wyjazdu odpowiednio „rozciągnęliśmy”.

Ze względu na mgłę i śnieg nie widzieliśmy w pełnej okazałości fiordów północny, z powodu sztormu odwołano naszą wycieczkę na oglądanie wielorybów w Husavik, a i tak najgorzej było za jeziorem Mývatn. Tutaj dowiedzieliśmy się co znaczy zmienność i srogość islandzkiej pogody. Najpierw w napięciu śledziliśmy informacje drogowe na serwisie www.vegagerdin.is, które przez długi czas pokazywały, że droga jest nieprzejezdna. Według rozmów z miejscowymi tak mogło pozostać przez kilka dni – byliśmy przerażeni i załamani. Jak tylko pokazał się napis, że droga jest przejezdna („passable, difficult road conditions”), postanowiliśmy zaryzykować, pomimo tego, że mieliśmy tylko niewielką osobówkę, choć z dobrymi zimówkami (miały mikro kolce). Dramat zaczął się już w pobliżu pól termalnych Hverir, gdzie na dojazdówce musieliśmy odkopywać łopatami ugrzęźnięte w śniegu auto. Później nie dojeżdżamy do Dettifoss – droga zasypana śniegiem na metr grubości, z ogromną niechęcią i złością, musieliśmy odpuścić ten punkt wycieczki. Jednak kulminacja nastąpiła na szczycie przełęczy. Zaczęło tak mocno wiać, w tym nawiewać śnieg na jezdnię, że dosłownie utknęliśmy tam na kilka godzin. Nie było widać najbliższego żółtego słupka przy jezdni, ani w jedną ani drugą stronę, wycieraczki zamarzały, droga była pokryta lodem a śnieg padał niemal poziomo z powodu wichury. Wiatr był tak silny, że wychodząc z auta musieliśmy się go trzymać, aby nie odlecieć:) Padały pomysły o telefonie po pomoc, choć nie wiem czy by dojechała, a wręcz nocowaniu w aucie w śpiworach w nadziei na poprawę pogody o poranku… Co kilkadziesiąt minut przejeżdżała pojedyncza terenowa spycharka, jednak próba podążania za nią spełzała na manowce – szybko znikała z widoku. Postanowiliśmy spróbować zatrzymać ją przy następnym kursie (okazało się później, że to był jego ostatni kurs tego dnia!), zdesperowani zaczęliśmy prosić kierowcę, aby jadąc bardzo wolno „holował” nas do miejsca, gdzie będzie cokolwiek widać. Zgodził się! Jechaliśmy za nim widząc wyłącznie jego światła alarmowe i kawałek tylnej części auta, kompletnie nie widzieliśmy drogi, gdzie jest, gdzie się kończy… Wjeżdżaliśmy w zaspy na drodze, ale grzaliśmy twardo kilka metrów za naszym wybawcą:) Było naprawdę ciężko, ale udało się! Później pogoda była już tylko lepsza, głównie świeciło słońce z przerwami na przelotne opady śniegu z deszczem. Generalnie na Islandii pogoda jest bardzo zmienna, o czym więcej w poradach praktycznych poniżej. Na koniec, chyba w nagrodę, mieliśmy już rewelacyjną pogodę, a w ostatni dzień opalaliśmy się w Blue Lagoon:)

Z zaplanowanych głównych atrakcji właściwie nie widzieliśmy tylko wodospadu Dettifoss i nie dojechaliśmy ze względu na przejezdną drogę do Seydisfjördur. Nasz rejs z wielorybami w Husavik został odwołany, ale wybraliśmy się na fotosafari w Reykjaviku, gdzie zobaczyliśmy też kilka maskonurów. Wszystkie pozostałe punkty na północy wyspy udało się zobaczyć, oczywiście nie w takiej okazałości i nie z takim rozmachem jakby pogoda była idealna, a plan co do południa wypełniliśmy już niemal w 100%:) Kilku trekkingów nie odbyliśmy (m.in. tego ze Skogar w kierunku Thórsmörk, gdyż zaczął padać śnieg) lub musieliśmy mocno skrócić. Poznaliśmy jednak inne oblicze Islandii, siłę natury i zmienność pogody, zobaczyliśmy zamarznięte wodospady, zaśnieżone pejzaże i wierzchołki gór w tle, renifery biegające po śniegu, pola termalne na ośnieżonych terenach, jednocześnie widzieliśmy też krajobrazy w pełnym słońcu. Przeżyliśmy naprawdę fajną przygodę (oprócz tego mrożącego krew w żyłach wydarzenia na szczycie przełęczy na odcinku do Egilsstadir przez highlands:))! Na pewno tu wrócimy, jednak tym razem zdecydowanie w lecie. Musi być tu pięknie, ponieważ zielona trawa, którą widziałem na zdjęciach dodaje temu miejscu magicznego uroku.

