Azja

Indie i Nepal w 3 tygodnie cz.2.

20 listopada 2017
Nepal Katmandu stupa Bodnath

Po zwiedzeniu Indii północnych ruszamy na podbój Nepalu – nosorożce w Parku Narodowym Chitwan, kultura i religia, zabytki oraz gwóźdź programu, czyli trekking do ABC.

Dzień 8) Park Narodowy Chitwan

Chitwan to najsłynniejszy i najlepiej zorganizowany park narodowy w Nepalu (lista UNESCO). Naturalna dżungla jest tutaj chroniona, a turyści mają wstęp tylko do kilku miejsc i jest tylko kilka bungalowów. Oferuje safari na słoniu lub jeepem, pozwalające na obserwacje z bliska dzikich zwierząt, w tym wiele gatunków endemicznych. Można tu zobaczyć sławne, zagrożone wyginięciem rogate nosorożce, tygrysy, krokodyle, różnego rodzaju jelenie, małpy, słonie, dzikie bawoły oraz niezliczone gatunki ptactwa w ich naturalnym środowisku. Żyje tu ponad 100 tygrysów i prawie 500 nosorożców – jedna czwarta światowej populacji tych zwierząt! Kupujemy pakiet wstęp do PN + canoeing + jungle walk z przewodnikiem + elephant bath + jungle safari autem za 50 USD, które trwało w godzinach 7-12 i 15-18.

Dzień zaczynamy od spływu wąską, drewnianą łodzią canoe po rzece Rapti. Praktycznie wsiadając do łodzi, jak i przez cały spływ obserwujemy zwierzęta przychodzące do wodopoju – krokodyle, w tym rzadko spotykane gawiale (krokodyle o długim i wąskim pysku), jelenie oraz ptaki. Kolejnym punktem jest wyprawa do dżungli z przewodnikiem, z którym udaje nam się wytropić nosorożca! Dwutonowy olbrzym patrzył się na nas i następnie uciekł w gąszcz. W czasie wyprawy słuchaliśmy wiele opowieści o lesie, pożywieniu nosorożców i słoni, oglądaliśmy owady, nietypowe rośliny oraz przyglądaliśmy się śladom nosorożca i tygrysa! W sumie dobrze, że nie trafiliśmy na żadnego tygrysa, bo nasz przewodnik miał ze sobą tylko bambusową pałkę:) Świetne doświadczenie, taki spacer w ciszy – mnóstwo odgłosów, szelestów, zapachów. Po powrocie na brzeg mimo dylematu moralnego udaliśmy się na kąpiel ze słoniami. Generalnie jestem przeciwny i nie chcę nakręcać tego „biznesu” przez co odpuściłem sobie safari na słoniach – główną atrakcję parku (niby nosorożce nie czują wtedy woni człowieka i nie uciekają), ale nie mogłem sobie odmówić frajdy z przyglądania się ich kąpieli. Być tak blisko największego ssaka na ziemi, to była jedyna taka okazja (oblewają wodą, strącają turystów do rzeki). To też dobra opcja na schłodzenie, w dzień było ponad 40 st. C…

Po przerwie na obiad pojechaliśmy jeszcze na jeep safari do innej części parku. Podczas około 2-godzinnej jazdy widzieliśmy sporo różnych zwierząt – jelenie, dziki, ptaki, a także kolejnego nosorożca, tym razem z bardzo bliska! Czuł się jak u siebie, nie spieszyło mu się, przez dobre kilkadziesiąt minut stał przy drodze i ciekawsko od czasu do czasu zerkał na samochód. Były momenty jak się denerwował i musieliśmy odjeżdżać w pośpiechu… Mieliśmy bardzo dużo szczęścia:)

Wieczorem oglądaliśmy ośnieżone szczyty Himalajów widoczne na horyzoncie, a na zachód słońca udaliśmy się jeszcze do lokalnej wioski, gdzie oglądamy ogromne słonie z kłami i trzy nosorożce w rzece! Świetne zakończenie świetnego dnia.

