Azja

Tajlandia, Kambodża i Wietnam w 3 tygodnie cz.1.

12 stycznia 2015
Angkor Wat Kambodża

Jeszcze przed wyjazdem wiedziałem, że to będzie nasza podróż życia. W końcu to pierwsza trzy tygodniowa wyprawa i to jeszcze do orientalnej egzotyki Azji Południowo-Wschodniej, gdzie poznamy zupełnie inny świat, zwyczaje czy kulturę. Podczas jednego wyjazdu w dniach 3-23 grudnia 2014 r. zwiedzamy główne atrakcje Tajlandii, Kambodży i Wietnamu, w tym pełne kontrastów miasta, wspaniałe zabytki – świątynie buddyjskie i khmerskie, odwiedzamy pływające targi i parki narodowe, wędrujemy przez dżunglę, jedziemy na słoniu, odpoczywamy na rajskich plażach, nurkujemy i wiele więcej…

Punktem wyjścia do ułożenia planu wycieczki były jak zwykle programy wycieczek objazdowych oferowanych przez biura podróży oraz rekomendacje z przewodników. Oczywiście nałożyłem na to własne priorytety co do miejsc do zobaczenia i atrakcji, przeglądnąłem oferty wycieczek oferowanych przez lokalne biura podróży oraz przeczytałem opinie z blogów i forów podróżniczych. W efekcie powstał „plan doskonały” 🙂

 

 

 

Tajlandia

Tajlandia już od wielu lat przyciąga turystów swym urokiem, a jej piękno nie tkwi jedynie w piaszczystych plażach i błękitnej wodzie. Tajlandia może się pochwalić długą i skomplikowaną historią, której namacalnymi dowodami są wspaniałe zabytki, liczne buddyjskie świątynie oraz pałace. Mieszanka wpływów różnych kultur, w tym chińskich, khmerskich oraz indyjskich, odcisnęła tu swoje piętno. Znakami rozpoznawczymi Tajlandii oprócz wspomnianych rajskich plaż są także łodzie z długimi ogonami pływające pośród wapiennych wysp-skał, pozłacane świątynie, oddanie dla religii buddyjskiej (jest tutaj 95% buddystów), pływające targi, pokora wobec rodziny królewskiej (m.in. święto króla, które miało miejsce podczas naszej wycieczki – większość sklepów i część ulic zamknięta) oraz ostre jedzenie.

Tajlandia jest położona na półwyspie Indochińskim i Malajskim. Jest ok. 1,6 razy większa od Polski. Oblewają ją wody Morza Andamańskiego i Południowochińskiego w Zatoce Tajlandzkiej. Jej południowa część słynie z rajskich plaż, środkowa – z rezerwatów i parków narodowych z egzotyczną fauną i florą oraz pól ryżowych, północna z gór i dżungli oraz zabytków świadczących o dawnej świetności regionu, wschodnia z doliny rzeki Mekong, a region Bangkoku z licznych świątyń, zabytków i pałaców. Słowo Tajlandia oznacza „kraj wolnych ludzi”. Jest to jedyny kraj w Azji Południowo-Wschodniej, który nigdy nie był europejską kolonią. Niestety wykorzystano tutaj masowy ruch turystyczny i niemal na każdym kroku widać efekty komercjalizacji (nie mówiąc już nawet o radykalnym spadku zalesienia kraju czy liczby zwierząt). Jednak ani to, ani mnóstwo naciągaczy czy oszustów, nie są w stanie zepsuć wyjątkowego klimatu tego miejsca.