Postanowiłem zostawić plan w niezmienionej formie, dla tych co będą chcieli skorzystać w bardziej sprzyjających warunkach pogodowych:), a być może i dla siebie do realizacji w jakieś lato za kilka lat, kto wie:) Oczywiście jest też możliwości obrócenia planu np. decydując się na okrążenie wyspy odwrotnie do ruchu wskazówek zegara (warto wziąć po uwagę prognozy pogody).

 

Zdjęcia z naszej wycieczki „Islandia majówka 2015”

 

Pełna fotorelacja z wycieczki „Islandia – majówka 2015″ – LINK

 

Informacje praktyczne Islandia

Nocleg: polecam domki letniskowe na malowniczo położonych farmach, nawet jeśli jest to większy wydatek niż w prywatnych kwaterach – klimat jest rewelacyjny. W sezonie letnim tanim wyborem są kempingi, wtedy zabieramy namiot w bagażu rejestrowym. Lepiej rezerwować wcześniej, ja korzystałem jak zawsze z www.booking.com. Zgodnie z zaleceniem przewodnika LP celowaliśmy w 4-5 baz noclegowych: zachód, północ, wschód, płd.-wsch. i płd.-zach.

Ceny: generalnie drogo! zwłaszcza noclegi (min. 100 zł za osobę w pokoju 2-os, niewielka baza), atrakcje i posiłki w restauracjach. Dlatego wybieramy noclegi na farmach w 5-osobowych chatkach i gotujemy głównie we własnym zakresie. Trzeba pamiętać, że w sezonie ceny wszystkiego są wyższe, a do tego jest spory problem z dostępnością noclegów czy aut.

Koszty (w tym atrakcje): za bilety lotnicze zapłaciliśmy po 800 zł/os, za noclegi ok. 800 zł/os (8 noclegów), za auto z paliwem i tunelem na 8 dni 500 zł/os., a za zakupy + pamiątki niecałe 400 zł/os (wariant oszczędny, zakupy w marketach, ceny tak jak pisałem we wstępie sporo droższe niż w PL). Natomiast na atrakcjach jak zwykle nie oszczędzamy, to w końcu po to tu przyjechaliśmy – 3,5 godzinny rejs z oglądaniem wielorybów – 250 zł i Blue Lagoon wstęp cały dzień – 140 zł (od 35 EUR). Zrezygnowaliśmy tylko ze spaceru po lodowcu z przewodnikiem (3 godz., 250 zł), bo rok temu byliśmy na podobnym w Norwegii, a rejsy amfibią w lagunie lodowcowej Jökulsárlón nie odbywały się jeszcze z powodu zbyt dużej zmarzliny (125 zł, tego na pewno chciałbym kiedyś spróbować, jak wrócimy w lecie, pływa się przy krach i podpływa pod sam jęzor lodowca). Warto się targować, zwłaszcza jak zamawiamy pokoje czy atrakcje dla większej liczby osób.

Waluta: korona islandzka, 100 ISK ~ 2,8 PLN (~ cena / 100 * 3), praktycznie wszędzie można płacić kartą, więc nie ma potrzeby wymiany zbyt dużej liczby euro, później na korony islandzkie.

Pogoda (kiedy jechać): klimat subpolarny – surowe warunki cały rok:) Najlepsza pogoda jest w sezonie letnim, czyli czerwiec-sierpień, kiedy średnie temperatury to 6-12 st. C, rzadziej pada deszcz i częściej świeci słońce (mocno wieje cały rok:)). Jest to też szczyt sezonu turystycznego, natomiast w maju i wrześniu pogoda jest również względnie dobra, choć jest chłodniej i częściej pada, ale jest z to mniej turystów. W pozostałej części roku jest zimno, bardzo wietrznie i a w zimie ciemno, padają deszcze i śnieg, wyspa jakby zasypia (poza stolicą), choć wtedy pojawiają się szanse na zobaczenie zorzy polarnej (grudzień-luty), zamarzniętych wodospadów czy odwiedzenie jaskiń lodowych. O każdej porze roku trzeba być przygotowanym na nagłe zmiany pogody. Słońce, za chwilę pochmurnie, deszcz, zimny wiatr i ochłodzenie, a nawet śnieg, a później znowu przejaśnienia. Na przełomie kwietnia i maja na północy temperatury są ujemne (potwierdzam:)). Planując wyjazd w marcu, patrząc na prognozy pogody, informacje o liczbie nieprzejezdnych tras i zdjęcia z wyspy pełne śniegu byłem przerażony… Jednak po „gorszym początku” średnia temperatura w okresie naszej wycieczki to ok. 6-8 st. C. Na przełomie kwietnia i maja następuje wyraźna poprawa pogody – wzrost temp. i spadek opadów. Jeśli chodzi o północ wyspy, bardziej dziką, z minimalną liczbą turystów, polecam raczej wybrać się tu w lecie.