 

 

Dzień 9-10) Pokhara, jezioro Phewa Tal i wzgórze Sarangkot – lot paralotnią nad Himalajami

Rano czeka nas malowniczy przejazd do Pokhary (827 m n.p.m.) przez góry porośnięte dżunglą, górskie wioski i głębokie doliny, czasami w tle pojawiają się ośnieżone Himalaje. Przejazd jest trudny (brak asfaltu), długi i męczący (ponad 8 godz., w połowie drogi przerwa na jedzenie i toaletę). Busy odjeżdżają z Sauraha Buspark i docierają do Tourist Bus Park w centrum Pokhary (koszt 600 Rs). Zakwaterowanie mamy w backpackerskiej dzielnicy Lakeside. Wieczorem w jednej z restauracji nad jeziorem spotkaliśmy się z naszym szerpą – przewodnikiem górskim, który będzie nam towarzyszył podczas trekkingu do Sanktuarium Annapurny (Annapurna Base Camp, ABC). Przekazał nam pozwolenia (permity TIMS i ACAP) i umówiliśmy się na transport. Na kolację oczywiście pierożki momo i piwo Everest:)

Pokhara to drugie największe miasto Nepalu, bardzo popularne wśród turystów. Jest ono malowniczo położone nad jeziorem Phewa Tal (Fewa Lake), około 200 km na zachód od Katmandu. Z uwagi na bliskość masywu Annapurny (50 km) i jej obszaru chronionego (Annapurna Conservation Area Project, ACAP) z mnóstwem tras trekkingowych stanowi świetny punkt wypadowy. Warto zostać tu kilka nocy ze względu na niezapomniane widoki na ośnieżone szczyty Himalajów, w tym widoczny niemal z każdego punktu miasta szczyt w kształcie rybiego ogona, święta góra Nepalczyków o ostrym wierzchołku – Machhapuchhare (Fishtail, 6997 m n.p.m.).

W przeciwieństwie do Kathmandu, gdzie jest brud, kurz i tłok, tutaj możemy delektować się ciszą, spokojem i naturą. Po południu udajemy się na rejs wynajętą łodzią wiosłową po jeziorze (500 NPR za godzinę za trzy osoby) z widokiem na ośnieżone szczyty odbijające się w tafli wody. Na środku jeziora jest mała wyspa ze świątynią hinduską Tal Barahi, do której podpływamy. W planach mieliśmy też podpłynięcie do brzegu i spacer ścieżką przez las do najpopularniejszego punktu widokowego przy buddyjskiej Stupy Pokoju (Word Peace Pagoda), wybudowanej na wzgórzu przez Japończyków. Ze szczytu rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na Dolinę Pokhary i panorama ogromnych ośnieżonych masywów trzech ośmiotysięczników: Dhaulagiri I (8167 m), Annapurna I (8097 m) oraz Manaslu (8156 m), który na długo zapada w pamięci. Świetne miejsce na zachód słońca! Niestety podczas naszego pobytu w dzień było pochmurnie, szczyty wyłaniały się jedynie wcześnie rano i wieczorem.

Kolejnego dnia rano pojechaliśmy na górujące nad miastem wzgórze Sarangkot (1592 m n.p.m.), z którego organizowane są loty paralotnią (ok. 60 USD). Nie dość, że sam lot to świetne doświadczenie, to jeszcze towarzyszą nam niesamowite widoki: Himalaje (niestety u nas za chmurami:(), tarasowe pola ryżowe, małe domki na zboczach gór, jezioro i miasto Pokhara. Lądowanie jest tuż przy jeziorze, a wcześniej kilka akrobacji! Warto rozważyć trekking na punkt widokowy lub wcześniejszy przyjazd przed lotem na wschód słońca przy ładnej pogodzie.

 

 

Dzień 11-16) 26.09-1.10 Trekking do ABC

Szczegóły trekkingu do ABC i informacje praktyczne w osobnym wpisie – tutaj

 

Dzień 17) Rafting w drodze do Kathmandu

Tego dnia czekał nas długi przejazd do stolicy Nepalu, Kathmandu. Postanowiliśmy więc go sobie urozmaicić i po drodze zatrzymać się na rafting rzeką Trisuli (niestety ze względu na wysoki stan rzek nie było możliwości spływu rzeką Seti 1 lub 2-dniowy i Kali Gandaki). Kupując wyprawę w Pokharze mieliśmy zapewniony transport minibusem, który odebrał nas i zawiózł pod hotel, jednak można to też zrobić taniej jadąc autobusem lokalnym do Kathmandu. Całość kosztowała 35 USD (sam autobus z ABC to koszt 700 Rs). Stan drogi ponownie tragedia – większość nieutwardzona, dziurawa, jedziemy powoli…

Nepal uznawany jest za jedno z pięciu najlepszych miejsc do White Water Sports na świecie. Rzeka była momentami naprawdę niebezpieczna, wiry, progi, na których często ktoś wypada, trzeba go wciągać, spienione wody wlewające się do pontonu, przewodnik krzyczący komendy aby wiosłować „faster, faster…”. To wszystko w scenerii wysokich gór z zielonymi zboczami, charakterystycznych mostów nad nami i ogromnych głazów w rzece. Każdy dostaje kask i kamizelkę ratunkową, płynie się po 8 osób, a zimna woda nie przeszkadza w upale ponad 30 st. Fajna sprawa, polecam.