 

Dzień 1 – Bangkok

Pierwszego dnia lądujemy w Bangkoku, który jest jednocześnie pierwszym punktem wycieczki. Nazywana „Miastem Aniołów” ogromna metropolia liczy ok. 10 mln mieszkańców. To miasto jest pełne kontrastów i bardzo różnorodne, na każdym kroku widać współistnienie tradycji i nowoczesności (np. centrum handlowe stoi obok złoconej świątyni buddyjskiej, a przy ekskluzywnej restauracji stoi polowa garkuchnia na kółkach, po zakorkowanych drogach pomykają tuk-tuki, ze starej łodzi stanowiącej środek komunikacji miejskiej można się przesiąść do futurystycznej napowietrznej kolei Skytrain, obok strzelistych wieżowców, stoją sklecone szopy, w których handlarze oferują miejscowe owoce). Pierwsze wrażenie – betonowa dżungla. Słynne świątynie Buddy oraz niezapomniane życie nocne skupia się w okolicy Khao San Road. Na szczęście w zagmatwaniu pomagają punkty orientacyjne, a przede wszystkim Grand Palace i trawnik Sanam Luang, znajdujący się przy rzece Chao Phraya (Menam) w Starym Bangkoku (wyspa otoczona rzeką i kanałami, które stanowiły w przeszłości alternatywny system komunikacyjny w mieście, zwanym Wenecją Wschodu, obecnie większość jest zasypana i utwardzona; można wykupić rejs tradycyjną łodzią, by bliżej przyglądnąć się życiu nad rzeką i poznać wąskie kanały w dzielnicy Thonburi). Główne atrakcje miasta i największe skarby tajskiej architektury znajdują się w jego pobliżu. Zwiedzamy główne zabytki Starego Bangkoku, gdzie znajdują się największe i najpiękniejsze świątynie:

  • Pałac Królewski – historyczna siedziba królów Tajlandii, która zachwyca swoją architekturą, pięknie przystrzyżone drzewa, demonicznie wyglądający strażnicy świątyni Yaki, wieże chedi w kształcie dzwonu ozdobione postaciami bajkowymi, piękne malowidła na ścianach i złote wykończenia. Bilet wstępu 500 THB, czynny pn-pt 8:30-15:30. Na jego terenie znajduje się również świątynia Wat Phra Kaeo – najważniejsze sanktuarium kraju, gdzie przechowywany jest najsłynniejszy tajski posąg Buddy – niewielki Szmaragdowy Budda. Aby wejść na teren świątyni trzeba mieć ubrane długie spodnie i zakryte ramiona (można wypożyczyć ubranie za depozyt). Zwiedzanie zajmuje ok. 2-3 godz. Nie należy zważać na Tajów, którzy mówią, że dzisiaj Wielki Pałac jest zamknięty to naciągacze.
  • Świątynia Leżącego Buddy (Wat Po, bilet wstępu 100 THB, czynna 8:30-18:30) – najstarsza buddyjska świątynia królewska z największym w Bangkoku posągiem Buddy – 43 m długości i 15 m wysokości (niestety mała hala i ciężko zrobić zdjęcie:(), do tego na terenie świątyni znajdują się setki innych posągów Buddy w różnych pozach i formach oraz wiele wież. Można tu spotkać wielu tajskich mnichów, w tradycyjnych jaskrawo pomarańczowych szatach z ogolonymi głowami. Na terenie świątyni znajduje się także centrum medycyny tradycyjnej, gdzie można wstąpić na masaż. Jednak w gabinetach masażu są one bardziej odprężające i tańsze, ceny od 200 THB za godzinę (lepiej unikać miejsc bardzo komercyjnych, raczej boczne uliczki).
  • Świątynia Brzasku (Wat Arun, czynna codziennie 8:30-18:00, bilet 50 THB) – jeden z symboli miasta. Składa się z pięciu wież (tzw. prangi) pokrytych kolorowymi fragmentami polakierowanej chińskiej porcelany, które najpiękniej wyglądają w promieniach zachodzącego słońca. Po wspinaczce stromymi, wąskimi schodami na najwyższą wieżę (86 m), ukazują się świetne widoki na Bangkok (zarówno osiedle slumsów nad rzeką jak i drapacze chmur nowoczesnej dzielnicy) i rzekę Chao Phraya (sama świątynia jest też bardzo dobrze widoczna z wody i ładnie oświetlona w nocy). Świątynia znajduje się po drugiej stronie rzeki, koszt przeprawy taksówką wodną z przystani Tha Thien przy Wat Po to jedynie 3 THB.
  • Świątynia Złotego Buddy (Wat Traimit, czynny 8:00-17:00, bilet 40 THB) – największy na świecie posąg Buddy, zrobiony ze złota, ma wysokość 3 m i waży ponad 5 ton

