Afryka

Wycieczka do Egiptu i Izreala

27 stycznia 2013
Sfinks i Piramidy w Gizie Egipt

Przełom roku, któremu jak zwykle towarzyszą najlepsze oferty cenowe biur podróży, wykorzystaliśmy na wycieczkę do Egiptu, a konkretnie na półwysep Synaj do kurortu Sharm el-Sheikh. Od pomysłu nie odwiodły nas wcześniejsze problemy polityczne tego kraju (rewolucja), które później ponownie się nasiliły. Jest to bowiem jedno z miejsc, które zawsze widniało na szczycie mojej listy wymarzonych miejsc do odwiedzenia. Starożytne zabytki, piramidy w Gizie, Sahara, Morze Czerwone… to niewątpliwie top of the top!

 

 

Po wylądowaniu na lotnisku z racji tego, że chcieliśmy wybrać się na wycieczkę do Kairu musieliśmy wykupić wizę turystyczną (15 USD/os), jakbyśmy chcieli się tylko wylegiwać na plaży wystarczyłaby nam bezpłatna wiza Sinai Only. Niestety w Egipcie nie funkcjonują wypożyczalnie aut czy transport publiczny na duże odległości (przynajmniej było tak w czasie kiedy my tam byliśmy). Osobom chcącym zwiedzić ten piękny kraj pozostają wyłącznie wycieczki fakultatywne z biur podróży. Wybór na szczęście jest dosyć spory, a że jesteśmy raczej typami osób aktywnie spędzających czas a nie wylegujących się na plaży czy przy hotelowym basenie, wypełniliśmy niemal każdy dzień naszej tygodniowej wycieczki. Dosłownie 🙂 Już na samym początku wybraliśmy raczej niski standard hotelu z niewielką liczbą posiłków – w końcu skoro planowaliśmy tyle wyjazdów, to po co przepłacać (w związku z tym o kuchni w hotelu nie będę się wypowiadać). Cały plan pobytu, z wykupieniem wycieczek fakultatywnych (łączna cena to niemal 1/3 kosztów całego wyjazdu – łącznie blisko 600 USD/2os), ustaliliśmy pierwszego dnia na spotkaniu z rezydentem w hotelu. Plan ten był tak napięty, że na jedną wycieczkę musieliśmy namówić rezydenta, aby powiedział policji że jesteśmy jego znajomymi i zabrał nas swoim autem bo inaczej nie było jak 🙂 Praktycznie non stop byliśmy w ruchu, tylko dzień przyjazdu i wyjazdu spędziliśmy w hotelu i okolicach. Podczas jednego z tych dni w hotelowym sklepiku zostaliśmy zaproszeni do zapalenia sziszy (fajki wodnej z aromatyzowanym tytoniem, innym niż w papierosach), oczywiście nie odmówiliśmy spróbowaliśmy 🙂

 

Palenie sziszy w hotelu

 

Sharm el-Sheikh to najważniejszy egipski kurort, do którego przybywa ok. 1/3 wczasowiczów przyjeżdżających do Egiptu. Uchodzi za elegancki, lepszy od Hurghady i Marsy Alam. Jak dla mnie to po prostu kilka głównych dróg i skupisko ogrodzonych hoteli – raczej baza wypadowa do ciekawych miejsc, o których za chwilę kilka słów. Natomiast poza hotelami brud i bieda, w tym trochę przerażające widoki zakopywanych na pustyni śmieci (nazwałbym to „rabunkową turystyką”, ale chyba nie ma takiego pojęcia), ale nie będę ciągnął tego tematu. W wolnej chwili warto odwiedzić jednak takie miejsca jak: Old Market (najstarsza część miasta ze słynnym bazarem i meczetem) oraz Naama Bay (centrum rozrywek z licznymi barami, dyskotekami, restauracjami i sklepami). Na horyzoncie wszędzie widać góry, które dominują na Półwyspie Synaj. Na poszukujących plaży czekała niemiła niespodzianka – raczej leżaki na dosyć skalistym wybrzeżu. Z racji tego, że przy brzegu naszego hotelu była rafa koralowa wejście było z pomostu. I tu pierwsze zmierzenie się z ogromem morza – „brak dna” widocznego po zanurzeniu, otchłań i głębia – zawsze miałem przed tym jakiś wewnętrzny opór. Jednak musiałem się odważyć, to warunek konieczny aby mieć w życiu piękne wspomnienia. Zatem trzy głębokie oddechy i …. raz kozie śmierć. Pfff nic trudnego i jak zwykle było warto 🙂 Najczęściej bowiem jest tak, że te atrakcje/miejsca, które są najmniej dostępne, wymagające podjęcia ryzyka dają później najwięcej satysfakcji. Zastanawiam się tylko co za geniusz wymyślił nazwę „Sharks Bay”…

