Europa

Na włoskim obcasie, czyli zwiedzanie pięknej Apulii

31 stycznia 2018
Alberobello trullo2

Po wielu wyprawach z Łukaszem, przyszedł czas na typowo „babski wyjazd”. Było to świetne doświadczenie, ale i nie lada wyzwanie, ponieważ musiałyśmy same zająć się organizacją wyjazdu, która do tej pory pozostawała domeną Łukasza😉 Jesienna pogoda w końcówce września za oknem skłoniła nas do poszukania nieco przyjaźniejszego miejsca na Ziemi. Wśród wielu kierunków z naszej listy wybrałyśmy Apulię – niesamowicie piękny region Włoch, z mnóstwem zabytków, uroczymi uliczkami, cudownym morzem (oferuje dostęp do dwóch mórz: Jońskiego i Adriatyckiego), przepyszną kuchnią i … co tu dużo mówić, wybornym winem. Wszystko to sprawiło, że nasz wybór okazał się jak najbardziej słuszny i pozwolił nam na relaks jakiego potrzebowałyśmy.

Apulia staje się coraz bardziej popularna, a dzięki temu bezpieczniejsza. Przez cały wyjazd ani razu nie miałyśmy żadnych powodów do niepokoju, nikt nas nie zaczepiał, nic nie wciskał, ani nic nam nie skradziono, choć na wielu forach czytałyśmy, żeby na to uważać. Po zmroku omijałyśmy jednak dworce czy nieoświetlone zaułki, aby nie kusić losu. O bezpieczeństwie tego regionu świadczy również fakt, że sami włosi przesiadują na ulicach z dziećmi do późnych godzin nocnych.

Mapa naszej trasy po Apulii:

 

Plan wyjazdu „Na włoskim obcasie, czyli zwiedzanie pięknej Apulii”

Dzień 1 – Bari

Jako punkt startowy naszej wycieczki wybrałyśmy Bari, dokąd dolecimy tanimi liniami lotniczymi – bilet Wizzairem z Katowic kosztował nas 270 zł w dwie strony. Sama podróż jest dość krótka, bo po około 2h jesteśmy już na lotnisku im. Karola Wojtyły w Bari, które jest oddalone około 12 km od centrum miasta.

Do Bari można się z łatwością dostać:

  • taksówką (postój taxi jest tuż przed lotniskiem, czas przejazdu ok. 15 min, cena ok. 20-25 €)
  • wypożyczonym samochodem (przedstawiciele wypożyczalni w hali przylotów, a parkingi po prawej stronie od budynku
  • autobusem miejskim nr 16 (jego przystanek znajdziesz ok. 50 m na lewo do wyjścia z hali przylotów, cena biletu: 1 €, kupisz go w księgarni w hali odlotów na piętrze, w kiosku lub u kierowcy – 1,5 €). Czas przejazdu ok. 40 min.
  • innymi autobusami kursującymi do śródmieścia, np. Shuttle Bus Tempesta (cena 4 € za 30 min. jazdy)
  • piechotą do stacji metra Europa (ok. 10 min), a stamtąd już metrem do centrum (czas: 12 min, cena biletu: 5 €) – nasz wybór, gdyż z racji późnej pory wolałyśmy dopłacić, ale szybciej dostać się na miejsce noclegu😊.

Noclegi można bez problemu zarezerwować przez booking.com, my wszystkie miałyśmy wybrane już przed wyjazdem, ale wybór jest na tyle duży, że można rezerwować nawet będąc na miejscu, co również sprawia, że plan wyjazdu jest bardziej elastyczny. My postawiłyśmy na jak najmniejszą liczbę komplikacji na miejscu, stąd miałyśmy już w plecaku wydrukowane wszystkie rezerwacje.

W porównaniu z miejscowościami, które miałyśmy przyjemność odwiedzić – Bari nie zachwyca. Chociaż ma swój urok. Dlatego lepszą opcją jest potraktować to miasto jako bazę wypadową, a więcej czasu przeznaczyć na mniejsze, urokliwe miasteczka.

 

Dzień 2 – Matera

 Obawiałyśmy się, czy uda nam się dojechać, zwiedzić i wrócić z Matery w jeden dzień, ale okazuje się, że nie było z tym żadnego problemu – do Matery dostałyśmy się pociągiem za 4,9 EUR (około 1 h jazdy).