Dwie pierwsze są obok siebie, kolejna po drugiej stronie rzeki w dzielnicy Thonburi, warto więc zwiedzić je razem. Ostatnia znajduje się w dzielnicy Chinatown, gdzie  Generalnie świątyń buddyjskich (watów) jest tu całe mnóstwo, spotyka się je niemal za każdym rogiem ulicy. Każda ma zbliżone zdobienia i pozłacany pomnik buddy w środku. To coś jak kościoły w Polsce, jest kilka ładnych, które warto zobaczyć i zwiedzić, ale raczej nie wszystkie:). Te cztery to moim zdaniem top i warto w nich spędzić więcej czasu, nacieszyć się widokiem, a resztę zobaczyć ewentualnie przy okazji. Jednak jeśli ktoś się uprze, to warto zobaczyć jeszcze m.in. Wat Mahathat, Wat Suthat, Wat Saket i Złotą Górę (80 m wzgórze, na którym mieści się złota chedi, panorama Bangkoku z platformy) oraz Wat Ratchabophit.

Będąc w Bangkoku nie można ominąć chińskiej dzielnicy Chinatown i dzielnicy czerwonych latarni Patpong. W pierwszym przypadku zdecydowanie polecam długi spacer wzdłuż ulicy Yaowarat, zahaczając o boczne uliczki – setki straganów z ulicznym pysznym jedzeniem, kolorowych kramów, chińskich szyldów – ogólny chaos. Jednak to raczej nie stary Szanghaj, a tętniąca życiem dzielnica handlowa o ogromnym natężeniu ruchu drogowego. Natomiast na Patpong (przy ulicy Silom) koncentruje się życie nocne – kluby go-go i liczne bary czy nocny targ. Wszechobecny tłum, gwar i muzyka. Jeśli ktoś ma potrzebę lub dużo wolnego czasu warto ponoć odwiedzić targowisko weekendowe Chatuchak (my bazarów mieliśmy dość – stragany są praktycznie wszędzie!) oraz obejrzeć panoramę miasta nocą z wieżowca Hotel Lebua Tower (lepszy) lub Baiyoke Tower (trzeba mieć odpowiedni ubiór i zakupić drogiego drinka). Większość turystów śpi i kręci się na Khao San Road oraz pobliskich uliczkach. Tu można przez całą dobę dobrze i tanio zjeść, kupić wycieczki czy poimprezować.

Co do przemieszczania się po mieście polecam korzystanie ze środków transportu (więcej w części Informacje praktyczne). Odległości między atrakcjami są naprawdę duże. Polecam przede wszystkim skorzystanie z przepraw łodzią (taksówki wodne i promy) – oglądanie miasta z innej perspektywy, kolejki nadziemnej Skytrain oraz tuk-tuków, najlepiej zarówno w dzień jak i w nocy, aby w pełni poczuć klimat Bangkoku. Oczywiście w okolicach atrakcji warto pospacerować uliczkami, obejrzeć stragany, próbować jedzenia, poczuć różne zapachy (niestety czasami nieprzyjemne:/).

 

 

Dzień 2 i 3 – Okolice Bangkoku (Damnoen Saduak, Ayutthaya)

Tajowie mają bliski stosunek do wody, a gęsta sieć kanałów i rzek (nazywanych klongami) służy do przeprawiania się, jako drogi transportowe oraz miejsce do budowy pływających domów czy targów, gdzie jeszcze dzisiaj handlowcy sprzedają owoce, warzywa i kwiaty. Jednym z takich miejsc jest Damnoen Saduak, gdzie udajemy się na wycieczkę drugiego dnia. Jest to największy „pływający targ” w Tajlandii (ok. 110 km na zachód od Bangkoku). Jest to pełne kolorów i zapachów miejsce, gdzie Tajowie ubrani w tradycyjne słomkowe kapelusze sprzedają swoje towary bezpośrednio z załadowanych po brzegi licznych łodzi, które unoszą się na wodach kanału. Można u nich kupić artykuły spożywcze i rękodzielnicze, a nawet przekąski z „pływających barów”. Teren jest poprzecinany licznymi kanałami, na miejsce docieramy szybką łodzią, później przesiadamy się do wiosłowanej. Największy ruch jest wcześnie rano. Niestety coraz więcej łodzi jest zapełnione po brzegi nie warzywami i owocami, a pamiątkami (podobnie na brzegach). Mimo to można zrobić świetne zdjęcia!

