Ameryka Płd.

Peru, Boliwia, Chile – miesiąc w Ameryce Płd. cz.1.

9 stycznia 2016
Góralka Kanion Colca Peru

Odkąd sięgam pamięcią to właśnie Peru z Machu Picchu i Titicaca, Boliwia z Salar de Uyuni, pustynia Atacama w Chile, wysokie Andy i ogólnie cała Ameryka Południowa mnie fascynowały i znajdowały się na pierwszych miejscach moich wymarzonych planów wyjazdowych. Ta wycieczka to pod wieloma względami spełnienie moich marzeń. Po kilku wcześniejszych wyjazdach do Azji i Afryki nadszedł czas na nowy kontynent. Podobnie jak wcześniej tak i tym razem, w grę wchodził tylko wyjazd indywidualnie zorganizowany, tylko z plecakami, bez rezerwacji (oprócz biletów na MP). Z głową otwartą na nieznane oraz na spontaniczne zwroty akcji. Z maksymalną elastycznością, tylko we dwójkę.

Jest mega dużo do opowiedzenia, w końcu to był prawie miesiąc, więc postaram się być maksymalnie skrótowy, aby Was nie zamęczyć długością wpisu:) Lista atrakcji i tego co przeżyliśmy jest bardzo dłuuuga, m.in. jeździmy po wydmach pustyni, pływamy łodzią po oceanie obok lwów morskich, pelikanów i pingwinów, latamy awionetką nad tajemniczymi figurami geometrycznymi, obserwujemy szybujące majestatyczne kondory w najgłębszym kanionie świata oraz dymiące wulkany i lodowce 5- i 6-tysięczników, odwiedzamy pływające wyspy jeziora Titicaca, jeździmy jeepami po płaskowyżu i największym solnisku świata, odwiedzamy malownicze kolorowe laguny, w których żywią się flamingi, jeździmy rowerami po najsuchszej pustyni świata, a później zjeżdżamy rowerami „Drogą Śmierci” z 4700 na 1200 m n.p.m., maszerujemy dżunglą amazońską, a na koniec odkrywamy ruiny Imperium Inków z uwieńczeniem na słynnym, owianym tajemnicami Machu Picchu… Zwiedzamy miasta i górskie wioski, poznajemy życie historycznych Inków oraz ich dzisiejszych indiańskich potomków. Wszystko było albo takie jak miało być albo nawet lepsze, ładniejsze. Myślę, że każdy kto tu przyjedzie będzie zadowolony.

Peru, Boliwia i Chile to fascynujące kraje zarówno od strony bogatej historii, jak i piękna przyrody, wspaniałych cywilizacji, które przeminęły, pozostawiając intrygujące zabytki, a także codzienne życie mieszkańców tych krajów. Podczas naszego wyjazdu zobaczymy trzy podstawowe krainy geograficzne Andów: przejedziemy od pustynnego i upalnego wybrzeża Oceanu Spokojnego, przez wysokie andyjskie góry z ośnieżonymi szczytami oraz wysokogórski płaskowyż Altiplano (średnia wysokość 3750 m n.p.m.), po niziny i bujną dżunglę amazońską. Także wszystko to co dodaje najwięcej czaru wszystkim wyjazdom – różnorodność. Ameryka Południowa jest bardzo dużym kontynentem, a odległości pomiędzy miastami są nieporównywalnie większe, niż np. w Polsce. Powszechny język hiszpański, którego wcześniej kompletnie nie znaliśmy, również daje namiastkę egzotyczności tego miejsca. Boliwia choć jest jednym z najbiedniejszych krajów na kontynencie ma niesamowicie wiele do zaoferowania dla podróżnych. Klimat dotrzymuje kroku atrakcjom: znajdziemy tu jedne z najsuchszych, najbardziej wietrznych, najwilgotniejszych i najzimniejszych miejsc na świecie. Niesamowite bogactwo kulturowe.

Z racji ogromu informacji i wrażeń całość podzieliłem na 3 części – dwie części opisujące nasze przygody i jedną z zebranymi poradami praktycznymi.