Dzięki położeniu nad zatoką Morza Czerwonego, które ma jedne z najpiękniejszych raf koralowych na świecie, Egipt stał się ważnym ośrodkiem nurkowym. Duża liczba centrów nurkowych daje możliwość próbnego zanurzenia się nawet początkującym, tzn. osobom które robią to po raz pierwszy w życiu (do 8 m, ze wcześniejszym wprowadzeniem i instruktorem). W sumie dla każdego podwodny świat stoi tutaj otworem – wystarczy trochę odwagi. Muszę przyznać, że podziwianie raf koralowych, przepięknych kolorowych rybek, nutka ryzyka (w końcu to głębokie morze), to jedno z najlepszych doświadczeń w moim życiu. Niezapomniane, zapierające dech w piersi widoki, ponad 1 tys. gatunków ryb, pobyt w innym od naszego, podwodnym świecie – szczerze polecam. Dla tych co jeszcze nie próbowali odradzam odwlekanie – wg szacunków ponad 25% raf koralowych na Ziemi już przestało istnieć, a przez dalsze zanieczyszczenia i zmiany klimatu ok. 70% pozostałych zniknie do 2020 r.

 

Wrak na Morzu Czerwonym

 

Wakacje w Sharm El Sheikh to okazja do poznania fascynujących miejsc wpisanych w dzieje świata i wspaniałej przyrody. Na pierwszy ogień poszło zatem nurkowanie z łodzi – to główna atrakcja południa Półwyspu Synaj. Była to wycieczka statkiem na wyspę Tiran, położoną między Egiptem a Arabią Saudyjską – w trakcie opalanie na statku oraz nurkowanie i snurkowanie wokół nienaruszonej rafy przy wraku statku i wyspie (przy czym maskę, rurkę i płetwy mieliśmy własne, zakupione w Decathlonie). Cena za nurkowanie, tj. jedno intro (zejście pod wodę) z instruktorem, który dosłownie trzyma za rękę, to ok. 50 USD/os, do tego jeszcze zdjęcia za 40 USD, drogo ale potraktowaliśmy je jako pamiątkę. Temperatura wody w styczniu wynosiła ok. 20 st., co nie ukrywam było dla mnie trochę mało na dłuższe posiedzenia w wodzie (przyznaję – jestem istotą ciepłolubną :)). Ale podczas nurkowania mieliśmy pianki, zatem było w porządku. Zdecydowanie lepiej pod tym względem jest w lecie, kiedy temp. wody ma blisko 30⁰. Wiadomo Egipt to gwarancja słonecznej pogody, ale wieczorami nawet w bluzie było chłodno – temp 21-22 stopnie w dzień też bez szału, choć w porównaniu z ujemną temperaturą w Polsce i tak robiło wrażenie 🙂

 

Nurkowanie przy rafie wyspy Tiran

Intro nurkowanie

 