Co prawda można się tu dostać autobusem jadącym z dworca południowego, jednak dodając do ceny biletu koszt dostania się na dworzec wychodzi cena podobna do kosztu półdniowej zorganizowanej wycieczki (po wycieczce jest sporo czasu na dalsze zwiedzanie Bangkoku). Jest ona do kupienia w agencjach turystycznych za ok. 250 THB z transportem z i do hotelu (+ 150 THB za opcję pływania po rynku wiosłowaną łodzią). Po wycieczce mamy jeszcze czas na spacer po Bangkoku. Przy okazji tej wycieczki można też za dopłatą odwiedzić Kanchanaburi, gdzie znajduje się znany most na rzece Kwai czy Tiger Temple.

Kolejnego dnia udajemy się na wycieczkę do dawnej stolicy Syjamu (stara nazwa Tajlandii) – starożytnego miasta Ayutthaya (lista UNESCO). Powstało ono w 1350 r., a jego rozkwit zakończyło podbicie w 1767 r. przez Birmańczyków. W swoim czasie było ono jednym z najbardziej imponujących miast Azji. Tutejsza architektura stanowi mieszankę stylu khmerskiego i Sukhothai (charakterystyczne wieże – prangi). W mieście znajdowały się trzy pałace i 400 świątyń! Obecnie można zwiedzić wybrane z licznych ruin kompleksów świątynnych zlokalizowanych głównie na otoczonej kanałami wyspie. My odwiedzamy: Wat Yai Chai Mongkol (dobrze zachowana, charakterystyczne pomniki z szarfami), Wat Mahathat ze słynną głową Buddy w korzeniach drzew, Wat Lokayasutharam z pomnikiem leżącego Buddy, Wat Phra Si Sanphet (ruiny trzech strzelistych chedi) i położoną obok Wihan Phra Mongkhon Bophit z ogromnym pomnikiem Buddy z brązu oraz zwaną złotą górą Wat Phu Khao Thong.

Tu również można dostać się autobusem (z dworca północnego) lub pociągiem z dworca Hua Lampong (odjeżdża co 30 min między 6:20 a 9:30 oraz 18:00 i 22:00, bardzo tanie bilety 2 lub 3 klasą), jednak i tym razem korzystamy z wycieczki. Na początku planowaliśmy wyprawę samodzielnie pociągiem, chcąc sprawdzić ten środek lokomocji i zwiedzać we własnym tempie na wypożyczonym rowerze (ok. 50 THB za dzień), ale ze względu na duże odległości na miejscu i upał wybraliśmy wygodniejszą opcję:) Cena wycieczki ok. 450 THB, w tym obiad i wstępy (20-50 THB x 5 świątyń).

Zdecydowaliśmy się na zwiedzenie Ayutthaya, aby poczuć klimat starożytnej Tajlandii oraz ze względu na niewielką odległość od Bangkoku (70 km na północ). Niedaleko stąd znajduje się także strzeżona przez małpy Świątynia Trzech Strzał w Lop Buri. W Tajlandii Północnej znajdują się równie imponujące ruiny Sukhothai (pierwsza stolica państwa tajskiego, lista UNESCO), jednak to już dla nas za daleko… Można zobaczyć tam wiele świątyń oraz kompleks budynków pałacu królewskiego. Będąc tam warto udać się także do Phitsanulok, gdzie znajduje się jedna z najważniejszych świątyń Tajlandii – Wat Phra Si Rattana Mahathat.

