Sport

Zieleniec vs Jańskie Łaźnie – weekend na nartach

25 lutego 2014
Jazda nocna na nartach Zieleniec

Szukając miejsca do pojeżdżenia na nartach w połowie lutego nie mieliśmy zbyt dużego wyboru. Już dawno nie było tak ciepłej zimy. Spośród czynnych stacji narciarskich wybraliśmy Zieleniec, zlokalizowany kilkanaście kilometrów od Dusznik Zdrój. Mała osada położna na wysokości 950 m n.p.m. w lasach Gór Orlickich w Sudetach to centrum sportów zimowych, a dzięki specyficznemu mikroklimatowi (zbliżonemu do alpejskiego) miejsce gdzie sezon zawsze trwa długo. Podczas standardowej zimy śnieg potrafi leżeć tu niemal 150 dni w roku! Tym razem choć dla tras biegówkowych śniegu nie było wystarczająco, dla zjazdówek warunki były nienajgorsze (30-70 cm). Dużym plusem tego ośrodka jest możliwość korzystania na jednym karnecie z wielu wyciągów i tras o różnych stopniu trudności oraz nocnej jazdy na oświetlonych stokach. Niestety minusem są długości tras – główne do 600 m, człowiek dobrze się nie rozpędzi a tu trzeba hamować, no i mocno zatłoczone stoki, czasami trzeba mocniej skupić się na omijaniu ludzi niż przyjemności z jazdy.

Po wskoczeniu na głęboką wodę i zjeżdżaniu już wiele razy na czerwonych trasach w Harrachovie i Szklarskiej Porębie postanowiłem wrócić do podstaw i zacząć swoją przygodę z narciarstwem na nowo. Doskonale do tego nadawał się Zieleniec ze swoimi łagodnymi stokami o małym nachyleniu idealnymi dla początkujących. Zależało mi przede wszystkim na oduczeniu się złych nawyków i wyrobieniu tych poprawnych poprzez różne ćwiczenia i popracowanie nad techniką. Wcześniej sporo na ten temat poczytałem i obejrzałem mnóstwo filmów instruktażowych. Przyszedł czas na praktykę.

 

 

Zieleniec to nie tylko zjazdówki, ale i dziesiątki kilometrów dobrze przygotowanych tras do nart biegowych w zimie (głównie po czeskiej stronie, grzbietami Gór Orlickich wokół szczytu Wielka Desztna) oraz szlaków turystycznych w lecie. Co ciekawe od tego roku przygotowano trasy do jazdy nocnej na biegówkach (oświetlenie do godz. 21:00). Jak tylko warunki będą lepsze koniecznie muszę spróbować 🙂 Tym razem skorzystaliśmy z nocnej jazdy na nartach zjazdowych – od 16:30 do 19:00. Jeździło się naprawdę świetnie, głównie dlatego, że było dużo mniej ludzi niż w ciągu dnia, a między 16:00 a 16:30 trasy były ratrakowane.

 

 

Koszty: dojazd do Zieleńca max 90 zł za paliwo (~250 km w dwie strony, w naszym przypadku drożej bo odbiliśmy jeszcze do Kletna aby zwiedzić Jaskinię Niedźwiedzia), nocleg 60 zł/os./dzień, karnet 2-dniowy 90 zł/os. (promocja z multibenefit.pl, bez tego 95 zł za dzień!), jedzenie (jakieś 30 zł/os./obiad) oraz wypożyczenie nart 55 zł/2 dni (buty, gogle i kask oraz kijki mieliśmy). No cóż nie jest to najtańszy sport, ale w końcu po coś się pracuje 🙂

