Europa

Norwegia – 6 dniowa wycieczka do krainy fiordów

8 sierpnia 2014
Trolltunga Norwegia

Od dawna planowaliśmy wyjazd do norweskich fiordów – cudu natury ukształtowanego przez topniejące lodowce i w dniach 25-30 lipca udało się nam spełnić to marzenie. Te ogromne zatoki mocno wcinające się w głąb lądu, często rozgałęzione, z charakterystycznymi niemal pionowymi brzegami powstały przez zalanie dolin polodowcowych. Są wizytówką Norwegii i nadają jej niepowtarzalny urok. National Geographic uznało fiordy „dziewiczym zakątkiem – najlepszym na świecie celem podróży”.

Pierwsza myśl podczas planowania wyjazdu – tu jest tak drogo, że raczej pojedziemy na 2-3 dni i korzystając z autobusów bądź pociągów zobaczymy parę miejsc. Udało się jednak zebrać 5-osobową ekipę i zorganizować mega wyjazd, podczas którego zjechaliśmy ponad 2 tys. km i zobaczyliśmy największe atrakcje krainy fiordów. Wysokie koszty wypożyczenia auta i noclegów w podziale na 5 osób nie wyglądają już tak strasznie.

 


 

1 dzień – Stavanger, Preikestolen (Pulpit Rock) i Lysefjord

PolskimBusem dostajemy się do Gdańska, skąd ok. 6:00 rano mamy samolot do Bergen – miasta nazywanego „bramą do norweskich fiordów”. Na lotnisko z centrum Gdańska dostajemy się autobusem nocnym MPK, a konkretnie linią N3. Łączny koszt transportu z Wrocławia to 25+4 zł. Po wylądowaniu odbieramy wcześniej zarezerwowane auto (www.rentalcars.com) i od razu udajemy się w kierunku Stavanger najszybszą drogą E39 (ok. 210 km i 2 promy – jeden długi płynący aż 45 min i jeden krótszy). Znajdują się tutaj piękne białe domki, typowo skandynawskie oraz kilka platform wiertniczych wydobywających ropę naftową (główne źródło bogactwa Norwegii). Następnie korzystając z jeszcze jednego promu udajemy się w kierunku Lysefjord, majestatycznego, jednego z najpiękniejszych norweskich fiordów.

Podejście pod słynny klif Preikestolen („Ambona”), zawieszony 600 m nad fiordemzaczynamy z parkingu przy Preikestolenhytta (koszt parkingu 100 NOK). Podejście ma blisko 4 km, jest dosyć trudne i zajmuje ok. 2 godzin w każdą stronę. Warto jednak się wspiąć, bo widok na fiord i góry z tej płaskiej skały o wymiarach 25x25m wiszącej wysoko nad taflą wody zapiera dech. Według rankingu Lonely Planet to jedno z „10 najwspanialszych punktów widokowych na świecie”. Mnóstwo adrenaliny dodaje też zbliżenie się do jej krawędzi, nie mówiąc o siedzeniu na niej w celu zrobienia zdjęcia – aż przypomina mi się świetne hasło: „don’t let fear stand in a way of your dreams”. Żeby było ciekawiej w poprzek płaskowyżu biegnie szczelina… Zdaniem geologów obawy przed oderwaniem skały są jednak nieuzasadnione.

Warto w tej okolicy zobaczyć również Kjeragbolten, okrągły głaz, znajdujący się między dwoma skałami z widokiem na fiord. Pulpit Rock i głaz Kjerag to punkty obowiązkowe dla osób wybierających się kilkudniowe wycieczki samolotowego do Stavanger, nam niestety na ten drugi zabrakło już czasu. Osoby, które planują krótki pobyt w Stavanger mogą odwiedzić klif Preikestolen korzystając z autobusu i promu (koszt ok. 240 NOK).

Po zejściu ze szlaku czekała nas jeszcze 170 km jazda do Roldal, gdzie mieliśmy pierwszy nocleg. Na miejsce dotarliśmy po godz. 2:00 w nocy…

 

 

2 dzień – Trolltunga („Język trolla”)

Z samego rana udajemy się do Tyssedal, skąd można wyruszyć na niezwykłą skałę Trolltunga („Język trolla”). Wcześniej po drodze mijamy piękne wodospady (m.in. Latefossen przepływający pod drogą), przy kilku zatrzymujemy się na fotkę. Później, pomimo tego, że nie przestawały zachwycać, było ich tak wiele, że oglądaliśmy je już jadąc autem. Niestety na miejsce docieramy dopiero ok. 10:00, przez co nie udało nam się wjechać na parking Skjeggedal. Zaparkowaliśmy zatem w Tyssedal i wjechaliśmy na pace jednego z aut czekających w kolejce 🙂 Jest też opcja transportu autobusem (3 dziennie, ok. godz. 9, 16 i 20), ale koszt biletu z i do Odda wynosi 80 NOK za osobę (z Tyssedal połowę mniej), więc w trosce o nasze portfele od razu odpuściliśmy tą opcję. Droga na parking, zresztą podobnie jak większość dróg górskich w Norwegii, była momentami tak wąska, że można było wymijać się z autami tylko w wyznaczonych szerszych miejscach.

