Azja

Sri Lanka i Malediwy – Raj na Ziemi cz.2.

13 marca 2017
Drewniane bungalowy Malediwy

Po zwiedzeniu zabytków oraz wyżynnej części Sri Lanki z jej zielonymi plantacjami herbaty ruszamy w wybrzeża – czas na relaks.

29.01 Tangalle i żółwie morskie w Rekawa

Rano wyruszamy autobusem do Tangalle (odjeżdżają z dworca w Tissa co 20 min w kierunku Matara, 110 Rs). To jedna z trzech najpopularniejszych plaż ciągnących się kilometrami na południowym wybrzeżu (obok Mirissy i Unawatuny), najmniej skomercjalizowana z nich. Miasteczko jest niewielkie, ma malowniczy port, a udając się na długie spacery wzdłuż plaży można poczuć się trochę jak w raju. Drewniane łodzie pod palmami kokosowymi, piękne fale i zatoczki, zachód słońca… Bardzo malownicze miejsce!

Późnym wieczorem odwiedzamy tuk-tukiem plażę Rekawa, która jest miejscem składania jaj żółwi morskich. Nie nastawiałem się na jakąś mega atrakcję, ale byłem pozytywnie zaskoczony. Widzieliśmy 2 ogromne żółwie, które najpierw się okopywały, a później powoli odpychając się kończynami przypominającymi wiosła przemieszczały się przez plażę do oceanu oraz jednego, który składał jaja (100 wielkości piłeczek ping-pongowych, później je zakopał i również odpłynął), a także sporo posłuchaliśmy jak żyją. Cały spektakl oglądaliśmy pod niesamowicie gwieździstym niebem. Dojechaliśmy tam tuk-tukiem (1500 Rs w dwie strony) po 20:30, bo w nocy wychodzą na plażę. Na koniec dnia czekał nas jeszcze nocleg w domku tuż nad plażą, z naszego pokoju słyszeliśmy szum fal.

 

 

30-31.01 Mirissa – oglądanie wielorybów, snorkeling i surfing

Jedna z najbardziej urokliwych plaż Cejlonu znajduje się w miejscowości Mirissa. To nasz kolejny przystanek. Docieramy tu po śniadaniu autobusem za 100 Rs. Ten dzień spędzamy na plażowaniu (koniecznie trzeba używać kremu z wysokim filtrem!) i snorkelingu obok skały na wschodnim końcu plaży (niestety ze względu na fale pływanie z rurką nie było zbyt komfortowe, było trochę rybek, ale nie za dużo, za to trafiłem też na żółwia morskiego!). Ze względu na duże fale postanowiłem spróbować surfingu i wykupiłem godzinną lekcję (2500 Rs, samo wypożyczenie deski na godzinę 400 Rs). Gość opowiedział jak się ustawiać, wstawać, balansować, kiedy wiosłować. Na fali dostajemy naprawdę niezłego przyspieszenia, ale później trzeba się sporo nawiosłować rękami… (najpierw na początku przyspieszając na fali, a później wracając do punktu wyjścia czekając na kolejną:)) Ciekawe doświadczenie, coś nowego:) Wieczór spędzamy w jednej z knajp zlokalizowanych przy samej plaży popijając Liona i jedząc owoce morza.

Kolejnego dnia czeka nas główna atrakcja Mirissy – wycieczka morska na oglądanie delfinów i wielorybów. Od grudnia do kwietnia u południowego wybrzeża Sri Lanki można zaobserwować walenie: płetwala błękitnego, kaszalota oraz delfina długoszczękiego. O wschodzie słońca wyruszamy z portu w rejs po Oceanie Indyjskim. Wypływamy dosyć daleko od brzegu i nagle w oddali widzimy wystrzał powietrza, fontannę wody – to płetwal błękitny, największy ssak na Ziemi! Z daleka obserwujemy ogon, co oznacza, że wieloryb zanurkował w poszukiwaniu jedzenia, pod wodą spędza około 10 min. Podpływamy bliżej, obserwujemy kolejne, jak pływają, wydychają powietrze przy wynurzaniu, pokazują małą płetwę, a potem nurkują. Widzieliśmy je naprawdę z bliska, są ogromne! Największy jaki widzieliśmy miał ok. 22-25 m! Świetny spektakl. Rejs kosztuje od 1500 do 2500 Rs za dużą łódź (60-100 osób) lub nawet 4500 Rs za mniejszą. Rozstrzał cenowy spory więc warto popytać w kilku miejscach (my kupiliśmy za 1500 Rs w naszym guesthouse).