W drodze powrotnej postanowiliśmy skorzystać z okazji i zobaczyć jeden z „cudów” Dolnego Śląska – Jaskinię Niedźwiedzia w Kletnie. Co prawda trzeba było odbić ok. 40 km z trasy w Kłodzku, ale bez wątpienia było warto (zwłaszcza jak jedzie się na narty na Czarną Górę do pobliskiej miejscowości Stronie Śląskie). Po dojechaniu i pozostawieniu auta na parkingu czekał nas 20-minutowy spacer przez Śnieżnicki Park Krajobrazowy (okolice Masywu Śnieżnika). Koszt wejścia do Jaskini Niedźwiedzia to wydatek 20 zł/os. (+ 10 zł za możliwości robienia zdjęć). Należy wcześniej dokonać rezerwacji, bo wejścia są z przewodnikiem o ustalonych godzinach i czasami może zabraknąć miejsc. Z historii, którą opowiadał przewodnik zapamiętałem, że miała być tu kiedyś kopalnia, ale stosując materiały wybuchowe odkryli jaskinie z kościami zwierząt. Ponad 90% kości należało do niedźwiedzia jaskiniowego, który jest 1,5x większy od obecnego. Jaskinia ma w sumie 3 piętra, lecz dla zwiedzających jest dostępny 350 m kawałek. Jaskinia ma unikalny mikroklimat – temperatura stała ok. 6 st. i duża prawie 100% wilgotność powietrza, co pozwala na tworzenie się zachwycającej szaty naciekowej, z której to Jaskinia Niedźwiedzia najbardziej słynie. Zwiedzanie trwa ok. 40 min. Znajdują się tutaj piękne formy naciekowe powstające w wyniku grawitacyjnego spływu wody nasyconej węglanem wapnia, w tym m.in. stalaktyty i stalagmity (odpowiednio sople zwisające i stożki na dnie), misy martwicowe oraz widowiskowe kaskady. W jaskini znajduje się ponad 1200 nietoperzy, przylatują jesienią aby zahibernować się na zimę. Warto tu przyjechać, ale bardziej przy okazji.

 

 

Tydzień później, 22 lutego, wybrałem się na jednodniowy wyjazd do czeskiego ośrodka narciarskiego Czarna Góra Jańskie Łaźnie położonego we wschodniej części Karkonoszy. Jest to część regionu narciarskiego o nazwie SkiResort Černá hora – Pec pod Sněžkou, w obrębie którego połączonych jest 5 ośrodków (w tym Pec pod Śnieżką i Jańskie Łaźnie, gdzie znajduje się również uzdrowisko z źródłami leczniczymi). Na jednym karnecie można zjeżdżać po 37 km tras o różnym poziomie trudności i korzystać z blisko 40 kolejek i wyciągów (w samych Jańskich Łaźniach 15 km tras, kolejka gondolowa na 8-osób oraz 10 kolejek i wyciągów), swobodnie transportując się między miejscowościami ratrakiem lub skibusem (w cenie karnetu czasowego), a nawet na nartach – jest tu 90 km tras do narciarstwa biegowego. No i najważniejsze – trasy mają długość prawie 3 km – jedne z najdłuższych w Czechach! Tutaj dla niewprawionych ciężko jest o zjazd jednym ciągiem, w przeciwieństwie do Zieleńca, gdzie po rozpędzeniu trzeba było hamować (600 m trasy). Trasy były bardzo dobrze przygotowane, jednak raczej nie dla dopiero uczących się jeździć na nartach – do nauki zdecydowanie bardziej polecam Zieleniec. Na dole niemal brak śniegu i temperatura 10 stopni, a na szczycie Czarnej Góry (1299 m n.p.m.) pięknie warunki, częściowo ośnieżone choinki i temperatura trochę powyżej zera. Wybrałem się tutaj sam autobusem SKI EXPRESS BUS w cenie 55 zł w dwie strony. Do tego doszedł zakup karnetu za 560 koron (+50 koron kaucji zwrotnej za chipowy karnet) oraz 250 koron za wypożyczenie nart. Także kosztowo porównywalnie do Zieleńca, a jednak tras zdecydowanie więcej. Wyjazd o 6:30 z Wrocławia, na miejscu ok. 9:30, wejście na stok po staniu w kilku kolejkach przed 11:00, później blisko 5 godz. jazdy, o 16:30 powrót i we Wrocławiu byłem o 20:30. Takie Express Narty, jak to nazywają, czyli jednodniowy wyjazd. Wbrew pozorom naprawdę można się najeździć 🙂 Na koniec zjechałem nawet parę razy trudną trasą czarną-czerwoną, nachylenie dosyć spore, ale dałem radę 🙂 Warto się odważyć, aby przełamać strach.

 

 

 

Poradnik zjazdówek cz.2.

Nauka jazdy na nartach

Po wyborze sprzętu przyszedł czas na rozpoczęcie przygody na nartach. Te najlepiej stawiać pod okiem instruktora, który przekaże podstawową wiedzę na temat techniki jazdy na krawędzi, a następnie będzie poprawiał błędy. Zaczynając bardzo istotną rzeczą jest wybór właściwego stoku, tj. takiego o odpowiednim, łagodnym nachyleniu i dużej szerokości, gdzie swobodnie możemy kontrolować prędkość. Wchodząc od razu na trudne trasy nie dopracuje się techniki i pojawią się złe nawyki (skręty częściowo z oporu, duże ześlizgi, obracanie korpusu ciała do stoku). Przed wejściem na stok, warto oswoić się z deskami na tzw. „oślich łączkach” o niedużym nachyleniu, przeznaczonych dla początkujących, najczęściej z orczykami. Na początku wiele zależy od nastawienia, motywacji oraz wyzbycia się lęku przed upadkiem, który może być przyczyną wolniejszego uczenia się (w ograniczeniu strachu może pomóc nauczyciel narciarstwa).