 

 

Dzień 4 – Chiang Mai – dżungla w północnej Tajlandii

W środku dżungli północnej górzystej Tajlandii znajduje się duże miasto, drugie co do wielkości w kraju. Chiang Mai (znaczy Nowe Miasto) jest czystsze i nie tak zatłoczone i zakorkowane jak Bangkok, jakby spokojniejsze, a na horyzoncie widać porośnięte góry. Sercem Chiang Mai jest Stare Miasto, gdzie znajdują się liczne świątynie (ponad 300! najwięcej poza Bangkokiem) i praktycznie za każdym rogiem można natrafić na jakąś oryginalną budowlę. Oczywiście zwiedzamy tylko te najważniejsze: Wat Chiang Mai (najstarsza w mieście z XIV w., z dwiema figurami Buddy, z tyłu ogromna stupa ze złotą kopułą, wspierana rzeźbami słoni), Wat Phra Singh (miejsce nauki mnichów), Wat Chedi Luang (wysoka wieża-kopiec chedi) oraz Wat Suan Dok. Najczęściej wstępy do świątyń są darmowe, jednak zalecane są datki-ofiary (np. 20 THB). Stare Miasto jest otoczone murami i fosą, dzięki czemu stanowi najlepszą i najspokojniejszą część miasta. Za punkty odniesienia służą bramy miejskie, głównie wschodnia Tha Pae. Natomiast w części komercyjnej miasta między Moon Muang Road a rzeką Ping, która stanowi swoisty kontrast do starego miasta, zlokalizowany jest m.in. słynny nocny bazar z mnóstwem straganów i kramów z wyrobami miejscowego rękodzieła, agencje podróży oraz bary i kluby (skupia się tu życie nocne). Miasteczko wieczorem staje się bardzo klimatyczne, warto udać się na spacer wąskimi uliczkami. Polecam również skorzystanie z niedrogiego masażu tajskiego (1 godz. od 150 THB, podczas gdy w Bangkoku od 220 THB) czy różnych pyszności.

Na koniec udajemy się do najpiękniejszej świątyni północnej Tajlandii – Wat Phra That Doi Suthep (wstęp 30 THB). Znajduje się ona 16 km na zachód od centrum miasta. Jest ona położona na szczycie wzgórza (ok. 1100 m n.p.m.), z którego roztacza się piękny widok na Chiang Mai oraz porośnięte lasami okolice. Na górę prowadzi 306 schodów, na miejscu rzeźby smoków i węży. Najlepiej przyjechać tu na zachód słońca! Na górze bywa chłodno, warto zatem zabrać spodnie i bluzę. Zamiast płacić 600 THB za wycieczkę, nasza Pani z guesthouse doradziła nam aby dojechać songtao (krążące po mieście czerwone pickupy, służące tutaj za środek transportu) do Chiang Mai Zoo za 30 THB, a stamtąd za ok. 50 THB na wzgórze (ostateczna cena zależy od tego ile będzie osób).

Mając więcej czasu można odwiedzić Chiang Rai (biała świątynia, Złoty Trójkąt – granica 3 państw), malownicze górskie miasto Pai, świątynię w Lampang czy ośrodek hodowli tygrysów – Tiger Kingdom (zdjęcie z tygrysem, niestety dosyć drogo!).

 

 

Dzień 5 i 6 – Trekking Chiang Mai

Chiang Mai stanowi świetną bazę wypadową na wycieczki do dżungli, a trekking jest jedną z okolicznych atrakcji. Wiele zlokalizowanych w mieście agencji turystycznych lub guesthouse’ów oferuje 1- lub kilkudniowe wycieczki, które mają w programach dodatkowo przejażdżki na słoniach czy spływy tratwami oraz wizytę w wiosce górskiego plemienia (ludy, które przywędrowały tu z Chin i Tybetu). Ceny zaczynają się od ok. 1 000 THB. Program każdej jest bardzo zbliżony – słonie, rafting, tylko wioski się zmieniają 🙂 My decydujemy się na opcję z wioską Karen Long Neck (dopłata 400 THB). Samemu ciężko coś takiego zorganizować, lepiej w dżunglę wybrać się razem z przewodnikiem, w niewielkiej grupie (max 6-7 osób).