Kolejnego dnia rano udajemy się na snorkeling, ale tym razem łodzią na ciekawszą rafę (1500 Rs). Byliśmy w dwóch miejscach, widzieliśmy żółwie morskie, langusty oraz dużo kolorowych rybek. Fragment filmu nakręconego podczas pływania z rurką znajduje się tutaj. Dla osób, które mają uprawnienia OWD jest też opcja nurkowania. Po południu łapiemy autobus do Unawatuna za 75 Rs.

 

 

1-2.02 Unawatuna

Unawatuna to kolejna miejscowość ze znaną plażą, niestety i w tym wypadku mocno skomercjalizowaną (restauracje zajmują jej sporą część). Jest tu duże zaplecze noclegowe, sporo restauracji. Popołudnie spędzamy na powolnych spacerach/szwędaniu się. Oczywiście próbujemy lokalnego jedzenia, a zachód słońca spędzamy na plaży. Tu podobnie jak w Mirissie również spędzamy dwie noce.

Drugiego dnia rano wypożyczamy skuter (1000 Rs za cały dzień + ok. 200-300 Rs za paliwo, uwaga ruch lewostronny, ale szybko można się przyzwyczaić:)) i odwiedzamy maleńkie, dzikie plaże. Te muszę przyznać podobały mi się zdecydowanie bardziej. Między miejscowościami Unawatuna a Weligama, można znaleźć rajskie plaże, najbardziej polecam te w okolicy Midigama, Ahangama czy Talpe. Dodatkowo na zachód od Weligama można zobaczyć jedną z charakterystycznych „wizytówek” wyspy – rybaków łowiących na drewnianych palach wbitych w dno oceanu (niestety obecnie rybacy zarabiają więcej na pozowaniu do zdjęć dla turystów niż z połowów). Po południu wybraliśmy się w stronę miejscowości Hikkaduwa. W samym miasteczku bardzo dużo turystów, mnóstwo sklepów, ale za to przed szeroka i długa plaża. Odwiedziliśmy też kolonialne miasteczko Galle (lista UNESCO). Choć miasto jest duże i mało interesujące to fort warto odwiedzić. Średniowieczna architektura miasteczka zaskakuje. Holendrzy pozostawili po sobie mury obronne, kilka zabytkowych budynków oraz niepowtarzalny klimat starej kolonii.

Mając więcej czasu warto rozważyć wycieczkę do lasu deszczowego Sinharaja (rezerwat biosfery UNESCO). To jedyna dżungla na Sri Lance, w której zachowała się pierwotna roślinność. Od osób, które były słyszeliśmy, że widziały wiele małych zwierząt (gady, płazy) oraz pięknych roślin, ale przestrzegały przed pijawkami.

 

 

3.02 Colombo

Rano udajemy się autobusem z Unawatuny do Galle (20 Rs), skąd pociągiem dostajemy się do Colombo (2,5 godz., 180 Rs za 2. klasę), administracyjnej stolicy Sri Lanki i największej aglomeracji kraju. To tętniące życiem miasto, w którym wygoda współczesnego życia miesza się z ruinami kolonialnych budynków. Na nas nie zrobiło dobrego wrażenia. Odwiedziliśmy m.in. promenadę Galle Face Green, zielony park Viharamahadevi z neoklasycystycznym budynkiem ratusza, jezioro Beira, buddyjskie świątynie Seema Malaka i Gangaramaya z licznymi posągami bogów (w mieście można też spotkać świątynie hinduistyczne, meczety i kościoły), a na koniec dzielnicę Pettah z jej ruchliwymi ulicami handlowymi. Duże odległości między atrakcjami lepiej pokonywać tuk-tukiem. Z dworca autobusowego Pettah Private jedziemy na lotnisko (120 Rs).