Pogoda: en.vedur.is, informacje drogowe: www.vegagerdin.is/english (należy pamiętać o dużych odległościach między miejscowościami/stacjami paliw, wysokie mandaty za przekroczenie prędkości, obowiązek jazdy na światłach mijania przez cały rok, część dróg jest otwarta tylko latem)

Ubranie i co zabrać: plecak z pokrowcem wodoodpornym, wygodne pełne buty trekkingowe, solidna kurtka wodo- i wiatroodporna (raczej nie lekka wiosenna kurtka, a prędzej zimowa), bielizna termoaktywna, 2x długie spodnie (dobre przeciwdeszczowe) i bluzy z długim rękawem, 3-4x T-Shirt, bielizna i skarpety, polar, zestaw czapka + chusta na szyję/szalik + rękawiczki (koniecznie!), okulary przeciwsłoneczne, kąpielówki + klapki + ręcznik, płaszcz/pelerynę przeciwdeszczową, chusteczki higieniczne i antybakteryjne, krem na wiatr i zimno (+ew. pomadka). Nie potrzeba paszportu – wystarczy dowód osobisty, do tego prawo jazdy jak wypożyczamy auto, koniecznie aparat z zapasową bateria i kartą pamięci (+torba wodoodporna), miniapteczka, mały plecak na trekking (woda, jedzenie, podręczne rzeczy) i mapa drogowa.

Czas Islandia: GMT, nie ma czasu letniego

 

Ciekawostki o Islandii:

  • Latem słońce świeci tutaj prawie 24 godziny na dobę, a zimą panują tu egipskie ciemności (na przełomie kwietnia i maja wschód ok. 5 rano a zachód po 22, ciemno dopiero po północy)
  • Próbując wymówić najprostsze słowa w języku islandzkim można połamać sobie język, a przy tym nieźle się ubawić, np. wulkan Eyjafjallajökull, który wybuch w 2010 czyta się: ‚ei.jaˌfjatl.aˌjœ.kʏtl)
  • Można pić kranówkę jest wręcz zdrowa! w sklepach sprzedawana jest przez to głównie woda gazowana
  • Miasto na Islandii to nazwa miejscowości zamieszkanej przez 2-3 tys. osób:) a ludzie tu nie mają nazwisk (nazwisko stanowi imię ojca + dodatek son dla syna lub dóttir dla córki, np. Ericsson, czyli dosłownie syn Eryka:))
  • Wiele basenów z gorącą wodą (wstęp 500-600 ISK), doskonałe aby odpocząć i się umyć, fajne wrażenie sprawia siedzenie w jacuzzi z ciepłą wodą, gdy wokół zimno i wietrznie
  • Zorzę polarną (northern lights, aurora borealis) należy oglądać poza dużym miastem (poza zasięgiem miejskich świateł), tylko podczas zimowych miesięcy w dobrą pogodę – w dzień musi być mróz i czyste niebo, a noc ciemna, najczęściej pojawia się między 22pm-2am. To przepiękne zjawisko, rezultat zderzania wiatru słonecznego z cząsteczkami atmosfery po przyciąganiu do biegunów magnetycznych Ziemi, często zmienia kolory, rusza się (faluje). Należy mieć ogromną cierpliwość, próbować poszukiwać każdej nocy. Czasami trwa chwilę, innym razem kilka godzin, raz wygląda jak chmura lub mgiełka (czasami dopiero na zdjęciu jest zielona), innym razem jest ogromna. Najlepiej zatem wynająć jakiś nocleg na wsi i czatować niż wykupywać drogie wycieczki „Northern Lights safari”, aby nie być zawiedzionym (jeżdżą one m.in. w pobliże miejscowości Hella, do PN Thingvellir oraz na początek półwyspu Snaefellsness). Można je zobaczyć nawet do końca kwietnia, jednak jak opowiedział nam jeden z Islandczyków – „lepiej żebyście nie mieli szczęścia i nie zobaczyli jej podczas tego wyjazdu, bo będzie mała, trzeba tu przyjechać w styczniu/lutym i wtedy przeżywa się szok”. Tak zrobimy!
    Przewidywanie zorzy: http://en.vedur.is/weather/forecasts/aurora/