Bilety na pociąg są do kupienia w kasie na dworcu (o ile jest otwarty – niedziela, sjesta) lub w automatach (o ile działają), czasami kupowałyśmy je również w tabakierach – kioskach. Ważne jest jednak, aby przed wejściem do pociągu skasować bilet, alternatywą jest wysoki mandat – nawet 200 EUR. Na dworcach można otrzymać wszelkie informacje i rozkłady jazdy a miła obsługa na pewno będzie bardzo pomocna.

Matera to wpisane na listę UNESCO miasto, które robi ogromne wrażenie, tym bardziej, że niemal się nie zmieniło od wieków. Nie leży ono już w Apulii, ale w sąsiedniej Bazylikacie. Położone jest tuż nad głębokim kanionem i było miejscem kręcenia wielu filmów m.in. Pasji Mela Gibsona. W ścianach wąwozu wykuto domostwa, które są ułożone warstwowo i w których jeszcze do niedawna (do około 1950 roku) mieszkali ludzie.

Matera pomimo swej wyjątkowości jest też powodem wstydu Włoch. Ludzie mieszkali często bez dostępu do wody czy prądu, w jednym pomieszczeniu wraz ze zwierzętami, bez odpowiedniej wentylacji, co powodowało liczne epidemie. Dopiero w 1952 roku wszedł w życie plan regulacyjny: siłą przesiedlono 15 000 mieszkańców, pozostawiając opustoszałe miasto. Przez niemal trzydzieści lat nikt się nie interesował opuszczonymi Sassi. W latach 80. budynki zaczęto oddawać w dzierżawę w zamian za ich odrestaurowanie, a rozwijająca się stopniowo turystyka sprawiła, że dziś Matera tętni życiem. Obecnie Sassi są adaptowane na hotele, kafejki, które przyciągają turystów swoim niepowtarzalnym klimatem.

 Zwiedzając dzielnicę Sassi spacerujemy po dachach domów położonych niżej. Warto zajrzeć również do kościołów w grotach, których jest aż 150. Obowiązkowym punktem jest taras widokowy (Belvedere Piazza Pascoli) z niezwykłą panoramą Matery.

Na to miejsce warto przeznaczyć jeden dzień, aby móc spokojnie przespacerować się klimatycznymi uliczkami i usiąść w jednej z wielu kawiarni. Okazało się, że wrześniowy termin był dobry nie tylko ze względu na mniejszą liczbę turystów (co odczułyśmy w każdym miejscu naszej wyprawy), ale i bardziej sprzyjające warunki pogodowe, co prawda niebo było zachmurzone, ale w lecie temperatury sięgają tu nawet 35 stopni, także zdecydowanie bardziej odpowiadała mi nasza opcja pogodowa😊

 

Dzień 3 – Polignano a Mare + Monopoli + Grotte di Castellana

Następny dzień przeznaczyłyśmy na miejscowości wypoczynkowe – Polignano a Mare i Monopoli.

Do pierwszego z nich dojeżdżamy pociągiem za 2,5 EUR. Urwiste skały i przyklejone do nich białe domy to przepis na niesamowity widok. Urzekło nas jego przepiękne położenie i widoki na imponujące klify – miasteczko zbudowane jest na jaskiniach morskich. Można tu także znaleźć jedną z najniezwyklejszych restauracji na świecie – w grocie nad samym morzem, romantyczną plażę i mnóstwo urokliwych uliczek. Punktem obowiązkowym jest most Ponte Lama Monachile, z którego rozciąga się niesamowity widok na wspomnianą plażę, która jest ukryta między skalistymi klifami. W sezonie można również skorzystać z wycieczek łodzią, aby podziwiać to miasto z nieco innej perspektywy.

Do Monopoli a Mare, miasteczka zbudowanego z białego wapienia i marmuru, docieramy pociągiem za 1,1 EUR. Nie wyróżnia się może ono spośród innych zwiedzanych przez nas miejsc, ale urokliwe uliczki i bliskość plaży sprawiają, że warto się tu zatrzymać. W informacji turystycznej, która znajduje się naprzeciwko dworca można uzyskać mapkę miasta oraz informacje o miejscach wartych zobaczenia i przystanku autobusowym do Grotte di Castellana, które było naszym następnym miejscem docelowym.