Po odebraniu z lotniska udajemy się od razu na wycieczkę – wszystko dopięte wcześniej mailowo. W jej programie było: kilka godzin trekkingu po dżungli (lasy bambusowe, liany), 1-godzinna przejażdżka na grzbiecie słonia (szczerze, dziwne doświadczenie – niby fajnie, ale te łańcuchy, haki do sterowania i siedziska… no niestety to koszt tego, że ludzie chcą tego spróbować…), spotkanie z górskim plemieniem kobiet o „długich szyjach” (noszą one na szyi i na nogach mosiężne pierścienie ważące po kilka kilogramów, niestety czuliśmy się trochę niekomfortowo odwiedzając to „ludzkiego zoo”, więc nie mamy zbyt wielu zdjęć z tego miejsca, choć sami wybrali takie życie; obecnie miejsce to jest trochę komercyjne, bo kobiety zajmują się głównie sprzedażą pamiątek, więc raczej nie polecam), nocleg w dżungli w drewnianej chatce w jednej z górskich wiosek, kąpiel w wodospadzie, spływ na pontonach i tratwach bambusowych rzeką z oglądaniem kąpieli słoni, a także transport z i do hotelu oraz posiłki. Warto zapłacić trochę więcej za szlak wiodący środkiem dżungli i bycie jedyną grupą na szlaku (mniej turystycznie).

Na trekking należy zabrać ze sobą: dobre buty (choć wystarczą adidasy – nie ma potrzeby zabierać butów trekkingowych), długie spodnie i bluza (zimne noce), 2x T-shirt i krótkie spodenki (w dzień jest gorąco + czasami można się nieźle spocić na stromych odcinkach), nakrycie głowy, kąpielówki (jak zamierzamy kąpać się w wodospadzie), ręcznik, klapki, jedzenie i duże ilości wody, papier toaletowy, mini apteczka i repelenty na komary (!) oraz krem do opalania. Pozostałe bagaże najlepiej zostawić w hotelu, a zabrać tylko wartościowe rzeczy.

 

 

Dzień 7 i 8 – Wycieczka do Kambodży (Siem Reap, Angor, Tonle Sap)

Kolejnym celem naszej podróży była Kambodża, która zachwyca naturalnością i pięknymi krajobrazami prowincji oraz swoją największą atrakcją turystyczną – monumentalnym kompleksem świątyń Angkor. Tętniące życiem miejscowości, pełne riksz i motorów tworzą niepowtarzalny klimat. To jak wkroczenie w inny świat, gdzie bieda w naszym rozumieniu nie wywołuje bólu i nieszczęścia na twarzach tubylców. W nędznych chatach, skleconych z byle czego, bez dostępu do prądu i wody, można znaleźć uśmiechniętych i życzliwych ludzi (pomimo tego, że część z nich była ofiarami reżimu Pol Pota i Czerwonych Khmerów (niesamowita i przygnębiająca historia o mordowaniu i torturowaniu ludności, zachęcam do poczytania choćby wpisów na Wikipedii, inaczej patrzy się na tych ludzi jak widać co przeszli). Naprawdę mega pozytywne wrażenie zrobili na mnie tutejsi ludzie, jakiś taki optymizm z nich bił, trudno to opisać:) Zatrzymujemy się w mieście Siem Reap, które stanowi doskonałą bazę wypadową do oddalonego o zaledwie 6 km Parku Archeologicznego Angkor i jeziora Tonle Sap. W samym mieście wartym odwiedzenia jest Old Market, gdzie zresztą zlokalizowanych jest wiele tanich jadłodajni (1,5-3 USD za tradycyjne khmerskie dania, na Pub Street znajdują się droższe restauracje). Pomimo tego, że walutą Kambodży jest riel to wszędzie ceny są w dolarach.

Z Bangkoku można się tu dostać samodzielnie samolotem, pociągiem lub busem (przejście graniczne Aranyapathet-Poipet, konieczne przesiadki, ale jest to dobrze zorganizowane jak kupimy cały transport w Bangkoku) albo wykupując zorganizowaną wycieczkę z biura podróży w Bangkoku (3-dniowa wycieczka, w tym aż 2 dni podróży! i tylko 1 dzień zwiedzania kosztują ok. 4000 THB + bilet do Angkor). My decydujemy się na lot samolotem, gdyż jest niedużo droższy niż pociąg, a mniej czasu poświęcamy na dojazd, przez co mamy go więcej na zwiedzanie.