 

Trasa wycieczki „Peru, Boliwia, Chile – miesiąc w Ameryce Płd.”

 

Plan wycieczki „Peru, Boliwia, Chile – miesiąc w Ameryce Płd.”

11.09 Lot Praga – Lima

W skrócie: lot przez Paryż, koszt ok. 3 tys. zł w dwie strony, wylot o 9:55, na miejscu o 19:05 czasu lokalnego, czas lotu ok. 11,5 godz., wcześniej nocny autobus PolskimBusem Wrocław – Praga w godz. 0:40-4:50, koszt 45 zł w jedną stronę, autobus bezpośredni z dworca Florenc na lotnisko V.Havel AirPort 65 CZK, czas ok. 45 min (inna opcja to komunikacja miejska – tak wracaliśmy na dworzec z lotniska na koniec wycieczki)

Po wylądowaniu i kontroli paszportowej udajemy się do stanowiska taxówek (wybieramy oficjalne Taxi Green) i z parą poznanych Polaków jedziemy do dzielnicy backpackerów Miraflores (koszt 50-70 soli w zależności od liczby osób, taniej do Plaza de Armas). Szybko znajdujemy nocleg w tanim hostelu, a później spacerujemy do późna po Miraflores.

 

12.09 Zwiedzanie Limy – stolicy Peru i przejazd do Paracas

Zwiedzanie ponad 8-milionowej stolicy Peru, jednej z największych metropolii w obu Amerykach (leżącej w oazie pustyni, 12° na południe od równika), zaczynamy wcześnie rano od wybrzeża Pacyfiku i dzielnicy Miraflores. Ładna panorama z wysokiego klifu, Parque del Amor, dużo zieleni, widok na drogę Panamericana ciągnącą się niemal nieprzerwanie z Alaski po Ziemię Ognistą oraz brzeg Oceanu Spokojnego i łapiących fale surferów. Następnie niedrogą taxówką jedziemy na główny plac w historycznym centrum stolicy – Plaza de Armas z fontanną z brązu otoczoną palmami, przy którym znajdują się katedra z grobem hiszpańskiego konkwistadora Francisco Pizarro (założył miasto w 1535 r.), Pałac Arcybiskupa, charakterystyczne żółte budynki oraz barokowy Pałac Gubernatora. Piękna kolonialna architektura wpisana na listę UNESCO. Spacerujemy obok wielu zabytkowych kamienic i kościołów, w tym Klasztor San Francisco z katakumbami. Warto wejść do niektórych i zobaczyć jak bardzo różnią się od naszych kościołów. Następnie udajemy się do Parku Muralla, gdzie można zobaczyć dawne mury miasta.

Już tutaj widoczne są kontrasty, charakterystyczne dla krajów Trzeciego Świata. Obok ruin prekolumbijskich kultur występują nowoczesne dzielnice miast, na ulicach obok ludzi biznesu można zobaczyć tych w tradycyjnym góralskim kolorowym stroju.

W Limie spędzamy tylko pół dnia. Raz, że tyle wystarczy, aby zobaczyć najciekawsze atrakcje i choć trochę poczuć jak tu gwarno, kolorowo i tłoczno, a dwa, to o tej porze roku jest tu mgliście. Podobnie jak większość turystów zwiedzamy najciekawszą część Peru na południe od Limy. Na północy warte odwiedzenia jest wybrzeże, Huarez, góry Cordillera Blanca i dżungla w Iquitos.

O godz. 14:00 jedziemy najpóźniejszym autobusem linii Cruz del Sur do Paracas (55 soli). Klimatyczna mała miejscowość, piękny zachód słońca z różowo-fioletowym niebem oraz pyszna kolacja – ryż z owocami morza i warzywami. Po dotarciu na miejsce kupujemy wycieczki na dwa najbliższe dni, noclegi i bilety autobusowe.