Nie obyło się jednak bez przygód – okazało się, że tabakiera, w której miałyśmy kupić bilet była zamknięta, nie obeszło nas to zbytnio, gdyż uznałyśmy, że bilet kupimy u kierowcy. Tym większa była nasza konsternacja, gdy zobaczyłyśmy na podjeżdżającym autobusie informację o braku możliwości zakupu biletu u kierowcy… Na szczęście nasze przestraszone miny, połączone z uśmiechem do pana kierowcy pozwoliły nam na bezpłatny przejazd i dotarłyśmy do kolejnej atrakcji.

Grotte di Castellana to trzykilometrowe podziemne jaskinie pełne stalaktytów i stalagmitów, które zrobiły na nas ogromne wrażenie. Kompleks jaskiń znajduje się przy wejściu do Doliny Itrii (Valle d’Itria), kilka kilometrów od takich wiosek, jak Alberobello, Polignano a Mare czy Cisternino. Do jaskini schodzi się ok 200 m w głąb ziemi (warto zabrać coś z długim rękawem), aby podziwiać kolejne sale, aż dojdzie się do ostatniej z nich – Białej Groty (Grotta Bianca). Nie bez powodu została ona okrzyknięta najpiękniejszą grotą świata.

Dwugodzinne zwiedzanie to koszt 16 EUR, a trasa godzinna kosztuje 12 EUR. Trasy i godziny zwiedzania można sprawdzić na tej stronie.

Na koniec czekał nas już tylko przejazd pociągiem do Alberobello. W pobliżu groty znajduje się przystanek kolejowy, nie ma jednak dworca, więc bilet trzeba kupić u konduktora. Nasz się nie zjawił zatem i ten przejazd był darmowy, choć przez całą drogę siedziałyśmy wytrwale z gotówką w ręce😊

 

Dzień 4 – Alberobello

Rozpoczęłyśmy dzień w jednym z najbardziej oryginalnych i rozpoznawalnych miasteczek Apulii, które jest również wpisane na listę UNESCO. Można tu zobaczyć tradycyjne trullo, czyli jednopoziomowe domy z kamienia z charakterystycznym stożkowatym, kamiennym dachem. To właśnie te charakterystyczne ściany, w połączeniu z małymi oknami i wysokim sufitem dawały ulgę przy wysokich temperaturach. Trafienie tutaj nie jest problemem, z racji dobrego oznakowania, my dodatkowo byłyśmy uzbrojone w google mapy – bezpłatny roaming danych w Orange to istna rewolucja w podróżowaniu😉

Najsłynniejsza uliczka z domkami trulli znajduje się w dzielnicy Rione Monti – to tutaj stoją trulli ozdobione malunkami, które z pewnością kojarzysz z różnych reklam i pocztówek. Znajdziesz tu również całą masę sklepików z pamiątkowymi gadżetami.

Warto pokręcić się trochę po okolicy i dotrzeć choć na jeden z dwóch tarasów widokowych: pierwszy mieści się przy Via Brigata Regina 28, drugi przy Piazza Giangirolamo 5. Następnie zobaczyć jedyne w okolicy trullo dwupoziomowe (wstęp 1,5 €) oraz kościół w formie trullo – La chiesa di Sant’Antonio.

Tego samego dnia zaplanowałyśmy przejazd do Ostuni i kolejny raz dowiedziałyśmy się czegoś nowego – nie wszystkie pociągi kursują w niedzielę, a dokładniej mówiąc prawie żaden. Warto zatem sprawdzić potencjalne połączenia przed wyjazdem, chociaż nawet wtedy nie ma 100% pewności, bo zdarzają się też autobusy, które po prostu nie przejeżdżają. Nasze na szczęście, choć nie raz spóźnione, zawsze zabierały nas do celu.