Sam szlak generalnie nie jest bardzo trudny, oprócz początkowej ostrej 4 km wspinaczki (różnica wzniesień blisko 900 m), ale ma aż 11 km w jedną stronę przez co jest dosyć męczący (ok. 7-9 godz. w dwie strony). Jest on oznaczony czerwonym znakiem „T” i znajdują się przy nim znaki wskazujące ile jeszcze km zostało nam do celu. Kiedyś początkowy odcinek można było wjechać kolejką – obecnie jest nieczynna, ale oprócz leśnej, kamienistej ścieżki można skorzystać z ostrego podejścia schodami wzdłuż starej trasy kolejki (2 250 stopni!).

Większość trasy na język prowadzi przez płaskowyż Hardangervidda, charakteryzujący się arktyczną fauną i florą. Piękne krajobrazy, jeziorka, potoki, a wokół ośnieżona szczyty gór. Pogodę mieliśmy rewelacyjną. Na końcu trzeba jeszcze tylko chwilę odstać w kolejce przed wejściem na język, żeby móc zrobić upragnione zdjęcie. Usiąść na tej nietypowej, długiej na 10 m skale, zawieszonej 700 m nad jeziorem Ringedalsvatnet (1165 m n.p.m.) z kolejnym zapierającym dech widokiem – bezcenne! Szczerze mówiąc bardziej przerażające było patrzenie na ludzi chodzących po języku niż bycie na nim samemu 🙂

W połowie drogi powrotnej złapała nas burza z piorunami, na szczęście bez mgły, ograniczającej widoczność. Pogoda zmieniła się bardzo szybko, co jest normą w górach. Warto być zatem przygotowanym i zabrać m.in. kurtkę, spodnie i buty przeciwdeszczowe oraz pokrowiec na plecak. Czekała nas jeszcze droga na niżej położony parking, na szczęście ten odcinek w dół  zabrali nas Litwini za co podziękowaliśmy wódeczką z wolnocłówki – znowu udało się zaoszczędzić na autobusie 🙂

Po przebraniu przemoczonych ubrań udajemy się w wzdłuż Sørfjordu, będącego odnogą Hardangerfjordu, drugiego największego fiordu w Norwegii w kierunku mostu Hardangerbrua (koszt za skorzystanie z mostu to 150 NOK+25%VAT, ciekawostka – w aucie mieliśmy zamontowany chip AutoPass, który podłączony do karty kredytowej automatycznie ściągał należność za płatne odcinki trasy, oprócz tego mostu zapłaciliśmy jeszcze za tunel/drogę i wjazd do Stavanger razem 34 NOK+25%VAT oraz w okolicy Bergen 25 NOK+25% VAT). Po drugiej stronie zatoki znajduje się drugi największy lodowiec Norwegii – Folgefonna, na który organizowane są wycieczki trekkingowe, my w planach mamy jednak inny lodowiec – Jostedal. Dla osób podróżujących do Bergen jest możliwość dotarcia autobusem do miejscowości Odda skąd organizowane są wycieczki na lodowiec lub stamtąd kolejnym autobusem na parking Skjeggedal i trekking na skałę Trolltunga.

Na koniec udajemy się w kierunku miejscowości Eidfjord, po drodze mijając malownicze widoki i liczne sady owocowe, aby zobaczyć najsłynniejszy wodospad Norwegii Voringsfossen (182 m). Jest on bardzo dobrze widoczny z tarasu widokowego blisko parkingu przy hotelu Fosli. Na nocleg w okolice Voss wróciliśmy już po zmroku, po wielu próbach odnalezienia ścieżki do chatki dopiero z pomocą przyjaznych Norwegów udało nam się ją odnaleźć. To była najtańsza drewniana chatka, bez prądu i ciepłej wody, z wychodkiem, choć miała swój urok – było to prawdziwe muzeum na wolnym powietrzu (skansen) 🙂 Rano natomiast pod nasze auto podeszły wolno pasące się krowy. Nie byliśmy jednak zbytnio zaskoczeni, gdyż podczas wyjazdu wiele razy mijaliśmy pasące się konie, krowy, owce czy kozy, które nierzadko wchodziły na drogę.