Kolejny dzień to wyjazd do położonej nad Nilem stolicy Egiptu – Kairu, największego miasta Afryki, centrum politycznego i kulturalnego świata arabskiego. W planie zwiedzanie z przewodnikiem Muzeum Egipskiego (unikatowa skarbnica jednej z najstarszych i najpotężniejszych cywilizacji na ziemi, m.in. sarkofagi, grobowce, posągi bogów i faraonów oraz prawdziwe mumie!), rejs po Nilu (płynęliśmy jakąś starą ledwie zipiącą łódką, ale i tak było fajnie :)), no i niewątpliwie najlepszy punkt podróży – niezapomniane zwiedzanie słynnego kompleksu piramid w Gizie (duże piramidy Cheopsa i Chefrena, mniejsza Mykerinosa, tajemniczy Sfinks, liczne świątynie, grobowce królowych i dostojników oraz cmentarze). Największa i najpopularniejsza z trzech piramid – piramida Cheopsa, jeden ze starożytnych „7 cudów świata”, ma w podstawie kwadrat o boku 230 m i wysokość 147 m! Piramida zorientowana jest zgodnie z kierunkami świata. Podziw budzą wielkie bloki kamienne, ważące po 2,5 tony (największe nawet około 15 t), a piramida składa się z ponad 2,3 mln takich bloków przez co ma wagę 6 mln t (najcięższa budowla stworzona przez człowieka). Odpuściliśmy sobie wchodzenie do środka, bo słyszeliśmy że szału nie ma – pusty wąski korytarz. W międzyczasie na każdym kroku próbowali nam coś wciskać, m.in. w muzeum papirusu, pod piramidą czy w sklepie z perfumami, albo coś pomóc np. przy robieniu zdjęć – oczywiście nie za darmo. Radzę potrenować swoją silną wolę i asertywność, aby przypadkiem nie dać się naciągnąć.

 

Rejs po Nilu

Ogrom piramidy

Piramidy w Gizie

Piramidy i Sfinks

 

Następny dzień spędziliśmy w Blue Hole (Dahab) nurkując z rurką, podziwiając tamtejszą rozpadlinę rafy koralowej o średnicy ponad 60 m. Można było pływać w kółko i podziwiać przepiękny podwodny świat, rybki dosłownie jak z akwarium. Zrobiłem nawet parę podwodnych zdjęć jednorazowym aparatem kupionym za jakieś 35 USD 🙂 wyszły w sumie takie sobie, więc radzę nie oszczędzać na takim sprzęcie. Jedno z nich poniżej.

 

Blue Hole

Snorkeling

 

Kolejny dzień to wczesna pobudka i wyjazd autobusem do Izraela. Pierwszy przystanek za miejscowością Taba to przejście graniczne. Wysiadamy z autobusu, przechodzimy pieszo przez długą na kilkaset metrów, obwarowaną przez wojsko i otoczoną przez mury granicę państwa, wypełniamy kwitki, sprawdzają nasze bagaże (było to dla mnie o tyle dziwne, że jako mieszkaniec UE nauczyłem się tylko zwalniać przejeżdżając przez granice :)) i wsiadamy do nowego autobusu. Następnie zatrzymujemy się na kąpiel nad Morzem Martwym, wcześniej mijając liczne kopalnie soli i fabryki – naprawdę spory biznes. Wikipedia mówi, że jest to „słone jezioro bezodpływowe położone w tektonicznym Rowie Jordanu, na pograniczu Izraela i Jordanii”, leży w depresji (-418 m n.p.m.), jest całkowicie pozbawione ptaków, ryb czy roślin. Zasolenie jest tak duże, że ciało swobodnie utrzymuje się na wodzie w co wcześniej sam nie mogłem uwierzyć dopóki sam nie spróbowałem, naprawdę ciekawe doświadczenie. Oczywiście można było również wejść do sklepu z minerałami, maseczkami, kremami itp. z Morza Martwego. Kupiliśmy sól do kąpieli, bo po wyjściu z wody skóra była faktycznie aksamitnie gładziutka 🙂

 

Unoszenie na wodzie Morza Martwego

 