Z racji braku pociągu postawiłyśmy na transport autobusowy. Kupiłyśmy na stacji benzynowej! bilet do Locorotondo (1,1 EUR) a stamtąd kolejnym autobusem miałyśmy się dostać do Ostuni. Bilet na kolejny autobus trzeba było kupić już w Locorotondo. Bezskuteczne poszukiwania otwartej w niedzielę tabakiery nieco popsuły nam humory, ale na szczęście trafiłyśmy do informacji turystycznej, gdzie pomocna pani zadzwoniła, aby sprawdzić dla nas ceny taksówek do Ostuni, a po usłyszeniu ceny sama zaproponowała, że jej znajomy mógłby nas tam podwieźć za połowę tej kwoty… i jak tu nie kochać Włoch! 😊

Samo Locorotondo również zasługuje na uwagę, nie dość, że całe w bieli to jeszcze okrągłe. Miasto słynie nie tylko z architektury, ale i z produkcji musującego wina, jednak z racji dość napiętego planu postanowiłyśmy odpuścić sobie zwiedzanie tego miejsca.

Dzięki takiemu obrotowi spraw dotarłyśmy do Ostuni szybciej niż zakładałyśmy i już tego samego dnia wybrałyśmy się na rekonesans miasta i lokalnych restauracji😊

W tym białym mieście panuje niesamowity klimat, a spacerując wąskimi uliczkami, przy których znajdziemy mnóstwo kawiarni i restauracji, czujemy jakby czas się zatrzymał. W sezonie warto zajrzeć do lokalnej plantacji oliwek (np. Masseria Brancati), gdzie dowiemy się jak jest produkowana oliwa i spróbujemy różnych jej rodzajów – koszt godzinnego zwiedzania to ok. 10EUR, my niestety byłyśmy już w październiku, więc nie było sensu tam jechać.

 

Dzień 5 – Ostuni

Z samego rana udałyśmy się na ostatni spacer po mieście, a następnie z biletem kupionym w tabakierze, na przystanek autobusowy. Z każdą minutą po czasie odjazdu autobusu zaczynałyśmy się coraz bardziej zastanawiać, czy dotarłyśmy na właściwy przystanek, ale uspokoiłyśmy się, gdy pojawiali się kolejni pasażerowie równie skonsternowali opóźnieniem. Ostatecznie po 30` udało nam się opuścić Ostuni i wyruszyć w kierunku Otranto. Tutaj podróż była już nieco bardziej skomplikowana…

Z Ostuni dojechałyśmy pociągiem do Lecce (5,6 EUR), tam na tej samej stacji przesiadłyśmy się w pociąg do Maglie, a tam przesiadka już na bezpośredni pociąg do Otranto (3,5 EUR). Pomimo dwóch przesiadek nie było jednak opcji na zgubienie się, czy przegapienie pociągu, gdyż odjeżdżały one z tych samych dworców, na które dojeżdżałyśmy, a czas oczekiwania pomiędzy połączeniami nie był długi. Dzięki temu obiad mogłyśmy zjeść już w Otranto😊

W Otranto miałyśmy spędzić dwie noce, więc mogłyśmy spokojnie rozpakować bagaże, odpocząć i wyruszyć na pierwsze zwiedzanie miasta. A niewątpliwie jest co zwiedzać, bo Otranto to jedno z najpiękniejszych miasteczek regionu, ponadto zostało wpisane na listę najpiękniejszych miast Włoch. Zachwyciła nas jego bajkowa starówka, klimatyczne knajpki, zabytkowy kościół, czy widok na port. Ponadto Otranto ma dostęp do plaży, a w jego okolicy jest ich jeszcze więcej. Będąc tutaj dłużej warto wynająć skuter i odwiedzić okoliczne plaże.

 

Dzień 6 – Otranto

Ten dzień w 100% przeznaczyłyśmy na relaks, najpierw plażowanie z książką w ręku (plaża może nie była imponująca, ale piaszczysta, a nie kamienista, a woda  czyściutka), później spacer wąskimi uliczkami, a wieczorem kolacja obowiązkowo z typowym włoskim makaronem, owocami morza i lokalnym winem. Niczego więcej nam nie było do szczęścia potrzeba😊

 

Dzień 7 –  powrót do Bari + zwiedzanie

Po śniadaniu udałyśmy się na dworzec, na pociąg do Bari, za który zapłaciłyśmy 10,50 EUR, a na miejscu byłyśmy już około 14, więc miałyśmy sporo czasu na zwiedzanie Bari. Nie będziemy ukrywać, że samo miasto nas nie urzekło. Jest jednak świetną bazą wypadową – z racji licznych połączeń kolejowych i autobusowych można zwiedzić stamtąd sporą część Apulii. W Bari jest jeden duży dworzec, który należy do Trenitalia i trzy mniejsze, które należą do regionalnych linii:

  • Ferrovie Appulo-Lucane
  • Ferrovie del Nord Barese
  • Ferrovie del Sud Est .