Po raftingu i obiedzie kontynuujemy przejazd malowniczą drogą do Kathmandu (1355 m n.p.m.). Stolica Nepalu jest położona w środkowej części kraju w Dolinie Katmandu, w której znajduje się aż 7 obiektów zamieszczonych na liście światowego dziedzictwa UNESCO! To mieszanka orientu i zachodniego stylu życia. Jest to miejsce zarówno barwne, głośne, chaotyczne, pełne zgiełku, jak i oczarowujące. Dzisiaj to głównie baza wypadowa w największe góry świata i miejsce, gdzie hindusi żyją z buddystami w zgodzie i wzajemnym szacunku.

Po przyjeździe udajemy się na wieczorny spacer po kolorowej, turystycznej dzielnicy Thamel, gdzie mamy zakwaterowanie, a Nepalczycy bazar – kramy, stragany i sklepiki są wszędzie. Pełno tu hoteli, restauracji, sklepów z pamiątkami oraz ekwipunkiem turystycznym. Jest tłoczno i kolorowo, głośno do późnych godzin. Panuje tu atmosfera handlu, niepowtarzalny klimat. Bogate życie nocne.

 

 

Dzień 18-19) Zwiedzanie Kathamandu i atrakcji Doliny Kathmandu

Od rana zaczynamy zwiedzanie głównych zabytków miasta, w taki sposób najlepiej poznać jego ponad 1000-letnią historię. Dosłownie na każdym rogu mijamy świątynie hinduistyczne i buddyjskie, kapliczki czy też ołtarze tajemniczych religii. Główną atrakcją starego miasta jest plac pałacowo-świątynny Durbar Square (lista UNESCO). Został on mocno dotknięty skutkami trzęsienia ziemi z 2015 roku, zresztą podobnie jak inne okoliczne zabytki. Owszem niektóre atrakcje są remontowane (rusztowania), a na części widać pęknięcia, ale nadal zachwycają.

Durbar Square to centralny plac miasta z architektonicznymi dziełami sztuki newarskiej, w tym starym pałacem królewskim Hanuman Dhoka z dziedzińcami (jeden z trzech w Dolinie Kathmandu, siedziba władców z dynastii Malla i Śah, XII-XVIII w.) oraz charakterystycznymi świątyniami w kształcie pagód, bogato zdobionymi od zewnątrz. To nie wszystko, zabytków tu całe mnóstwo, m.in. posągi bóstw (boga-małpy Hanumana), świątynia żyjącej bogini Kumari czy świątynia hinduska Śiwy. Plac jest religijnym i kulturowym centrum miasta. Warto wynająć tu lokalnego przewodnika, aby dowiedzieć się więcej o historii kraju. Bilet wstępu kosztuje 1000 Rs, obowiązuje jeden dzień, jak chcemy na dłużej to trzeba podejść ze zdjęciem.

Po obiedzie (pyszne momo:)) udajemy się na wycieczkę objazdową po atrakcjach na obrzeżach Kathmandu zorganizowanym transportem (można wynająć taxi lub mając więcej czasu lokalnymi autobusami). Na każde z tych miejsc należy poświęcić minimum 2 godziny. W pierwszej kolejności odwiedzamy Patan, jedną z trzech starożytnych stolic królestwa. Warto spędzić trochę czasu na tutejszym niezwykle ciekawym Durbar Square (6,5 km na południe od Thamel, 5 km z KTM Durbar Square, 1000 Rs, warto wziąć przewodnika). Newarska architektura charakteryzująca się potrójnymi dachami, którymi nakryte są XVII-wieczne buddyjskie pagody, budynki w całości pokryte czerwoną cegłą, okna, drzwi i dachy obramowane rzeźbieniami, ciekawe muzeum, wąskie uliczki, zabytkowe domy i przede wszystkim panująca tu atmosfera sprawia, że ma się wrażenie, że czas zatrzymał się tu w miejscu kilkaset lat temu. Patan to właściwie część Kathmandu, leży po drugiej stronie rzeki Bagmati. Miejsce bardzo ucierpiało podczas trzęsienia ziemi, jednakże klimat pozostał. Warto usiąść na tarasie jednej z knajpek i popatrzeć na toczące się życie na dole.