Na miejscu wynajmujemy tuk-tuka (wersja z motorem i dwukołową przyczepką-dorożką) do zwiedzania kompleksu Angkor za 15 USD/dzień. Pierwotnie tutaj również mieliśmy zaplanowaną jazdę wypożyczonym rowerem (2 USD/dzień za rower miejski, sporo wypożyczalni w mieście, a do chaosu panującego na tutejszych drogach można się przyzwyczaić), ale i w tym wypadku ze względu na gorąc, bardzo duże odległości i niestety ograniczony czas wybieramy wygodniejszą wersję. Wyszło dużo lepiej niż się spodziewałem, kierowca zatrzymywał się i jeździł wszędzie tam gdzie chcieliśmy później czekał aż spokojnie zwiedzimy dane miejsce. Super sprawa! Była też możliwość wykupienia wycieczki busem, ale to według mnie odpada, bo w tym miejscu warunkiem obowiązkowym jest zwiedzanie w powolnym tempie (najlepiej na własną rękę, z przewodnikiem w ręce).

Angkor to jeden z największych kompleksów zabytków na świecie będący świadectwem potęgi Imperium Khmerów. Kiedyś było to najprawdopodobniej największe miasto na świecie, większe od ówczesnego Rzymu z milionem mieszkańców (obejmując obszar 400 km2!). W 1431 roku Syjam podbił i rozgrabił Angkor, który wkrótce został pochłonięty przez gęsty las równikowy i zapomniany na kilka wieków (wciąż nie wyjaśniono nagłego zmierzchu imperium). Został odkryty ponownie pod koniec XIX wieku i przywrócony światu. Pomimo tego, że został częściowo oczyszczony to nadal drzewa wyrastają z kamiennych budowli świątynnych, a ich korzenie i pnącza oplatają kolumny, a nawet całe ruiny. Wszystko tworzy niewiarygodne wprost scenerie. Zwiedzanie zaczynamy wcześnie rano. Kierowca tuk-tuka odbiera nas z hotelu o godz. 5 rano, bo już od 5:30 można kupować bilety (1-dniowy 20 USD, 3 dni 40 USD, a tydzień 60 USD, uprawnia on do odwiedzenia miejsc oddalonych od kompleksu głównego o kilkadziesiąt kilometrów,  otwarty do 18:30). Chcemy obejrzeć wschód słońca przy największej hinduistycznej świątyni kompleksu – Angkor Wat (lista UNESCO). Jeden z 7 nowych cudów świata i najdoskonalszych przykładów architektury khmerskiej, który imponuje swym rozmachem i monumentalizmem. Świątynia, składająca się z 4 ozdobionych wież (najwyższa ma 213 m!), powstała w XII w. Ścieżka od bramy głównej, za zbiornikiem wody prowadzi przez trzy poziomy do wewnętrznego sanktuarium. Wchodząc przez bramę główną ma się wrażenie, że wkracza się do innego świata! Spacer pośród majestatycznych budowli, skrywających tajemnice starożytnego imperium, otoczonych fosą, a także ogromnych kamiennych figur i płaskorzeźb to niesamowite przeżycie, także duchowe i mistyczne. Następnie kierujemy się do Bramy Południowej prowadzącej do kompleksu miejskiego Angkor Thom, stolicy państwa khmerskiego. Kompleks składa się z ponad 400 budynków i kiedyś był otaczany przez pola uprawne, drogi, kanały i potężne mury (warto zapoznać się z ich historią). Można tu zobaczyć niezwykłe zabytki, w tym:

  • Bayon – znajdująca się w centrum otoczonego murami miasta wysoka na 45 m świątynia składająca się z 54 wież ozdobionych twarzami Buddy, w środku labirynt korytarzy i filarów z mistycznymi rzeźbami.
  • Baphuon – kształt piramidy oraz ozdobnie rzeźbiony Taras Słonia i Taras Trędowatego Króla.
  • Ta Prohm – zwana „Świątynią Dżungli”, ze względu na liczne tropikalne drzewa, pnącza i konary oplatające kamienne ruiny, ogromne korzenie kruszące olbrzymie kamienne bloki, jedna z najbardziej widowiskowych świątyń Angkoru, gdzie kręcono zdjęcia do filmu „Tomb Raider” z Angeliną Jolie!