 

 

13.09 Islas Ballestas, oaza Huacachina i przejazd do Nazca

Wcześnie rano udajemy się na wycieczkę łodzią na wyspy Islas Ballestas (koszt 35 soli + 10 soli wstęp do Parku Narodowego), archipelagu nazywanego peruwiańskimi Galapagos lub „Galapagos dla ubogich”:). W połowie drogi podziwiamy wyryty w piaskowej skale na wyspie tajemniczy kandelabr pozostawiony przez dawne cywilizacje (figura świecznika na wzór tych z Nazca, 128 m wysokości!). Na wyspach czeka na nas egzotyczna fauna oceanu: tysiące ptaków morskich (pelikany, kormorany, albatrosy), lwy morskie, foki i pingwiny na tle dzikich skał. Pływamy tutaj ok. 40 minut podziwiając mnóstwo dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisku.

Następnie już o 11:15 mamy autobus do Ica (20 soli), skąd rzut beretem na rozległą i suchą pustynię oraz oazę Huacachina. Spacerujemy i jemy tu tradycyjny obiad, warto też spróbować lodów – lód + sok owocowy. Tutaj zaczyna się nasza kolejna wycieczka, tj. rajd pustynnymi buggies + sandbording, czyli szalona jazda samochodami terenowymi wyglądającymi jak księżycowe pojazdy z nadwoziem w kształcie rusztowania oraz zjazdy na deskach z wydm („suchy surfing”). Naprawdę fajne doświadczenie. Koszt 50 soli + 3,8 soli za wstęp na pustynię (?).

Jeszcze tego samego dnia, wieczorem jedziemy autobusem do Nazca (35 soli).

 

 

14.09 Nazca – lot awionetką

Nazca słynie ze starożytnych naziemnych rysunków, tajemniczych linii, które oglądane z góry przypominają kształtem zwierzęta, rośliny lub figury geometryczne (lista UNESCO). Są doskonale zachowane, więc trudno uwierzyć, że Indianie zaczęli je żłobić w kamienistej powierzchni pustyni w pierwszym tysiącleciu n.e. Do dziś ich funkcja i znaczenia pozostaje zagadką, nie powstała jedna, spójna teoria naukowa tłumacząca to niesamowite dzieło starych kultur ludu Nazca. Setki wzorów o rozmiarach kilkudziesięciu metrów (np. pająk z 40 m odnóżami) rozciąga się na ogromnym pustynnym obszarze 50 km długości na 14 km szerokości, dlatego widoczne są w całej okazałości tylko z lotu ptaka. Z bliska wyglądają po prostu jak głębokie rowy, więc kupujemy lot małą awionetką. Sam lot jest niezapomnianą atrakcją, zwłaszcza jak okazało się, że trafiła nam się 4-osobowa cesna, w tym dwóch pilotów. Koszt ok. 80 USD + 25 soli za półgodzinny lot, więc niemało, ale zdecydowanie warto. Jeśli budżet nie pozwala to obowiązkowo trzeba się udać przynajmniej do wieży widokowej „Mirador”, skąd można zaobserwować figury „ręka” i „drzewo”, aby mieć chociaż namiastkę tej imponującej atrakcji turystycznej…

Mając tutaj więcej czasu można odwiedzić preinkaskie cmentarzysko Chauchilla (stare grobowce i zmumifikowane szczątki z czasów ludów Nazca) oraz zaginione miasto stworzone przez lud Nazca. My wybieramy relax:)

O godz. 22:00 mamy nocny, 8-godzinny autobus do Arequipy (86 soli cama).

 

 

15.09 Zwiedzanie Arequipy

Rano na dworcu w małym sklepiku kupujemy wycieczki na dwa kolejne dni: do kanionu Colca (koszt 65 soli + 70 soli za wstęp do PN) i wyspy Uros+Taquile na jeziorze Titicaca (koszt 65 soli) oraz noclegi, następnie udajemy się taxówką do hostelu (8 soli). Bierzemy prysznic, zostawiamy plecaki i idziemy zwiedzać miasto na co mamy praktycznie cały dzień. Arequipa jest nazywana „Białym Miastem”, gdyż wiele budynków – zwłaszcza starego miasta wpisanego na listę UNESCO, jest tu zbudowane z białego tufu wulkanicznego. To drugie co do wielkości miasto Peru, leżące w Andach na wysokości 2325 m n.p.m., więc zaczynamy tu naszą aklimatyzację popijając herbatę z liści koki. Jest świetnym punktem wypadowym do kanionu Colca, a także wielu atrakcji regionu: wspinaczki górskie na otaczające miasto wulkany z ośnieżonymi szczytami (m.in. El Misti 5822 m n.p.m. czy Chachani 6075 m n.p.m.), rafting czy downhill.