 

 

3 dzień – Naeroyfjord, Aurlandsfjord i Sognefjord

Kolejny dzień był już nieco wolniejszy, spokojniejszy. Z Voss wyruszamy przez wąwóz Stalheimskleiva. Wcześniej warto zjechać z drogi w kierunku znajdującego się na przełęczy hotelu Stalheim, z którego tarasu widać piękną panoramę doliny. Następnie można wrócić do głównej drogi i pojechać tunelem lub zjechać trudną trasą z 13 ostrymi zakrętami. Kolejnym przystankiem jest miejscowość Gudvangen – pięknie położona u podnóża skał i fiordu wioska Wikingów. To tutaj można zobaczyć wąski i zarazem majestatyczny Nærøyfjord, wpisany na listę UNESCO. Strome ściany fiordu wystrzeliwują prosto z morza na ponad kilometr wysokości, zbliżając się do siebie nawet tylko na 250 m, co dodatkowo potęguje wrażenie ogromu. Wzdłuż fiordu można udać się na wycieczkę promem lub wypożyczyć kajak, jednak nie są tanie przyjemności (rejs Gudvangen-Flåm to koszt 295 NOK/os. + auto z kierowcą 665 NOK, a wynajem kajaka na 4 godz. to wydatek 400 NOK/os. – sporo, ale widoki są niezapomniane, wrażenie obcowania z przyrodą i podziwianie fiordu oraz otaczających go gór z innej perspektywy). My udajemy się wzdłuż zachodniego brzegu fiordu do pobliskiej farmy, skąd również mamy okazję podziwiać piękne widoki. Spływające wokół kaskady wodospadów, ośnieżone szczyty górskie, malownicze domki porozrzucane na stromych zboczach i kempingi z dachami pokrytymi trawą i kwiatami… To krajobraz, który towarzyszył nam na każdym kroku w „krainie fiordów”.

Następnie udajemy do niewielkiej osady Undredal malowniczo położonej nad fiordem. Tutaj znajduje się biały drewniany kościół typu stav (stavkirke) na 40 osób z XII w. Można tu też zakupić lokalny brązowy kozi ser. Po krótkiej przerwie ruszamy do turystycznej miejscowości Flåm, leżącej nad Aurlandsfjordem. To dla nas powrót do cywilizacji – wcześniej nie spotykaliśmy dużo ludzi i aut na drodze. Duże statki wycieczkowe, sklepy z pamiątkami, mnóstwo ludzi i stacja słynnej trasy kolejowej Myrdal-Flåm („Flåmsbana”) która pokonuje 860 m wzniesienia na 20 km trasy (bardzo duże nachylenie torów). Naszym kolejnym celem jest miejscowość Lærdal. Można się tutaj dostać przez góry Drogą Śnieżną (Snøvegen) lub szybciej pod nią przez najdłuższy tunel górski na świecie Laerdaltunnelen (24,5 km, ze względów bezpieczeństwa i urozmaicenia jazdy co kilka kilometrów zrobione zostały oświetlone na niebiesko sale, podobnie jak w wielu innych dłuższych tunelach działa tu radio). My wybraliśmy tunel, jednak wcześniej w Aurland odbiliśmy na punkt widokowy Stigastein (650 m) – skąd rozpościera się niezapomniana panorama fiordu i gór.

Lærdal to bardzo urokliwa wioska, gdzie znajduje się Centrum Dzikiego Łososia, ponoć okoliczne potoki roją się od tych ryb, widzieliśmy mnóstwo wędkarzy. Stąd kolejną malowniczą drogą w górę doliny jedziemy zobaczyć kościół w Borgund – najlepiej zachowany kościół typu stav w Norwegii, średniowieczna świątynia Wikingów (głowy smoków, motywy roślinne). Następnie udajemy się w kierunku Sogndal, wcześniej przeprawiając się promem przez drugi największy i drugi najgłębszy fiord świata – Sognefjord. Ta skalista zatoka o długości ponad 200 km i szerokości od 1,5 do 6 km, której ściany zanurzają się nawet na 1300 m (podczas gdy max głębokość Bałtyku to „tylko” 450 m!) przecina środkową część kraju na dwie części. Jej ściany wyrastają ponad 600 m nad powierzchnię wody, ma kilkadziesiąt odnóg, które funkcjonują jako osobne fiordy (np. Nærøyfjord i Aurlandsfjord, które odwiedziliśmy).

