Góry

Rysy, Świnica i Czerwone Wierchy – fotorelacja z Tatr

18 października 2016
Polskie Rysy ze słowackiego wierchołka

Co prawda polowałem w tym roku na Bieszczady jesienią, ale wejście na Rysy, najwyższy szczyt w Polsce również znajdował się na mojej liście:) Na przełomie września i października (30.09-3.10) wybraliśmy się z kolegą na 4-dniową fotowyprawę w nasze najwyższe i najpiękniejsze góry, gdzie zdobyliśmy aż siedem dwutysięczników! To jeden z lepszych okresów w roku na trekking, ze względu na mniejszy tłok. Rzutem na taśmę trafiliśmy na piękną pogodę – chodziliśmy w krótkich spodenkach i rękawkach, a dwa dni po naszym powrocie w Tatrach spadł śnieg.

Do Zakopanego wybraliśmy się PolskimBusem. Bilety z kilkutygodniowym wyprzedzeniem kupiliśmy za ok. 36 zł w jedną stronę, jednak z racji warunków pogodowych przekładaliśmy termin wyjazdu (koszt modyfikacji biletu to 5 zł + dopłata w przypadku wyższej ceny biletu). Wiadomo jak jest z prognozami, ale tym razem warto było zmienić bilet, bo trafiliśmy na „złotą polską jesień”. Tylko ostatniego dnia padało, ale ten dzień odpoczynku bardzo nam się przydał:) Już po 13-14 godzinach od wyjazdu z Wrocławia byliśmy na najwyższym miejscu w Polsce – to było naprawdę rewelacyjne doświadczenie… ale po kolei:) Wyjechaliśmy o 23:25 z Wrocławia,  a po średnio przespanej nocy, mniej więcej o 6:15 byliśmy w Zakopanem. Z dworca udaliśmy się w kierunku dworca PKP, sprzed którego odjeżdżają busy w kierunku Łysej Polany – Palenicy Białczańskiej (koszt 10 zł, bus odjeżdża pełny, więc trzeba chwilę poczekać). Koło 7:30 wchodzimy do Tatrzańskiego Parku Narodowego (5 zł wstęp) i napieramy prawie 8 km asfaltem – nienawidzę tego odcinka – ze wszystkimi tobołami w plecakach do Schroniska PTTK „Morskie Oko”. Tu planujemy nocleg „na glebie”, więc mamy śpiwory i maty samopompujące.

W schronisku zostawiamy plecaki w depozycie (koszt 3 zł), bierzemy tylko prowiant i ruszamy w kierunku Rysów. Jednak wcześniej zapisujemy się na listę rezerwową na nocleg, bo wszystkie miejsca były zajęte, a wcześniej przez tydzień nie mogłem się dodzwonić („mają kłopoty z zasięgiem”). Okazało się później, że był to bardzo dobry pomysł, bo było sporo chętnych, a nam udało się wylądować w starym schronisku na sali zbiorowej na pryczach (16 połączonych „łóżek” w dwóch rzędach). Na pewno była to wygodniejsza opcja niż „gleba”, a kosztowało nas to 39 zł/os/noc + 1,3 zł opłata klimatyczna (sporo osób spało na podłodze na korytarzu, schronisko oferuje bowiem nocleg w wyjątkowych sytuacjach, tj. ze względu na porę dnia lub warunki pogodowe).

Trekking kontynuujemy czerwonym szlakiem wzdłuż brzegu Morskiego Oka, wspinamy się pod Czarny Staw pod Rysami, którego też okrążamy, a później zaczynamy wspinaczkę pod coraz bardziej strome zbocze. Otwarta skalna ekspozycja za garbem robi ogromne wrażenie. Zaczynają się łańcuchy, robi się niemal pionowo do góry. Powoli, ale konsekwentnie zdobywamy wysokość. Tuż pod samym wierzchołkiem trzeba jeszcze przejść wąską granią nad przepaścią – chyba najbardziej niebezpieczny odcinek szlaku. W końcu po około 5,5-6 godz. żwawego trekkingu, pokonaniu 12,5 km drogi i aż ponad 1,5 km przewyższenia w pionie docieramy na Rysy – najwyższy punkt w Polsce (2499 m n.p.m.)! Co ciekawe, wcześniej tego nie wiedziałem, że góra Rysy ma trzy wierzchołki, a najwyższy z nich znajduje się po stronie słowackiej i ma 2503 m n.p.m. (świetnie widać z niego „nasz” trochę niższy, tj. graniczny wierzchołek). Piękna pogoda, jeszcze piękniejsze panoramy 360 stopni wszystkich najwyższych szczytów tatrzańskich, m.in. masyw Wysokiej, Gierlach, Łomnica, Lodowy Szczyt czy kilkanaście stawów. Postanowiliśmy zostać tu dłuższą chwilę. W końcu główny cel wyjazdu zaliczony, od tej pory mogliśmy zwolnić… Wraca się tym samym szlakiem, na odcinku z łańcuchami trzeba zachować szczególną ostrożność. Zmęczeni docieramy do schroniska po godz. 17 (link do naszej trasy), załatwiamy sprawy związane z noclegiem, jemy, bierzemy gorący prysznic (bezcenne po takim wysiłku:)), a jeszcze przed spaniem robimy zdjęcia Drogi Mlecznej, na chyba najbardziej rozgwieżdżonym niebie jakie widziałem w życiu (porównywalne do tego na Saharze w Maroko). Świetne zakończenie dnia!