Zwiedzanie miasta zaczynamy jak zwykle od głównego placu, czyli Plaza de Armas z piękną katedrą (świetny widok z wulkanem w tle!), moim zdaniem najładniejszego w Peru. Przychodzimy tu też później nocą. Następnie spacerując uliczkami podziwiamy kolonialną architekturę, w tym wiele budowli sakralnych (m.in. klasztor św. Katarzyny, warto wejść do środka tego ogromnego kompleksu – jego wnętrza zostały udostępnione dla zwiedzania po 400 latach zamknięcia, koszt 30 soli, kościół jezuicki). Później łapiemy taxówkę i jedziemy na punkt widokowy Yanahuara, skąd pięknie widać miasto i górujący nad nim wulkan El Misti (inny punkt widokowy Carmen Alto znajduje się dalej od miasta). Miasto wywarło na nas duże wrażenie, jest bardzo specyficzne. Jemy tutaj też jeden z lokalnych przysmaków Peru, ceviche, czyli surową rybę z sokiem z limonki – muszę przyznać, ze ma dość dziwny smak:)

Idziemy spać w miarę szybko, bo następnego dnia nasza wycieczka zaczyna się o 3:00 rano… Dlaczego wycieczka zaczyna się tak wcześnie? Trzeba dotrzeć na odpowiednią godzinę do punktu widokowego (ok. 160 km z Arequipy), gdzie można obserwować latające kondory, bo właśnie wtedy panują idealne warunki pogodowe (wznoszące prądy powietrzne) i szansa na ich zobaczenia jest największa.

 

 

16.09 Kanion Colca

Kanion Colca jest uznawany za najgłębszy na Ziemi (2x głębszy od Wielkiego Kanionu Kolorado w USA). Wcina się w Andy na długości 120 km, a jego ściany z prawej strony wznoszą się aż na 4200 m nad poziom rzeki. Okoliczne, wiecznie ośnieżone szczyty mają wysokość ponad 6 tys. m n.p.m. Dojeżdża się tu przez Rezerwat Narodowy Salinas i Aguada Blanca, założony w celu ochrony dzikich wikuni – najszlachetniejszego gatunku wielbłądowatych. Ciągle się wznosząc na przełęczy osiągamy wysokość 4910 m n.p.m. (rozrzedzone powietrze i chłód daje się we znaki, zatrzymujemy się tu w drodze powrotnej, czujemy lekkie objawy choroby wysokościowej – głównie ból głowy, trudności z oddychaniem, szybkie zmęczenie organizmu po przejściu nawet kilku metrów). Po drodze podziwiamy dzikie krajobrazy, wulkany (w tym czynne i dymiące!), małe wioski (jedną odwiedzamy) oraz stada wielbłądowatych lam, alpak i dzikich wikunii. Krętym zjazdem docieramy do Chivay (3700 m n.p.m.) na obiad i krótkie zwiedzanie centrum. W drodze do głównego celu wycieczki, zatrzymujemy się jeszcze w kilku miejscach widokowych, z których widać ogrom kanionu oraz widowiskowo wyglądające tarasy uprawne pokrywające góry, powstałe jeszcze za czasów panowania Inków. Miłym zaskoczeniem było dla mnie występowanie tutaj setki przeróżnych kaktusów porastających zbocza gór. Jednak punktem kulminacyjnym wycieczki był Cruz del Condor („Krzyż Kondora”) – miejsce, gdzie można obserwować żerujące kondory, największe latające ptaki świata. Widoki zapierają dech w piersiach, w tle ośnieżonych szczytów szybuje kilka kondorów. Robią pętle nad doliną, jakby na zawołanie:) Ptaki są majestatyczne, oglądanie ich to świetne doświadczenie, w końcu to władcy gór i symbol Andów. W drodze powrotnej oglądamy jeszcze kilka interesujących miejsc, m.in. stadko alpak, a dla relaksu można odpocząć w basenie termalnym. Oczywiście w trakcie całej wycieczki, jak i wszystkich innych, słyszymy mnóstwo ciekawych historii, poznajemy lokalne jedzenie, kulturę i tradycje. Wszystko jest naprawdę dobrze zorganizowane. Po powrocie i relaksie w mieście udajemy się na nocny autobus do Puno z przewoźnikiem Julsa (40 soli cama).