Mijając po drodze miejscowość Kaupanger odwiedzamy jeszcze starykościółek słupowy (stavkirke) znajdujący się w tej miejscowości. Śpimy w hytte na świetnym campingu w Hafslo. Stąd niedaleko znajduje się także najstarszy zachowany kościół stav w Urnes z XII w. (lista UNESCO), ale jest po drugiej stronie fiordu, więc odpuszczamy. Kościoły stavkirke wznoszono w Norwegii w czasach, gdy wiara chrześcijańska mieszała się z wierzeniami w pogańskich bogów wikińskich (X-XIII w.). Trzon ich konstrukcji tworzyły pionowe słupy spięte deskami, podobnie jak łodzie Wikingów. Jeden z takich kościółków Vang stavkirke został przeniesiony w połowie XIX w. do Karpacza (obecnie Świątynia Wang).

 

 

4 dzień – lodowiec Jostedalbreen

Dzisiejszym jedynym celem podróży jest wyprawa na największy lodowiec na kontynencie europejskim – Jostedalsbreen, pozostałość dawnych zlodowaceń, które wyrzeźbiły fiordy (486 km2). Właściwie to wybraliśmy się na Nigardsbreen, jeden z fragmentów lodowca Jostedal. Tutaj czeka nas wspaniałe przeżycie i podziwianie jednego z jęzorów o błękitnej poświacie – dla mnie najlepsze doświadczenie tego wyjazdu i top10 w życiu! Wędrówki po lodowcach to niekonwencjonalny i ekscytujący pomysł na aktywny wypoczynek. W związku z tym, że pozostają w ciągłym ruchu są bardzo niebezpieczne (tworzą się ogromne szczeliny) i zaleca się asystę przewodnika. Zakupu wycieczki dokonujemy w punkcie informacyjnym Breheimsenteret w Jostedal (dojazd z miejscowości Gaupne drogą nr 604), który pośredniczy w organizacji wycieczek na lodowiec. Wycieczki dzielą się w zależności od czasu i skali trudności – łatwa 1 godz. na lodzie, trudna 2 godz. i najtrudniejsza 5 godz., ceny odpowiednio 260, 460 i 760 NOK. My wybraliśmy opcję 2-godzinną (całość trwa 3,5 godz.). Na parking obok jeziora Nigardsbrevatnet, który jest miejscem zbiórki, można dojść pieszo lub dojechać autem (opłata 40 NOK). Nasza przygoda rozpoczęła się właśnie od przejażdżki łodzią po jeziorze, choć można też dojść pod lodowiec szlakiem. W cenie dostaliśmy raki i czekany, jeśli jest taka potrzeba można wypożyczyć także stosowne obuwie. Później otrzymujemy jeszcze uprzęże i obwiązani liną wyruszamy na lodowiec z przewodnikiem. Lodowiec robi ogromne wrażenie, szczególnie przyglądając się mu z bliska, dotykając go, zaglądając do lodowych jaskiń, czy przechodząc jego labiryntami blisko szczelin.

Na północny wschód od Gaupne znajduje się górzysta kraina – Park Narodowy Jotunheimen, z wieloma szlakami do trekkingu (m.in. wyjątkowo malowniczy Bessegen, między jeziorami, panorama najwyższych gór Skandynawii). Jest tu dużo 2-tysięczników, w tym najwyższa góra Norwegii Galdhøpiggen (2469 m n.p.m.). Prowadzi tędy droga Sognefjell (nr 55) – Narodowy Szlak Turystyczny, jedna z najpiękniejszych tras samochodowych w Europie. Ciągnie się ona od Lustrafjord przez wysokie góry – „dach Norwegii”, wśród lodowców i niedostępnych ośnieżonych szczytów ciągnących się po sam horyzont do Lom (czasami nawet w lipcu przy drodze są kilkumetrowe zaspy, najwyższy punkt trasy 1434 m n.p.m.). Przejazd pozostaje na długo w pamięci, nawet pomimo tego, że sporo widoków zakrywały chmury. Niesamowite wrażenie sprawia zmieniający się krajobraz i dzikie scenerie. W Lom znajduje się też jeden z największych i najlepiej zachowanych kościołów typu stav.

Tego dnia śpimy niedaleko Geiranger na campingu Folven. Wcześniej przy drodze mijamy znaki uwaga łosie i renifery. Istnieje tutaj bowiem spora szansa na zobaczenie reniferów, a po zmroku na mniej uczęszczanych drogach łosi.