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

8 komentarzy

  • Reply Malgorzata Swiderska 30 maja 2015 at 14:37

    Za tydzień robimy Waszą trasę! Dzięki za konkrety w artykule 🙂

  • Reply Aga 25 lipca 2016 at 23:15

    Wspaniały artykuł i świetne zdjęcia. Od kilku lat korzystam z blogów podróżniczych przed wyjazdem i żaden przewodnik (a zwłaszcza Pascala, którego nie znoszę) nie jest w stanie przebić tych barwnych i dowcipnych opisów żywych ludzi. Super, że się dzielicie swoimi podróżami.

  • Reply Piotr 23 sierpnia 2016 at 22:57

    Witam
    Czy możesz mi podpowiedzieć jakie mieliście wypożyczone auto – czy było to jakieś 4×4 czy tradycyjne auto. Planujemy podróż lipiec 2017r. Za podpowiedź będę wdzięczny.
    Pozdrawiam Piotr

    • Reply Łukasz Porębski 29 sierpnia 2016 at 21:23

      Mieliśmy Hyundata i30 – zwykłe małe autko, nie ma potrzeby brania 4×4, chyba że planujesz wyprawę do środka wyspy i jazdę po bezdrożach (highlands)

      • Reply Wojciech Pawłowski (@WPawowski) 30 stycznia 2017 at 08:34

        Witam, a mógłbyś jeszcze powiedzieć w jakiej wypożyczalni brałeś samochód oraz czy brałeś jakieś dodatkowe ubezpieczenia? Ja planuję wyjazd w kwietniu 2017 i najtańsza oferta z ubezpieczeniem wychodziła około 800 zł za samochód podobnej klasy (7 dni).

        • Reply Łukasz Porębski 8 lutego 2017 at 19:15

          Zawsze wypożyczam przez rentalcars.com lub arguscarhire.com i zawsze z ubezpieczeniem wkładu własnego – wybieram to gdzie taniej:)

  • Reply Marcin Chwedczuk 15 lutego 2017 at 12:49

    Swietny artykuł. Gotowy plan na zwiedzanie. Wypróbujemy juz na początku maja. Dzięki!

  • Reply AGATA 14 kwietnia 2017 at 09:45

    Cześć, was artykuł bardzo sie nam przydał. Zrobiliśmy taka samą wycieczke w terminie 3-10kwietnia. Swietny plan i duzo cennych informacji. Dodaliśmy tylko pare punktów i spaliśmy w innych miesjcach. Generalnie wd mnie północ jest zdecydowanie lepsza niz południe. Jest totalnie dziewicza i faktycznie na tych dogach nikogo praktycznie nie spotykaliśmy. Jednak południe – od plazy w Vik zaczynając jest totalnie zalane przez turystów. Masy Chinczyków robiących sobie zdjecia, plaża wygląda z daleka jakby była zalana przez mrówki- totalne tłumy, nawet nie sposób było zrobić sobie zdjecie bez gromady Chinczykow w tle… poludnie staje sie mooooocno turystyczne, także traci totalnie swoj klimat. Cały złoty krag- wiadomo najbardziej popularna turystyczna trasa jest wd.mnie totalnie słaba w porównaniu do całych atrakcji wyspy… Jeszcze gorsze od tych miejsc było miejsce o którym akurat nie pisales na blogu a jednak duzo osób chce odiwedzic- wrak samolotu. Czyta się ze jest to posrodku pustkowia- i co? Islandczycy zrobili z tego totalna atrakcje turystyczna. Prowadzi do niego specjalna droga-kamienisty deptak 3 km, również zalany przez Chinczykow, którzy wchodzą na niego po 10 osób i robia sobie na nim zdjecia przez 20minut. Także tego miejsca nie polecam. Jednak ISLANDIA <3 CUDOWNE MIEJSCE, DZIEKI Z ATAKIE SUPER WSKAZÓWKI! TO BYLA PRZEPIEKNA WYCIECZKA! DZIEKI 🙂

  • Dodaj komentarz