Osobom, które dysponują większą ilością czasu polecam (planowaną przez nas pierwotnie) 2-dniową wycieczkę z trekkingiem i noclegiem w dolinie kanionu.

 

 

17.09 Puno – wycieczka na wyspy jeziora Titicaca

Nad ranem docieramy do Puno, miasta leżącego nad brzegiem owianego legendami Inków jeziora Titicaca. To będzie dzień relaksu nad największym wysokogórskim (190 km długości i 80 km szerokości, max głębokość 281 m) i najwyżej położonym jeziorem żeglownym na świecie (3812 m n.p.m.!) . Tutaj kontynuujemy aklimatyzację, ciężko chodzi się po schodach, co chwilę zadyszka:) Wszystko zorganizowaliśmy jeszcze w Arequipie – odbiór z dworca autobusowego do hotelu, gdzie bierzemy prysznic, a następnie wycieczkę po jeziorze Titicaca (koszt 65 soli). Po wypłynięciu z portu kierujemy się na pływające, trzcinowe wyspy Uros, które są zbudowane z trzciny totora, gęsto obrastającej brzegi jeziora. Pomimo widocznej komercji, grzech tego nie zobaczyć:) Odwiedzamy jedną z wysp i jej słomiane domki, słuchamy historii zamieszkujących wyspy Indian (plemiona Ajmara i Keczua), poznajemy ich niektóre zwyczaje i tradycje. Następnie udajemy się na 2-godzinną podróż łodzią na wyspę Taquile, poza zatokę, gdzie można obserwować ogrom jeziora w całej okazałości (w tle na horyzoncie wysokie góry). Tutaj do dzisiaj pielęgnuje się dawne tradycje, w tym stroje (np. mają czapki w różnych kolorach, które mówią o ich stanie cywilnym). Nieduża wyspa otoczona tarasami uprawnymi z pięknymi panoramami na Titicaca. Widoki są niesamowite, świeci słońce, ale jednocześnie ze względu na wysokość jest chłodnawo, a niebieskość jeziora i nieba zachwyca. Jemy tutaj tradycyjnie przyrządzonego pstrąga (trucha). W tle widoczne są ośnieżone góry Kordyliery Królewskiej (Cordillera Real), dzięki którym Boliwia nazywana jest przez niektórych dachem Ameryki Południowej. . Po powrocie wieczorem spacerujemy po centrum Puno w okolicy głównego placu.

Jak czas pozwala można udać się na wycieczkę do Sillustani, gdzie znajdują się monumentalne bazaltowe „kominy” – wieże grobowców. Do rozważenia jest również 2-dniowa wycieczka po jeziorze Titicaca, z noclegiem na Taquile lub Amantani, gdyż z racji dużej odległości do większych ludzkich osad tutejsze gwieździste niebo robi wrażenie nawet na najbardziej wybrednych turystach.

Od tego dnia przez następny ponad tydzień będziemy poruszali się po Altiplano, płaskowyżu śródgórskim w Andach w Peru, Boliwii i Chile. Znajduje się on na wysokości średnio między 3300–3800 m n.p.m. Z tego też względu wieczory są tu chłodne, a nocą temperatury spadają nawet poniżej 0 st. C. Niestety nie ma nocnych autobusów do Boliwii ze względu na to, że granica peruwiańsko-boliwijska jest zamykana wieczorem (ok. godz. 18).