 

 

5 dzień – Geirangerfjord, Trollstigen i Alesund

Główną atrakcją kolejnego dnia jest uznawany za najpiękniejszy z norweskich fiordów – Geirangerfjord (lista UNESCO). Pionowe skały wpadające wprost do morza, przykryte śniegiem szczyty, słynne wodospady sięgające nawet 250 m (spadają kaskadami szumiącej wody z prawie pionowych zboczy, czasami w parze powstają tęcze), duże statki wycieczkowe, nienaruszona, dzika przyroda, a na okolicznych wzgórzach rozsiane są dawne farmy, drewniane chatki i kościoły. Wcześniej jednak wjeżdżamy na punkt widokowy Dalsnibba (1500 m n.p.m., koszt 100 NOK), skąd roztacza się wspaniała panorama na dolinę i fiord. Dalej kierujemy się Narodowym Szlakiem Turystycznym przez miejscowość Geiranger na Drogę Orłów (ostry podjazd, z licznymi serpentynami). Na jej szczycie na wysokości 620 m n.p.m. znajduje się kolejny punkt widokowy, skąd widać najbardziej znany wodospad „Siedmiu Sióstr”. Niestety nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, aby wybrać się w rejs promem po fiordzie (np. Geiranger-Hellesylt, rejs w dwie strony 215 NOK, ciekawa inna perspektywa zwiedzania fiordów – będąc jakby wewnątrz tego cudu natury, jedna z najpopularniejszych atrakcji turystycznych Norwegii) ani na trekking jednym z wielu tutejszych szlaków (np. na farmę górską Skagefla lub nad wodospad Storseterfossen, gdzie jest możliwość przejścia za ścianą spadającej wody – mapki), a szkoda… 🙁

Dalej kierowaliśmy się Złotą Drogą (nr 63) w kierunku Trollstigen (dosłownie „Drabina Trolli”). Jest to jeden z symboli Norwegii, stroma droga z licznymi serpentynami (11, z czego większość zakręca pod kątem 180 st.) i jedynym na świecie znakiem „uwaga na trolle”. Na górze znajduje się punkt z widokiem na okoliczne góry, dolinę Romsdalen i wodospad Stigfossen (180 m) przecięty mostem z kamienia. W całej okolicy widać mnóstwo konstrukcji z kamieni ułożonych jeden na drugim jak wieżyczki – jest to znak przyłapanych przez promień słoneczny i zastygłych trolli. Raczej nie ma tutaj kiczowatych kramów z pamiątkami (ufff… :)), zresztą podobnie jak w pozostałych miejscach, a jedynie kilka sklepów, gdzie można nabyć m.in. trolle lub pluszowego łosia.

Ostatnim punktem dnia było krótkie zwiedzanie Ålesund, pełnego kanałów, mostków, zaułków i wieżyczek miasta, w którym w lipcu słońce zachodzie tylko na 4 godziny (23:30-3:30)! Do tego nie zapada tutaj wtedy w pełni noc – mała próbka zjawiska białej nocy znanego na dalekiej północy. Miasto zostało odbudowane po pożarze i obecnie słynie z secesyjnej architektury oraz stanowi ośrodek kultury. Po spacerze wpadamy na spragnioną wyżerkę do McDonaldsa (hamburger/cheeseburger kosztuje 6 zł, darmowe WIFI :)). A na koniec udajemy się jeszcze na górę Aksla (189 m n.p.m.), gdzie po pokonaniu 418 stopni, które prowadzą z centrum miasta, widać niesamowity widok na miasto, rozległy fiord i otaczające góry. Będąc dłużej w Ålesund można też odwiedzić Park Oceanu Atlantyckiego – oceanarium.

 

 

6 dzień – Bergen

Na koniec naszej wycieczki zostawiliśmy Bergen, skąd o godz. 21:35 odlatywał nasz samolot do Katowic. Większość atrakcji znajduje się w ścisłym centrum (uwaga drogi parking! za 5,5 godz. zapłaciliśmy prawie 180 NOK). Tutaj zaczynamy od pełnego zgiełku targu rybnego na Torget, gdzie jemy kanapki z mięsem wieloryba, kraba i łososia (za „jedyne” 45 NOK/szt!). Później próbowaliśmy również mięsa renifera i łosia, a wybór był jeszcze większy (kawior, sałatki z owoców morza itp.). Dalej wzdłuż starego portu udajemy się do zabytkowej dzielnicy Bryggen. Jest to nadbrzeżna hanzeatycka zabudowa, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO – charakterystyczne kolorowe drewniane budynki, z klimatycznymi zaułkami w środku. Dawniej było to centrum wymiany handlowej, teraz mieszczą się tu głównie sklepy z pamiątkami. W pobliżu znajduje się średniowieczna twierdza Bergenhus, rezydencja królewska z salą Hakona i wieżą Rosenkrantza. Jest też kilka kościołów i muzeów. Na koniec udajemy się na wzgórze Floyen (320 m n.p.m.), gdzie można albo wjechać kolejką szynowo-linową Floibanen za 85 NOK w dwie strony z centrum lub dla oszczędnych wejść pieszo szlakiem – za free! Z punktu widokowego roztacza się ładna panorama miasta i okolicznych wysp. To był ostatni punkt planu naszej wycieczki. Dla miłośników wycieczek pieszych jest jeszcze możliwość wejścia na najwyższe wzgórze Bergen – Ulriken (624 m n.p.m.). W przypadku dłuższego wyjazdu można by było pokusić się jeszcze o przejechanie się widowiskową trasą „Droga Atlantycka” między Molde i Kristansand.