Kolejny punkt to Pashupatinath, czyli kompleks świątyń hinduistycznych boga Siwy w Nepalu, główna pokryta dachem ze złota, nazywana małym Waranasi (4 km na wschód od Thamel, 1000 Rs). Tu, w świętych wodach rzeki Bagmati dokonuje się rytualnych kremacji (można fotografować ceremonie), a także oczyszczających kąpieli. Najlepsze widoki na świątynie, ghaty i rytualne kąpiele rozciągają się z drugiego brzegu rzeki. Z racji tego, że mieliśmy mało czasu i widzieliśmy indyjskie Waranasi, odpuściliśmy zwiedzanie i pojechaliśmy 2 km na północny-wschód, gdzie znajduje się największa stupa buddyjska w Nepalu, Bodnath (Boudhanath, 400 Rs). Jest naprawdę ogromna, podobnie jak oczy Buddy na jej szczycie, ozdobiona flagami modlitewnymi falującymi na wietrze i otoczona przez kolorowe osiedle uchodźców tybetańskich (pomalowane na pastelowe kolory domy). Wokół kopuły stoi 108 wizerunków bóstw, a we wnękach znajdują się nisze z młynkami modlitewnymi. Wierni okrążając stupę odmawiają modlitwę i kręcą młynkami. Pełno tu tybetańskich mnichów. Miejsce bardzo nastrojowe.

Na zachód słońca jedziemy do Swayambhunath, wielkiej stupy buddyjskiej, symbolu miasta. Świątynia jest nazywana Monkey Temple, z powodu urzędujących tu stad małp. Została wybudowana ponad 2 tys. lat temu, za czasów panowania władcy Aśoka z dynastii Maurjów. Jest widoczna niemal z każdego punktu stolicy, gdyż stoi na zalesionym wzgórzu na obrzeżach miasta (3 km na zachód od Thamel, 200 Rs). Idąc pieszo z miasta trzeba na koniec pokonać ok. 300 schodów (45 min spacer lokalnymi dzielnicami), ale panorama Katmandu, kotliny i Himalajów wszystko wynagradza. Warto się zatrzymać na chwilę. Wokół stupy i na trasie znajdują się liczne posągi Buddy, zwierząt, małe stupy, manuskrypty oraz młynki modlitewne – te oczywiście okręcamy obchodząc budowlę zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Z kopuły stupy wyrasta wieża ozdobiona z wszystkich stron namalowanymi oczami Buddy, wielkie złote pierścienie i flagi modlitewne zawieszone przez wiernych.

Na koniec po odprawieniu grupy udałem się jeszcze na relaks do górskiej wioski Nagarkot (2175 m n.p.m.). Ponoć jest to miejsce, gdzie w dobrą pogodę można zobaczyć idealną panoramę Himalajów od masywu Annapurny po masyw Everestu, świetne na wschody i zachody słońca. Niestety i tym razem miałem pecha – gęste chmury zasłoniły widoki:( Poza tym szczerze mówiąc nie mu tu nic więcej do roboty, raczej relaks, spacery, panoramy doliny. Do dyspozycji są dwa szlaki: Natural i Panoramic Trail wokół wzgórza i szlak na wieżę widokową. Duży plus to cisza i spokój, odpoczynek od gwarnego KTM. Ciekawa była za to podróż lokalnym autobusem. Najpierw z dworca Ratna Bus Station pojechałem do Bhaktaphur (15 km na wschód od Thamel), a stamtąd krętą drogą do Nagarkot (kolejne 15 km na płn-wch). Ponieważ nie było już miejsc w autobusie, jechałem na dachu – fajna przygoda:) Wracając do stolicy zatrzymałem się jeszcze w Bhaktaphur, trzecim mieście królewskim w Dolinie Kathmandu (mega drogi wstęp 1500 Rs!). Pięknie odrestaurowane średniowieczne budowle i świątynie o wielokondygnacyjnych dachach przyciągają uwagę. Tak wysokie były tylko tutaj, reszta bardzo podobna do pozostałych Durbar Square. Można spędzić tu cały dzień.

Mając więcej czasu (i gotówki:)) można rozważyć takie atrakcje jak: trekking do EBC, czyli Everest Base Camp, skąd można zobaczyć najwyższą górę świata, wycieczki do Tybetu i Bhutanu czy loty nad Himalajami.

 

 

Dzień 20) Powrót do Polski

Pierwsza część dnia to oczywiście shopping w licznych sklepach na Thamel. O godzinie 15:35 miałem samolot do Delhi. Warto przyjechać taksówką szybciej, być pierwszym przy odprawie i zarezerwować sobie siedzenie po prawej stronie samolotu przy oknie – niesamowite widoki na Himalaje! Idealne zakończenie wyjazdu.

 

Kolejne części relacji:

Indie i Nepal w 3 tygodnie cz.1.

Indie i Nepal w 3 tygodnie cz.3. – trekking do ABC

Indie i Nepal – informacje praktyczne

Fotorelacja z całej wyprawy (990 zdjęć)

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Brak komentarzy

Dodaj komentarz