 

 

18.09 Długa trasa do Uyuni przez Copacabana i La Paz

Ze względu na referendum narodowe w Boliwii 20 września musieliśmy zmienić nasze początkowe plany, bowiem w tym dniu ani transport ani wycieczki nie były dostępne. Dowiedzieliśmy się jednak, że jeśli zaczniemy 3-dniową wycieczkę w Uyuni to uda się „ominąć prawo”:) postanowiliśmy zaryzykować.

Kupujemy bilet Puno-La Paz z przesiadką w Copacabanie (40 Bs + 2 Bs za prom w Tiquina), boliwijskim kurorcie ładnie położonym nad jeziorem Titicaca ze wspaniałą katedrą – Sanktuarium Maryjnym, będącą głównym celem pielgrzymek w Boliwii (taka boliwijska Częstochowa). Po drodze przekraczamy granicę peruwiańsko-boliwijskiej w Kasani, bez żadnych problemów. Początkowo mieliśmy zostać w Copacabanie cały dzień i wybrać się na półdniową wycieczkę na Isla del Sol („Wyspę Słońca”, gdzie zgodnie z inkaskimi wierzeniami powstało słońce, święte miejsce dla Indian – miejsce narodzin bóstw, można się tu wybrać samemu – wykupić rano łódź i przejść z północy na południe wyspy) oraz wspiąć się na wzgórze Calvario. Niestety plany się zmieniły, poza tym oglądając zdjęcia w Internecie uznaliśmy, że widoki byłyby tu zbliżone do tych z Taquile. Przerwa między autobusami pozwala nam na krótkie zwiedzanie miasta oraz wizytę w sanktuarium. Następnie malowniczą trasą udajemy się do La Paz, nieoficjalnej stolicy Boliwii. Po niecałej godzinie drogi docieramy do przeprawy promowej w Tiquina, musimy wysiąść z autobusu przewożonego osobną łodzią i kupić bilet na motorówkę na drugi brzeg (2 Bs). Kolejne 3 godziny później docieramy na przedmieścia La Paz, do El Alto. Widać tu ogromne ubóstwo. Chwilę później ukazuje nam się położone w wysokogórskiej kotlinie La Paz, na wysokości od 3200 do 4050 m n.p.m. Jest to najwyżej położona stolica świata. Widok jest niesamowity! Zbocza gór są gęsto pokryte domami, w oddali widać szczyty Chacaltaya i imponujący ośnieżony wierzchołek Illimani. Do tego jeszcze zachód słońca – niezapomniany widok:) Od razu udaliśmy się do biura podróży i zakupiliśmy najpopularniejszą 3-dniową wycieczkę na Salar de Uyuni (koszt 700-750 Bs z hiszpańskim przewodnikiem, z angielskim drożej + 30 Bs za wstęp na Isla Pescado/Incahuasi + 150 Bs za wstęp do PN Reserva Eduardo Avaroa + 50 Bs opcjonalnie transfer do San Pedro de Atacama w Chile na koniec wycieczki, uwaga! koniecznie Landrover 4×4 i max 6 osób w aucie). Nie jest ona tania, ale zdecydowanie warto! Cześć biur powiedziała, że nie ma możliwości, bo jest referendum, ale w końcu znaleźliśmy takie, z którym się dało:) Bierzemy zatem  taxówkę na dworzec, gdzie kupujemy bilet na nocny autobus do Uyuni (170 Bs cama).

 

 

Kolejne części wpisu:

Peru, Boliwia, Chile – miesiąc w Ameryce Płd. cz.2.

Peru, Boliwia, Chile – miesiąc w Ameryce Płd. cz.3.

Peru, Boliwia, Chile – Informacje praktyczne

Fotorelacja z całej wyprawy (ponad 900 zdjęć!)

 

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Brak komentarzy

Dodaj komentarz