Z racji tego, że w Bergen pada 275 dni w roku, przed przyjazdem warto sprawdzić prognozę pogody. My trafiliśmy niestety na jeden z takich dni, na szczęście padało i przestawało. Pomimo tego, że oba odwiedzone miasta są warte odwiedzenia nie zrobiły na nas zbyt dużego wrażenia. Pewnie dlatego, że widzieliśmy tak piękne cuda przyrody oraz zapewne też ze względu na pośpiech. Tutaj przydałby się nocleg, powolny spacer wieczorem lub nocą. Jednak kilka godzin w zupełności wystarcza, aby zobaczyć większość atrakcji.

Dla osób, które wybierają się do Bergen tylko na kilka dni polecam popularną wycieczkę „Norway in a nutshell” (Norwegia w pigułce), którą można zorganizować również samemu. W programie trwającym 8,5 godz. znajduje się: pociąg z Bergen do Myrdal, zapierająca dech kolej Flåmsbana, rejs Aurlandsfjord i Naeroyfjord do Gudvangen, powrót przez Stalheimskleiva autobusem do Voss i pociąg do Bergen. Koszt wysoki, bo aż 1145 NOK/os., sporo, ale być tutaj i nie zobaczyć fiordów…

 

 

Z jednej strony 6 pełnych dni na miejscu i tylko 5 noclegów wyszło idealnie cenowo, z drugiej to zdecydowanie za mało czasu, aby móc spokojnie doświadczyć zalet Norwegii. Zadziwiające, surowe fiordy, ośnieżone góry i lodowce, dzika przyroda, czyste powietrze, liczne wodospady, malowniczo położone mały osady, różnorodne krajobrazy. Niesamowite widoki wyłaniają się nagle zza zakrętu. Spodoba się tu najbardziej osobom lubiącym spędzać czas na łonie natury z dala od zgiełku, cywilizacji i wielkich miast. Tutaj warto nie spieszyć się, podziwiać piękne widoki dostępne niemal za każdym zakrętem, kontemplować i przeżywać…

Na pewno tu jeszcze wrócimy, ale raczej na daleką północ. WizzAir lata z Gdańska do Trondheim, skąd można się dostać pociągiem lub lokalnym samolotem do Tromsø (www.nsb.no lub www.norwegian.com, ew. pociąg nocny/samolot z Oslo, gdzie są np. tanie loty z Wrocławia). To miasto nazywane jest „wrotami do Arktyki”. Znajduje się ono za kręgiem polarnym, przez co w zimie występują tutaj noce polarne, a w lecie słońce nie zachodzi w ogóle. Panuje tu surowy klimat, co kilkadziesiąt kilometrów występują małe miejscowości. Dzikość, spokój i cisza, ale i trzaskające mrozy – to znaki rozpoznawcze tego regionu. Jest tu bardzo zimno, ale wbrew pozorom nie aż tak jak na Alasce czy w Grenlandii. Łagodząco na temperaturę i klimat działa ciepły prąd zatokowy Golfsztrom, dlatego norweskie porty na północy nigdy nie zamarzają. Można tu zobaczyć renifery, spać w igloo, wyruszyć na safari z wielorybami, jechać psim zaprzęgiem i co najważniejsze zobaczyć zorzę polarną. Największe szanse na zobaczenie tej zjawiskowej gry świateł są w zimie, na przełomie stycznia i lutego, wtedy właśnie planujemy wyjazd. Dodatkowo bardzo chcielibyśmy odwiedzić przy okazji Lofoty, jeden z najpiękniejszych archipelagów wysp z wyrastającymi z morza górami, będący także mekką wędkarzy. Innym naszym wymarzonym celem podróży, który być może uda się połączyć, jest wycieczka na wyspę Svalbard, będącą prawdziwą namiastką Arktyki – pokryte lodowcami góry, możliwość zobaczenia niedźwiedzi polarnych czy morsów, pływające kry, 1 tys. km od bieguna…

 

Podsumowanie wydatków w Norwegii:

  • Tanie bilety Gdańska-Bergen-Katowice w dniach 25-30.07 za 125 zł (dzięki WizzAir Discount Club)
  • Zakupy raczej skromnie, głównie chleb i woda :), bo mieliśmy duże zapasy z Polski (serki topione, pasztety, konserwy, kabanosy, gorące kubki, batony zbożowe, sosy instant – później można dokupić tylko makaron czy ryż i mamy ciepły posiłek, gorzka czekolada, kawa 2w1, kaszka dla dzieci – zalewa się ją tylko wodą)
    • jest drogo, więc zaopatrujemy się tylko w supermarketach, głównie Kiwi (inne: Rema 1000 i Rimi), polecam markę własną First Price – dużo tańsze produkty niż pozostałe (np. dobry chleb 25-35 NOK, a tani z First Price tylko za 8-9 NOK)
  • Każdego dnia spaliśmy w małych domkach letniskowych (camping, hytte, cottage, cabin) – super nadają się na dłuższy pobyt, mają dobre wyposażenie (naczynia, sztućce, lodówka, płyta grzewcza) i świetne lokalizacje. Wszystkie znaleźliśmy przez booking.com. Koszt przy 5 osobach był bardzo niski. Przy odpowiednio wcześniejszym wyszukiwaniu udało nam się zarezerwować 5 noclegów za średnio 670 NOK za noc, czyli zaledwie 67 zł za osobę/nocleg. Można też próbować szukać hostele lub prywatne kwatery (np. poprzez serwis airbnb.pl)
    • Na niektórych kempingach trzeba dopłacić za pościel (tylko raz zapłaciliśmy za poduszkę i kołdrę z poszewką, a tak spaliśmy bez narzuty, warto mieć swój koc/śpiwór), prysznic (10 NOK za 4 min ciepłej wody) oraz sprzątanie (tego uniknęliśmy zawsze myjąc chatkę przed wyjazdem)
    • Ze względu na norweskie prawo (każdy ma prawo korzystać z natury) – jest opcja biwakowania 150 m od zabudowania czy na szlakach górskich, pływania w jeziorach, chodzenia po lodowcu czy pływania kajakiem za darmo korzystając z własnego sprzętu. Wstępy do parków narodowych są darmowe! (płatne są tylko parkingi lub drogi dojazdowe)
  • Nie wzięliśmy ostatecznie ani dużego bagażu podręcznego (dopłata ok. 90 zł w dwie strony) ani bagażu rejestrowego (32 kg, prawie 300 zł w dwie strony!) i daliśmy radę upchnąć wszystko w „małym” plecaku podręcznym 🙂 pomimo tego, że w liniach WizzAir bagaż jest naprawdę mały…
  • Wynajęcie samochodu na 6 dni to wydatek ok. 2000 zł (diesel, z ubezpieczeniem od wkładu własnego), opcja na 5 osobowy wyjazd jest zatem optymalna finansowo. Do tego koszt paliwa ok. 700 zł, promy blisko 900 zł (8 przepraw, z czego najwięcej bo aż łącznie 380 zł zapłaciliśmy za dwie długie przeprawy promowe do Stavanger, pozostałe kosztowały średnio 100 zł) oraz inne opłaty (AutoPass, parkingi) – ok. 350 zł
    • Do tego jeszcze transport w Polsce: do Gdańska (29 zł, polskibus.com) i z Katowic (50 zł, blablacar.pl)
    • Warto mieć ze sobą dokładne mapy lub GPS, przydatne mogą się okazać również mapki dojazdów z i do atrakcji i noclegów (np. wydrukowane mapy google)
  • Łącznie wyjazd wyniósł nas około 1850 zł za osobę, jednak przy tylu atrakcjach i fakcie, że Norwegia to bardzo drogi kraj, to w sumie niewiele. Żeby to wszystko zobaczyć korzystając z ofert biur podróży trzeba zapłacić 4-5 tys. zł. Nam udało się to zrobić o ponad 50% taniej!

 

 

Krótki filmik z wyjazdu „Norwegia – 6 dniowa wycieczka do krainy fiordów”

 

Fotorelacja z całej wycieczki „Norwegia – 6 dniowa wycieczka do krainy fiordów – LINK

 