Wieczorem mamy lot do Male, stolicy Malediwów.

 

 

4-6.02 Malediwy

Malediwy są położone na Oceanie Indyjskim. Archipelag składa się z ok. 1200 koralowych wysepek, rozciągniętych na ponad 800 km w pionie, z których tylko ok. 300 jest zamieszkanych. Tworzą one na kształt obręczy 26 atoli, czyli małych wysepek otaczających szczyty podmorskich wulkanów. Jest to naprawdę wyjątkowe miejsce. Nie tylko ze względu na jedne z najpiękniejszych plaż na świecie z palmami i niesamowicie turkusową wodą oraz fauną i florą morską. Jest to też niezwykle interesujące miejsce. No bo jak zorganizować transport, użyteczność publiczną (woda, prąd, szkoły, śmieci, szpitale), skoro kraj jest zlokalizowany na oddalonych od siebie setkach małych wysp? Co więcej to kraj muzułmański. Obowiązuje zakaz spożywania alkoholu, odpowiedniego okrycia ciała oraz „plaże bikini” (wydzielone odcinki wybrzeża, gdzie można kąpać się w strojach kąpielowych). Zasady te nie obowiązują na prywatnych wyspach-resortach.

Malediwy nie są budżetowym kierunkiem. Ceny noclegów w bungalowach (drewnianych domkach na wodzie) na prywatnych wyspach, które widnieją na folderach reklamowych mogą przyprawić o ból głowy. Na szczęście od 2009 roku obywatele mogą przyjmować turystów na tzw. wyspach lokalnych w prywatnych pensjonatach dla turystów. W związku z tym nie mogliśmy się powstrzymać i mimo bardzo drogich cen kupiliśmy bilety powrotne z Colombo do Male (ok. 120 USD w jedną stronę liniami Emirates!). Byliśmy w końcu 1,5 godziny od miejsca uznawanego za raj na ziemi:)

Lotnisko Male znajduje się na osobnej wyspie Hulhule. Tuż po wyjściu z terminala widać już rząd motorowych łodzi (na 20-40 osób) czekających, jak taksówki, na gości swojego hotelu. My nie mieliśmy nic zarezerwowanego (a za prywatny transport chcieli 150 USD! – opcja tylko dla dużych grup), no i było późno, więc pierwszy nocleg postanowiliśmy spędzić na pobliskiej wyspie Male. Dostaliśmy się tam publicznym promem za 1 USD. Male to stolica Malediwów, jedyna gęsto zaludniona i zabudowana wyspa, jedyna z ruchem ulicznym. Rano mieliśmy zarezerwowane miejsce motorówką speedboat na wyspę Maafushi (warto zapytać w porcie przy przystani promów). Rejs trwa ok. 30 min. Po negocjacjach zapłaciliśmy po 25 USD. Na miejscu okazało się, że transport łodzią na lotnisko kosztuje 10-15 USD, więc od razu zamówiliśmy transfer na lotnisko przez biuro Maafushi Tours (mają 4 kursy powrotne dziennie). Jeśli mamy więcej czasu to jest jeszcze tańsza opcja: prom za 1 USD na Male i następny z przeciwległego końca wyspy z terminala Villingili za 3 USD do Maafushi, płyną jednak długo i tylko 2 razy dziennie (i to nie codziennie – rozkład promów). Transferów na inne wyspy trzeba szukać na forach, próbować kontaktować się z guesthouse z prośbą o pomoc lub poszukać na atolltransfer.com.