Każdy oferuje inne połączenia, zatem warto zapoznać się z wpisem Primo Cappuccino dostępnym tutaj

Bari posiada również liczne atrakcje, które warto zobaczyć, jeśli mamy do dyspozycji choć jeden dzień:

  1. Stare miasto (Bari Vecchio) – pełne kościołów, kawiarni, ciasnych placyków i wąskich uliczek.
  2. Mury miejskie – odgraniczają Stare Miasto od morza, świetne miejsce na spacer.
  3. Bazylika św. Mikołaja (San Nicola) w Bari – masywna bazylika, podobna do wielu w regionie, np. w Trani; ponoć właśnie tutaj został pochowany św. Mikołaj, którego grób znajduje się w miejscu ołtarza.
  4. Katedra San Sabito – to drugi kościół, do którego należy się udać w Bari, gdyż jest jeszcze ciekawszy architektonicznie. Tak na zewnątrz, jak i wewnątrz podziwiamy wspaniałe ornamenty, figury i rozetę.
  5. Zamek Svevo (Castello Svevo) – jest to największy zabytek Bari i znajduje się na zachód od starego miasta; pochodzi z czasów normandzkich. Obecnie mieści się tutaj muzeum.
  6. Piazza Mercantile – plac z niezliczoną liczbą restauracji i pubów, który wieczorem tętni życiem, znajdziemy tu również informację turystyczną
  7. Corso Vittorio Emanuele i Corso CavourBari – ulice przy których znajdziemy najbardziej okazałe budynki secesyjne. Na Corso Emanuele znajduje się również znakomity przykład gotyku weneckiego – pałac Fizzeratti.
  8. Borgo Murattiamo – nowe centrum Bari, doskonałe na zakupy.
  9. Targ rybny na Molo San Nicola w Bari – można tu kupić świeże ryby i owoce morza.
  10. Spacer nadbrzeżem i plaże w Bari – samo Bari nie ma ciekawej plaży, ale w jego okolicach można znaleźć bardziej urokliwe miejsca do plażowania.

 

Dzień 8 – Trani, wylot z Bari

Z racji tego, że Bari udało nam się zwiedzić poprzedniego dnia postanowiłyśmy zabrać książkę i udać się do nastrojowego miasteczka, jakim niewątpliwie jest Trani (pociąg 3,2 EUR). Była to dobra decyzja, bo to miejsce okazało się być naprawdę urokliwe za sprawą portu i bliskości morza, a także zamku w romantycznej scenerii, czy imponującej romańskiej katedry. Nie mogłyśmy sobie odmówić przekąski na portowym murku i zamówienia ostatniej pizzy i wina podczas naszego wyjazdu. Było to niezwykle udane zakończenie rewelacyjnego wyjazdu😊

Gdybyśmy miały więcej czasu odwiedziłybyśmy jeszcze Castel del Monte (geometryczno-astronomiczne arcydzieło powstałe za czasów panowania Fryderyka II, które również znalazło się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO; jest to opcja raczej na podróż samochodem, bo trudno dostać się tam komunikacją publiczną), Półwysep Gargano – San Giovanni Rotondo, Monte Sant’Angelo, Vieste czy Wyspy Tremiti.

 

Co warto zjeść w Apulii?

Z lokalnych produktów najczęściej polecane to: patate riso e cozze, czyli połączenie ryżu z ziemniakami i omułkami, sgagliozze i popizze, smażone przekąski z mąki kukurydzianej i pszennej. Oprócz tego warto spróbować focaccię, panzerotti (smażone duże pierogi), calzone di cipolla (słone ciasto z cebulą) czy taralli (słone obwarzanki). Typowym apulijskim specjałem jest też orecchiette alle cime di rapa – słynny ręcznie wyrabiany makaron z liśćmi rzepy.

 

 

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Brak komentarzy

Dodaj komentarz