Kilka ciekawostek o Norwegii

  • Norwegia ma powierzchnię większą od Polski, a mieszka tu zaledwie 5 mln mieszkańców, z czego duża część w kilku największych miastach. Niemal każdy potrafi mówić po angielsku.
  • Norwegia jest droga. Przeciętnie ceny są tu 2-3 razy wyższe niż w Polsce (np. coca cola 0,5l za 19 NOK, hot-dog + cola na stacji benzynowej 59 NOK, piwo 35 NOK – ogólnie panuje tutaj jakby prohibicja). Nieważne na cenę jakiego towaru spojrzysz – przerazisz się 🙂 Droga jest też komunikacja (np. autobus Flysbussen z lotniska do Bergen kosztuje 90 NOK), a o jedzeniu w knajpach czy mieszkaniu w hotelu można zapomnieć. Jednak śpiąc na kempingach, samodzielnie przygotowując posiłki i robiąc zakupy w sklepach dyskontowych (lub przywożąc zapasy z Polski) można zejść nawet do 200-300 NOK na osobę na dzień.
  • Waluta to korona norweska, a obecnie 1 NOK to ok. 0,50 zł (czyli ceny dzielimy na 2). Gotówkę warto wymienić już w Polsce.
  • Na miejscu do transportu można wykorzystać autokary lub pociągi, jednak najlepszym wyborem jest wypożyczenie auta. Jeśli chodzi o jazdę autem to drogi są dobre, ale trasy są długie, poprzecinane fiordami, kręte, teren górzysty, no i trzeba jeździć przepisowo (50 km/godz. w obszarze zabudowanym i 80 km/godz. poza nim, nie można przekraczać prędkości nawet o 5 km/h – wysokie mandaty!, obowiązuje jazda na światłach 24h i bezwzględne pierwszeństwo pieszych). Paliwo jest najdroższe w Europie – diesel kosztuje ok. 7 zł.
    • Rozkłady promów można znaleźć na stronie www.fjord1.no (kursują dosyć często, co 20-30 min w dzień), przy czym ceny przepraw promowych zależą od długości trasy i wynoszą przeciętnie 67-87 NOK za auto z kierowcą i dopłata 28-33 NOK za każdego pasażera
    • Dla podróżujących komunikacją publiczną: www.nsb.no – podróż pociągiem w Norwegii to ponoć prawdziwa przyjemność, a na niewielkich odległościach warto poruszać się lokalnym autobusami (NOR-WAY Bussexpress www.nor-way.no lub www.nettbuss.no)
    • Opcja z własnym autem opłaca się tylko na długie wyjazdy – minimum 2 tygodnie, bo trzeba założyć 2 dni w jedną stronę na dojazd i drogi prom z Niemiec lub Danii.
    • Odcinki szczególnie atrakcyjne krajobrazowo posiadają status Narodowych Szlaków Turystycznych (www.turistveg.no, www.visitnorway.com lub www.vegvesen.no). Są to drogi, które nie tylko mają doprowadzić podróżującego do celu, ale też dostarczyć mu niezapomnianych wrażeń.
  • Podróżowanie po Norwegii samochodem jest atrakcją samą w sobie. Sieć dróg krajowych jest dobrze rozwinięta, a liczne tunele, mosty i promy prowadzą do nawet najbardziej niedostępnych miejsc. Opis odcinka trasy: „Tunel 6 km, mały prześwit, następny 11 km, za chwilę wjazd na prom, z którego wjeżdżamy prosto do tunelu, w środku rondo, zakręty i wzniesienia, później wyjeżdżamy prosto na most i z powrotem do tunelu…” (trochę przerysowując :)) Mega rozwinięta infrastruktura! To dla mnie jeden ze znaków charakterystycznych tego kraju.
    • niektóre drogi, mosty czy tunele są płatne, opłaty są dokonywane automatycznie, ale tylko dopóki nie zwróci się inwestycja, później są za darmo, płatny jest też wjazd do dużych miast (oprócz weekendów). Szczegółowe informacje o płatnych drogach www.autopass.no
    • promy oprócz transportu dają też znakomitą okazję do podziwiania tego wyjątkowego miejsca
  • Dla lubiących rejsy jest też ciekawa opcja opłynięcia niemal całego wybrzeża Norwegii – rejs statkiem Hurtigruten (11 dni i 30 portów, można przepłynąć część)
  • Wakacje, czyli lipiec-sierpień to najlepszy termin na zwiedzanie fiordów, często bezchmurne niebo, temperatura powyżej 20 st. C. (ale i tak warto mieć ciepłą bluzę i kurtkę) oraz tanie loty. Niestety z drugiej strony to szczyt sezonu wakacyjnego, co ma wpływ na ceny na miejscu i liczbę turystów. Należy pamiętać, że pogoda jest tutaj bardzo zmienna i nieprzewidywalna, gdy pada deszcz jest ponuro i chłodno, a w słońcu jest gorąco. Warto wcześniej sprawdzić prognozy, aby nie stracić zbyt wiele. Więcej o pogodzie na www.yr.no lub innych popularnych serwisach typu: weather.com czy accuweather.com
  • Dobrze wyrobić sobie Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego z NFZ, aby nie musieć pokrywać kosztów ewentualnego leczenia.
  • Norwegia należy do strefy Schengen, a więc obywatele z krajów tej strefy nie muszą okazywać swoich paszportów przy wjeździe do Norwegii, należy mieć wtedy jedynie dowód osobisty.

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Brak komentarzy

Dodaj komentarz