Przed podróżą na Malediwy czeka nas wybór docelowej wyspy. Możliwości jest wiele. My wybraliśmy Maafushi, a rozważaliśmy jeszcze Huraa, Omadhoo i Fulidhoo. Jest to najbardziej „rozwinięta” turystycznie wyspa. Ma to swoje plusy (zaplecze) i minusy (więcej turystów). Znajduje się tu kilka miejsc noclegowych, knajp oraz mini agencji oferujących wycieczki wodne, głównie nurkowanie. Jeśli chodzi o atrakcje to do wyboru mamy kilka opcji:

  • wycieczki do resortów z bungalowami na wodzie, koszt ze wstępem i transportem od 90 USD w górę (z lunchem i drinkami drożej) – można spróbować luksusu, my się nie zdecydowaliśmy, co ciekawe osoby przebywające na wakacjach w tych rajskich ośrodkach pływają na wycieczki na wyspy lokalne…
  • nurkowanie (35-40 USD, jak więcej nurków wtedy jednostkowo taniej i większa szansa na zobaczenie rekinów) – podczas nurkowania udało mi się spełnić moje marzenia. Pierwszy nurek był bowiem w tzw. „shark point”, miejscu z silnym prądem, gdzie można zobaczyć rekiny! Nurkowałem tylko ja, przewodnik i Japonka (mieli szpikulce „w razie potrzeby”). Podczas zejścia widziałem kilka rekinów w odległości kilku metrów! (oczywiście nie ludojady, a spokojne ryby:) jednak uczucie zobaczenia ich na otwartych wodach – bezcenne:)), żółwia, dosłownie miliony rybek i piękne kolorowe niemal nietknięte rafy koralowe. Za drugim razem nurkowaliśmy na wraku, również świetne wrażenia, w tym kilka dużych ławic ryb. Podwodnym świat Malediwów zrobił na mnie ogromne wrażenie, nurkowałem już bowiem w kilku miejscach – to jak na razie nr 1! Co więcej po nurkowaniu koło naszej łodzi przepłynęło kilkadziesiąt delfinów:)
  • snorkeling i sand bank (25 USD) – co prawda można wybrać się na samo pływanie z rurką, jednak warto zdecydować się na pakiet: 3 snorkelingi na różnych rafach, sand bank (czyli mała, bezludna wysepka, sam piasek) z lunchem, szansa na zobaczenie delfinów i żółwi morskich. Podczas snorkelingu mieliśmy dużo szczęścia, bo oprócz niezliczonej liczby rybek widzieliśmy manty, rekina, żółwia i płaszczkę! Punkt obowiązkowy!
  • dzienne i nocne wędkowanie z łodzi 25 USD – zdecydowaliśmy się na nocny rejs, piękny zachód słońca i doświadczenie łowienia ryb na linkę, udało nam się złowić kilka egzotycznych okazów, które później ugrillowali nam na późną kolację:)
  • island hopping, czyli przemieszczanie się między wyspami
  • wiele sportów wodnych typu skutery, parasailing, narty wodne itd.

 

 

Film – Nurkowanie i snorkeling na Sri Lance i Malediwach

Na wyspie znajduje się parę sklepów spożywczych i z pamiątkami, a budynki są pomalowane na różne kolory (jest też więzienie głównie dla osób skazanych za spożywanie alkoholu i mini wysypisko śmieci, ale te rejony wyspy omijaliśmy). Spędziliśmy tu 3 dni, głównie na wycieczkach, pływaniu w oceanie i leżeniu pod palmami. Przydałby się jeszcze przynajmniej jeden lub dwa:)

Trzeciego dnia wieczorem mamy transfer na lotnisko, skąd wylatujemy do Colombo, ale już zostajemy na lotnisku, gdyż po północy mamy lot powrotny do domu.

 

7.02 Powrót do domu

W Pradze lądujemy po południu. Do centrum dostajemy się autobusem 119, z którego przesiadamy się w metro (bilet 90 min za 32 Kr). Przeżywamy szok temperaturowy, nagle jakieś 25-30 stopni mniej:) Zdecydowaliśmy się jednak na krótki spacer po centrum – okolicach rynku i mostu św. Karola oraz knedliki z gulaszem na obiad. Wieczorem wysiadamy z PolskiegoBusa we Wrocławiu.

 

Kolejne części wpisu:

Sri Lanka i Malediwy – Raj na Ziemi cz.1.

Sri Lanka i Malediwy – Informacje praktyczne

Fotorelacja z całej wyprawy (675 zdjęć)

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Brak komentarzy

Dodaj komentarz