 

Angkor Small Circuit i Big Circuit

 

Generalnie kierujemy się trasą tzw. Big Circuit (26 km, mniejsza pętla ma 17 km + 8 km na dojazd z centrum Siem Reap). Najwięcej czasu zajmuje zwiedzenie trzech dużych świątyń: Angkor Wat, Bayon i Ta Prohm, ale jest też sporo mniejszych, czasami bardziej klimatycznych jak Preah Khan (mniej turystów, od których tu się po prostu roi:)). Największy błąd – chęć zobaczenia za dużo! Warto się tu na chwilę zatrzymać… Na zachód słońca warto uda się na wzgórze Bakheng. Osoby, które mają więcej niż 1 dzień na zwiedzanie kompleksu powinny odwiedzić dodatkowo świątynię Banteay Srei zbudowaną z czerwonego piaskowca i zdobiona inskrypcjami i płaskorzeźbami z mitologii hinduskiej oraz pochłoniętą przez dżunglę Beng Mealea.

Kilka kilometrów od Siem Reap, leży największe słodkowodne jezioro Azji Płd-Wsch – Tonle Sap, które nie sposób ominąć. Jezioro stanowi swego rodzaju fenomen natury (rezerwat biosfery UNESCO), w porze deszczowej rozlewa się we wszystkich kierunkach, zalewając wiele dróg i miejscowości, powiększając swoją powierzchnię z 2,5 do 12 tys. km2! (prawie 5x większa!) Odwraca bieg rzeki Tonle Sap i chroni Deltę Mekongu przed powodzią. Świetnym doświadczeniem jest rejs łodzią do pływającej wioski, czyli osady zbudowanej na jeziorze z połączonych ze sobą łodzi. Odwiedzając takie miejsce można obserwować codzienne życie lokalnej ludności. Tubylcy dostosowali się do tych zmiennych warunków budując domy na bambusowych palach i tratwy służące im za domy, szkoły, sklepy, a nawet kościoły. Jezioro jest ich głównym środkiem utrzymania i pożywienia. Całe życie mieszkańców tego rejonu toczy się na wodzie a jego rytm jest podyktowany monsunowymi deszczami. Pora deszczowa trwa od sierpnia do listopada, wtedy do wiosek można dostać się tylko łodzią.

W tym wypadku skorzystaliśmy z zorganizowanej wycieczki – z dwóch opcji Chong Kneas (popularna, blisko Siem Reap) i dalsza, mniej turystyczna Kompong Phluk wybieramy tą drugą (ceny odpowiednio 13 i 18 USD). Część trasy jechaliśmy szutrową drogą, a później już tylko łódź wchodziła w grę. To była jedna z rewelacji wyjazdu! Prawdziwe oblicze Kambodży, wysokie domy na gigantycznych palach wyrastających z wody, połowy ryb na dawne sposoby, skrajna bieda, śmieci… Zeszliśmy nawet na chwilę na „ląd” (małe niezalane wzniesienie), gdzie ofiarowaliśmy dzieciom zeszyty i ołówki oraz przekazaliśmy drobną dotację na szkołę wolontariuszy – w podzięce dostaliśmy dosłownie bezcenne uśmiechy na twarzach tych biednych dzieci. To jedna z piękniejszych chwil tego wyjazdu, bardzo wzruszająca, nie zapomnę jej na całe życie i polecam każdemu kto tu będzie.

 

 

Po Kambodży przyszedł czas na Wietnam i południową część Tajlandii, ale o tym więcej w cz.2 wpisu.

Fotorelacja z całej wycieczki „Tajlandia, Kambodża i Wietnam w 3 tygodnie” – LINK

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Brak komentarzy

Dodaj komentarz