 

 

Kolejny dzień zaczął się od spotkania tuż przy schronisku saren jakby pozujących na tle gór, a następnie jajecznicy i kawki nad samym Morskim Okiem – po prostu rewelacja:) Ponownie zostawiamy plecaki w depozycie i ruszamy w kierunku Doliny Pięciu Stawów Polskich łatwym żółtym szlakiem przez Szpiglasową Przełęcz. Świetnie prezentuje się na niej Mnich oraz malownicze Wrota Chałubińskiego, na które można odbić. Po dotarciu do przełęczy będąc 15 min drogi pod szczytem oczywiście ruszamy na Szpiglasowy Wierch (2172 m n.p.m.), skąd również widać niesamowite panoramy Tatr (doliny, granie, szczyty). Po przerwie schodzimy do „Piątki”. Z tej strony trasa szlaku jest trudniejsza niż od strony Doliny Rybiego Potoku, jest też zabezpieczona łańcuchami. Następnie kierujemy się na Zawrat, skąd zaczyna się słynna Orla Perć, a także można przejść do Doliny Gąsienicowej lub wejść na Świnicę (2301 m n.p.m.). Zdecydowałem się na trzeci wariant i powiem szczerze, to był jeden z trudniejszych odcinków w moim życiu – większość na łańcuchach, trasa blisko przepaści, fragment z klamrami (a’la drabinka). Ale i tym razem widoki wynagrodziły starania – Świnica to kapitalny punkt widokowy (cechuje się wybitnością 351 m, tj. mocno wyróżnia się wysokością na tle otoczenia:)). Widać z niego m.in. Zakopane, trzy doliny (Gąsienicową, „Piątkę” i Cichą na Słowacji), Kasprowy Wierch, Czerwone Wierchy i panoramę szczytów Tatr Wysokich. Po jego zdobyciu wróciłem do doliny, moim zdaniem najpiękniejszej w Tatrach. Stąd niebieskim szlakiem dotarliśmy najpierw do Schroniska PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, a dalej przez Świstówkę Roztocką do Morskiego Oka (ładne widoki na Dolinę Roztoki, a na ostatnim odcinku Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami, obszernymi fragmentami idziemy w kosodrzewinie), skąd już z plecakami wróciliśmy do Palenicy Białczańskiej. To był ciężki dzień. Przeszliśmy ok. 26 km, a wg serwisu mapa-turystyczna.pl pokonaliśmy ponad 4 km przewyższeń! Zmęczeni wsiadamy do busa, który zawozi nas pod dworzec PKS (koszt 10 zł, również odjeżdża, gdy jest pełny, ostatni ponoć o godz. 20). U „naganiaczy” w krótkim czasie znajdujemy nocleg w cenie 40 z/os/noc w pobliżu dworca. Po odpoczynku punkt kulminacyjny dnia, czyli kolacja na Krupówkach:)

 

 

Kolejnego dnia również nie odpuszczamy – ruszamy w Tatry Zachodnie. Busy w kierunku Doliny Kościeliskiej i Chochołowskiej odjeżdżają z Dolnych Krupówek (przystanek Targowica). Za odcinek do Gronika – Doliny Małej Łąki zapłaciliśmy po 4 zł (odjazdy po zapełnieniu busa). Stąd po wejściu do TPN (bilet 5 zł) ruszamy żółtym szlakiem w kierunku Kondrackiej Przełęczy. Najpierw trasa wiedzie lasem wzdłuż strumienia, następnie odbija w kierunku Wielkiej Polany w Dolinie Małej Łąki – bardzo malownicze miejsce, a następnie prowadzi coraz ostrzejszym podejściem, które po wyjściu z lasku przechodzi w tunel kosodrzewiny aż do przełęczy. Na trasie towarzyszą nam świetne widoki na Giewont, który zresztą będzie się nam jeszcze wiele razy prezentował z różnych perspektyw tego dnia. Po przerwie ruszamy czerwonym szlakiem na Czerwone Wierchy, czyli szczyty: Kopa Kondracka (2005 m), Małołączniak (2096 m), Krzesanica (2122 m) i Ciemniak (2096 m) oddzielone przełęczami. Wygląda to tak: zdobywamy pierwszy 2-tysięcznik, schodzimy kilkadziesiąt metrów w dół, wchodzimy na drugi, schodzimy i tak jeszcze dwa razy:) Szlak raczej prosty, ale dosyć długi (ok. 15 km) i chyba trochę zmęczenie nam się już skumulowało. Trasę kończymy po odpoczynku nad Potokiem Kościeliskim na parkingu Kiry (Kościelisko), skąd bus zabiera nas na Dolne Krupówki. Ostatniego dnia padało, więc dzień spędzamy na włóczeniu się po Zakopanem – odwiedzamy , chyba wszystkie sklepy ze sprzętem górskim i knajpy.

 

 

Ciekawe opcje do rozważenia na kolejną wyprawę w Tatry to m.in.: bus na Słowację do Starý Smokovec (koszt biletu strama.eu to 20 zł, a stąd ewentualnie można się jeszcze dostać nad Szczyrbskie Jezioro, słow. Štrbské Pleso, kolejką za 1,5 EUR), gdzie również jest wiele świetnych szlaków lub przejść Dolinę Kościeliska, wejść na Starorobociański Wierch i wrócić Doliną Chochołowską (inne ciekawe pomysły na wycieczki w Tatrach).

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Brak komentarzy

Dodaj komentarz