Bardzo ważna jest postawa – narty rozstawione na szerokość barków (ważne! nie zbliżać ich do siebie, ale też nie za szeroko), biodra i kolana lekko ugięte (golenie naciskają na języki butów!), sylwetka ułożona tak, by ciężar ciała równomierne obciążał narty, ręce lekko ugięte i wyciągnięte w przód (zawsze przed stopami). Przy jeździe impuls skrętny nadaje biodro lub kolana (nie skręcać korpusu ciała! pozycja zawsze musi być frontalna, tj. korpus w kierunku jazdy – w przeciwieństwie do ześlizgów, gdzie tułów obrócony zawsze w dół stoku), natomiast środek ciężkości trzeba trzymać cały czas nad nartami. Najważniejsza jest jednak praca stóp (!), na której trzeba się skoncentrować.

  1. Na początek warto dobrze nauczyć się pługu. To pierwszy krok. Przy zjeździe ze stoku dzioby nart należy zbliżyć do siebie (utworzą kształt litery „V”, co umożliwi ześlizg w dół stoku), a następnie regulować prędkość rozsuwaniem tyłów nart oraz stopniem zbliżenia do siebie kolan.
  2. Następnie, można do tego dołożyć skręt wciskając mocniej do wewnątrz jedno z kolan – naciskając prawe skręci się w lewo i odwrotnie, naciskając lewe w prawo. To tzw. łuki płużne.
  3. Jeśli kontrolujemy prędkość jazdy jadąc w skos stoku warto zrezygnować wtedy z pługu i ułożyć narty równolegle. Należy zwrócić uwagę, aby narty się nie ześlizgiwały, a poruszały płynnie na krawędziach. Nogi muszą być rozstawione równolegle, a oddalone od siebie kolana należy dociskać w stronę stoku. Jeśli narta górna (ta bliżej środka skrętu) będzie ustawiona na zewnętrznej krawędzi, a dolna (ta dalej od środka skrętu) na wewnętrznej, to dzięki taliowaniu narty carvingowe zaczną same skręcać, zostawiając za sobą ślady „szyn”. To tzw. skręt dostokowy – dojeżdżanie do linii spadku stoku. Następnie po dojechaniu pod stok można zmienić kierunek (np. korzystając z łuków płużnych) i kontynuować jazdę w stronę przeciwną. Oddalając się od linii spadku stoku zmniejsza się prędkość.
  4. Kolejnym krokiem jest skręcanie na krawędziach nart ustawionych równolegle zamiast pługiem – tzw. skręt cięty. W tym celu jadąc w skos stoku, mając prędkość pod kontrolą, należy obciążyć przednie części stóp i paluch nogi zewnętrznej (od tego zawsze rozpoczynamy skręt, im mocniej dociążymy przody tym narty bardziej się wygną i wytną ciaśniejszy skręt, pomagają w tym narty z rockerem) oraz „położyć” ciało do środka skrętu (środek ciężkości przesuwa się do wewnątrz skrętu). Następnie docisnąć kolana w dół stoku (do środka łuku dzięki rotacji kości udowej), dzięki czemu narty zmienią krawędź (na początku mocniej inicjuje skręt nartą zewnętrzna, musi być pod odpowiednio dużym kątem do śniegu, aby dobrze „trzymać”). Taki skręt na nartach, w którym dojeżdża się do linii spadku stoku nazywa się skrętem równoległym, odstokowym. Innym sposobem jest wchodzenie w środek skrętu biodrami uginając je do skrętu, można też lekko zamarkować początek kijkiem. Po przejechaniu linii spadku stoku prędkość przestanie wzrastać (maleje oddziaływanie siły odśrodkowej, docisk wewnętrznej części stóp) i będzie można znów swobodnie zjeżdżać w skos stoku na krawędziach podciągając w górę biodra i ręce. Kluczem jest odpowiednie pochylenie kolan do stoku, które ustawi narty na krawędziach, ustabilizuje jazdę, ukierunkuje jazdę pod stok i wyhamuje prędkość. Odchylenie kolan od stoku – ustawia narty płasko, wprowadza je w ześlizg, destabilizuje jazdę, odkręca kierunek jazdy od stoku, zwiększa prędkość.