W dalszej części drogi słyszymy od przewodnika wiele nie tylko biblijnych historii, które działy się właśnie w tych rejonach. Docieramy do Świętego Miasta – Jerozolimy. Na miejscu zwiedzamy Górę Oliwną, ogród oliwny Getsemani, Stare Miasto otoczone murami, Ścianę Płaczu, stacje Drogi Krzyżowej (Via Dolorosa), Bazylikę Grobu Pańskiego i Golgotę. Nie ukrywam, że miałem bardzo mieszane odczucia odnośnie tego miejsca. Stacje Drogi Krzyżowej miedzy straganami, mnóstwo ludzi, Grób Pański i Golgota przeniesione do bazylik, otoczone setkami lamp i kadzideł, podziały części kościołów na różne odłamy religii (podziały w kaplicach, dzielnice – chrześcijańska, ormiańska, żydowska, muzułmańska), różne dźwięki modlitw – trochę taki misz-masz. Widzimy otaczające miasto groby ortodoksyjnych Żydów, którzy płacą ogromne sumy pieniędzy, aby być pochowanym jak najbliżej miejsca, gdzie Mesjasz zstąpi i wskrzesi umarłych. Na koniec przejeżdżając za tzw. „mur palestyński” (inaczej „mur bezpieczeństwa” dzielący Izrael i obecną Palestynę – to kolejna dziwność tego miejsca), wjeżdżamy do Betlejem i zwiedzamy Bazylikę Narodzenia Pańskiego, gdzie w miejscu oznaczonym gwiazdą, lampami i kadzidłami miał znajdować się żłobek Jezusa. Zupełnie inaczej sobie to wszystko wyobrażałem.

Oprócz nurkowania wycieczki do Kairu czy Jerozolimy, stanowiły główne punkty naszej podróży. Niestety obu towarzyszyło wstawanie zaraz po północy i powrót w tych godzinach (mniej więcej 8 godz. jazdy autobusem w jedną stronę, polski przewodnik). Nie pomógł również fakt, że w drodze powrotnej z Jerozolimy trochę się niestety pochorowałem 🙂 bo nie piłem wystarczającej ilość wody.

 

Panorama Jerozolimy

Ściana płaczu Jerozolima

Droga Krzyżowa

Grób Pański

Golgota

Miejsce narodzin Jezusa Chrystusa

 

W dniu przed wyjazdem trochę poleniuchowaliśmy na basenie i nad morzem, a po południu wybraliśmy się na „Mega Safari”. Było to ok. 45 minut szaleństwa quadami na pustyni, przerwa na herbatkę w małej wiosce beduińskiej i przejażdżka na wielbłądach. Kolejne świetne doświadczenie.

 

Wycieczka na wielbłądzie

Przed przejażdżką na quadzie

 

Na tym musieliśmy niestety poprzestać. Na wyjazd do Petry w Jordanii (miasto wykute w skale, Lista Światowego Dziedzictwa UNESCO, dosyć droga ale słyszałem od innych, że naprawdę warto), Luksoru, na Górę Mojżesza czy do Parku Ras Muhamand fizycznie zabrakło czasu, ale pewnie jeszcze kiedyś odwiedzimy Egipt, może już wtedy Hurghadę. Tym bardziej, że wycieczka z kraju, kiedy wszystko jest pokryte śniegiem do słonecznej Afryki jest bezcenna 🙂

 

Fotorelacja z całej wycieczki „Wycieczka do Egiptu i Izreala” – LINK

 

Kilka porad dla wybierających się do Egiptu:

  • trzeba mieć paszport ważny przez co najmniej 6 miesięcy, a w przypadku chęci skorzystania z wycieczek należy wykupić wizę (przy czym należy mieć na uwadze że traci ona ważność po przekroczeniu granicy – więc najpierw wycieczka do Kairu a później Izraela lub Jordanii)
  • uwaga na naciągaczy – zanim kupisz odejdź i przemyśl czy naprawdę tego potrzebujesz
  • za wykonaną usługę Egipcjanie liczą na napiwek – tzw. „bakszysz” (np. 1 dolar)
  • aby uniknąć „klątwy/zemsty faraona” należy pić wodę butelkowaną i nią też myć zęby, obierać owoce i warzywa (my profilaktycznie popijaliśmy Jägermeistera :))
  • zabronione jest wywożenie fragmentów rafy koralowej (nie powinno się jej nawet dotykać!)
  • walutą w Egipcie jest funt egipski (LE lub EGP), choć można używać zamiennie dolarów – można zatem albo zabrać ze sobą trochę USD albo wybrać na miejscu z bankomatu EGP
  • nie wolno zapomnieć: kremów do opalania, okularów przeciwsłonecznych, nakryć głowy, a w okresie zimowym koniecznie czegoś ciepłego (w tym kurtek na wieczory i wycieczki)

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Brak komentarzy

Dodaj komentarz