Należy ćwiczyć po kolei każdy z przedstawionych elementów, tak długo aż dojdzie się do perfekcji i dobrze wyczuje narty. Warto korzystać ze „ściągawki” i próbować poprawiać poszczególne elementy jazdy. Co do zasady na nartach karwingowych jeździ się łukiem o promieniu jaki wycinają krawędzie nart (jeśli nie stosujemy ześlizgów, tj. dryfowania, zsuwania nart po stoku) – trzeba ich po prostu „słuchać”. Można jednak zmieniać promień skrętu poprzez zmianę kąta zakrawędziowania nart (im większy kąt ustawienia nart w stosunku do śniegu tym mniejszy promień łuku), siły ich dociśnięcia (zwłaszcza dziobów nart, istotna jest sztywność nart), a także balans ciała (przód-tył). Później należy przyzwyczajać się do szybkości i nabrać odwagi, starać się aby skręt był długi i pełny. Czasami bowiem zbyt wolna jazda może spowodować, że wyjdzie tylko „półskręt” i narty popędzą w dół, i wypadek murowany… Innym sposobem na skręt jest ślizg, kiedy to piętki nart zataczają większy łuk od dziobów nart w trakcie wykonywania krótkiego skrętu. Hamuje się ustawiając narty prostopadle do toru jazdy.

W Internecie można znaleźć wiele filmików pokazujących techniki jazdy na nartach, warto je obejrzeć, aby zobaczyć jak teoria wygląda w praktyce. Ewentualnie od razu spróbować samemu 🙂

 

Kodeks narciarza – reguły zachowania się na stoku

Na koniec warto wspomnieć kilka słów o bezpieczeństwie na stoku. Należy uważać na innych narciarzy, zwłaszcza przy skrętach (rozglądać się czy nie przeszkodzimy innym) i zawsze zachowywać bezpieczną odległość wyprzedzając. Jest to ważne zarówno dla naszego bezpieczeństwa, jak i innych osób. Należy panować nad prędkością. Podczas zjazdów szybkość musi być dopasowana do umiejętności (tak, aby w razie konieczności móc zatrzymać się lub skręcić), rodzaju i stanu trasy, warunków pogodowych oraz natężenia ruchu. Większość wypadków na stokach wynika z nadmiernej szybkości, niezapanowania nad nartami lub niezauważenia innego uczestnika ruchu – pierwszeństwo przysługuje temu kto znajduje się przed lub poniżej (trzeba mądrze wybierać trasę). I ostatnia rzecz, choć wydaje się oczywista nie wszyscy się do niej stosują, nie wolno zatrzymywać się na trasie (jedynie na skraju trasy lub na szerokim stoku), zwłaszcza w miejscach zwężeń i złej widoczności. Po upadku należy jak najszybciej zejść z toru jazdy, a poruszać się poboczem trasy. Ostatnie trzy z dziesięciu zasad zachowania na stoku mówią o tym, aby stosować się do znaków narciarskich, udzielać pierwszej pomocy poszkodowanym jeśli znaleźliśmy się w pobliżu wypadku oraz nie pozostawać anonimowym jeśli jesteśmy wmieszani w wypadek (zarówno jako sprawca, jak i poszkodowany lub świadek).

Jeśli chodzi o skalę trudności tras narciarskich i ich oznaczenia to co do zasady wyróżniamy:

  • kolor zielony – stok dla początkujących, uczących się jazdy na nartach, nachylenie jest niewielkie a szerokość spora,
  • kolor niebieski – trasa łatwa, często przygotowana (wyratrakowana), o relatywnie niedużym nachyleniu (max 25%),
  • kolor czerwony – trasa o średnim poziomie trudności lub trudna, bardziej stroma i węższa od czerwonej, nachylenie do 40% z wyjątkami,
  • kolor czarny – trasa bardzo trudna (dla zaawansowanych narciarzy), ponad 40% nachylenie stoku, często jest nieprzygotowana.

Zawsze przed samą jazdą, podobnie jak w innych sportach, zalecana jest odpowiednia rozgrzewka. Bardzo ważne są w tym wypadku nogi – kolana i biodra, warto również się rozciągnąć i imitować ruchy jazdy. Wskazana jest dobra kondycja fizyczna i rozluźnienie mięśni. W sumie dobra technika jazdy sprowadza się do opanowania jazdy bez zablokowanych mięśni i stawów. Wtedy jazda sprawia czystą przyjemność 🙂

 

p.s. W przypadku zmęczenia lub zakwasów po intensywnej jeździe na nartach, po odpoczynku zalecany jest lekki „wysiłek tlenowy”, czyli regenerujący trening (np. bieg lub rower) ok. 30 min. przy niedużym tętnie, który pomaga w usunięciu z mięśni kwasu mlekowego. Do tego odpowiednie rozciąganie.

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Brak komentarzy

Dodaj komentarz