Afryka, Góry

Tanzania – Safari, Kilimandżaro i Zanzibar cz.2. – trekking trasą Machame

14 listopada 2020
Trekking Kilimandzaro szczyt

Kilimandżaro to najwyższa wolnostojąca góra na Ziemi (ponad 50 km rozpiętości i 5000 m przewyższenia względnego!), jeden z najpotężniejszych wulkanów, „dach Afryki” i szczyt Korony Ziemi. Wznosi się na południe od równika, w całości należy do Tanzanii. Przyciąga jak magnes trekkerów z całego świata i osoby, które chcą zobaczyć ośnieżony szczyt w środku Czarnego Lądu. Przyciągnęła w końcu i mnie:)

Tak naprawdę Kilimandżaro jest nazwą całego masywu, na którym wyróżnia się trzy wysokości/góry: Kibo (szczyt centralny, krater z najwyższym punktem Uhuru Peak 5895 m n.p.m.), Mawenzi (na wschód od Kibo, 5149 m) i Shira (na zachód od Kibo, 3940 m). Podczas wyprawy nie ma praktycznie żadnych trudności technicznych, 2-3 razy trzeba użyć rąk, reszta to trekking z kijkami. Jednak dobre przygotowanie mentalne (silna motywacja!) i fizyczne jest wymagane, bo trzeba iść kilka dni, po 7-9 godz. dziennie i pokonać łącznie ponad kilkadziesiąt kilometrów (my 6 dni i ok. 60 km), a poziom ratownictwa w górach trochę odstaje od standardów europejskich. Ponadto największą przeszkodą jest wysokość. Powyżej 4800 m ciśnienie i poziom tlenu są bardzo niskie, raczej nikogo nie ominie ogólne osłabienie, a u sporej części osób zdarzają się też nudności i wymioty, zawroty i bóle głowy. Kluczowa jest dobra aklimatyzacja, czyli baaardzo wolne maszerowanie i zdobywanie wysokości, najlepiej zgodnie z zasadą „wejdź wysoko – śpij nisko”. Chcąc uchronić się przed chorobą wysokościową należy dodatkowo pić duże ilości wody (4-6l dziennie) oraz opcjonalnie posiłkować się lekiem Diuramid (konieczna recepta), który przyspiesza aklimatyzację. Codziennie rano mamy robiony briefing medyczny – ankieta samopoczucia, badanie tętna i saturacji.

Na szczyt prowadzi wiele dróg, z różnych stron, przy czym większość łączy się przed Stella Point na krawędzi krateru. Dwie najpopularniejsze drogi na szczyt to:

  1. Marangu Route, zwana też Coca Cola Route, najczęściej realizowana w 5 dni, noclegi w schroniskach górskich, droga powrotna tym samym szlakiem
  2. Machame Route – najpiękniejsza i najbardziej survivalowa trasa wejścia na szczyt ze względu na to, że śpi się w campach w namiotach (mega przeżycie!), trwa 6 dni, w tym dzień aklimatyzacyjny z wejściem na Lava Tower na wysokości 4600 m i zejściem na nocleg na 3950 m, inna trasa w dół, trawers pod Kibo, różnorodna! Nasz wybór:)

Jeśli chodzi o ubrania to trzeba się spakować na wszystkie pory roku (na dole jest +30 st., a podczas ataku szczytowego nawet poniżej -10 st. C), porządne wysokie buty górskie (opcjonalnie dodatkowo niskie zapasowe) oraz koniecznie kije trekkingowe. Koniecznie 2 plecaki, duży ok. 60l dla tragarza i mały ok. 30l podręczny. Dodatkowo okrycie głowy i bufka, krem z filtrem UV 50, czołówkę z zapasem baterii, termos, bukłak i butelki na wodę, ubranie przeciwdeszczowe i pokrowiec na plecak oraz nasza miniapteczka i kosmetyczka (repelenty, chusteczki suche i nawilżane, tabletki na ból i przeciwbiegunkowe itp.). Pogoda bywa tu kapryśna, w naszym przypadku do godz. 12-13 codziennie było czyste niebo, później zbierały się chmury, a wieczorem znowu się rozchmurzało. Z innych istotnych kwestii potrzebujemy ubezpieczenie do 6000 m.

 

Mapa Trasa Machame

Mapa trasa Machame 6 dni
Źródło: www.thepeakofafrica.com

 

Trekking – dzień 1) Machame Gate – Machame Camp 2835 m

Po śniadaniu w hotelu pakujemy nasze rzeczy na busa, zostawiamy depozyty z rzeczy których nie będziemy potrzebować i ruszamy w stronę bram Parku Kilimandżaro. Po dotarciu do Machame Gate (1 800 m) rejestrujemy się i jemy lunch, a nasze plecaki są ważone i rozdzielane dla tragarzy. Następnie ruszamy na trekking z lokalnymi przewodnikami przez las deszczowy (11 km, 5 godz.). Początkowo droga jest bardzo łatwa, szeroka, o niewielkim nachyleniu, a później nachylenie rośnie, trzeba iść gęsiego, po kamieniach, obok korzeni drzew. Machame Camp znajduje się na skraju lasu deszczowego, widać z niego szczyt! Tu rozstawia się nasz pierwszy obóz – 2-osobowe namioty sypialne (potrzebujemy własne karimaty/maty/materace oraz śpiwory), namiot kuchni i stołówka z gotową kolacją:) Na koniec dnia dostajemy miskę z ciepłą wodą dla odświeżenia się. Wieczorem jest chłodno, jeszcze na polar, ale w kolejnych dniach już na puchówkę.

Ogólnie jestem mega pozytywnie zaskoczony organizacją, logistyką, jakością posiłków, codziennymi badaniami (sprawdzanie saturacji i tętna oraz wywiad medyczny) itp. Naszym zadaniem było iść powoli (często powtarzane przez przewodników „pole pole”) z kijkami i lekkim plecakiem, pić dużo wody którą dostawialiśmy i sikać:) Tu pomagały toalety, które były co jakiś czas na trasie i na każdym kempingu. Po naszym wyjściu obóz był zwijany, później porterzy nas przeganiali i jak dochodziliśmy wszystko było gotowe:) Jeśli chodzi o posiłki to na śniadanie była kawa/herbata/kakao, chleb, miód/dżem/masło orzechowe, omlety, owsianka, kiełbaski, obiady i kolacje to zupa + drugie danie (makaron, ryż, ziemniaki/banany z sosem mięsnym lub warzywnym) + owoce na deser, na kolacje dodatkowo gorąca woda. Czasami był też popcorn jako „przystawka”, naleśniki czy pyszna herbata imbirowa. Jest pełna opcja wyżywienia, ale tak czy siak warto mieć ze sobą kilka batonów, czekoladę, suszone owoce czy orzechy.

 

 

Trekking – dzień 2) Machame Camp – Shira Camp 3750 m

Po pobudce koło godz. 7 rano i zjedzeniu śniadania, ruszamy na kolejny dzień trekkingu. Tego dnia czeka nas tylko 5 km wędrówki (5-6 godz.), dosyć stromej w pierwszej części. Krajobraz przypomina alpejski, dominują wrzosowiska, oglonione wysokie krzaki, piękne Dendrosenecio kilimanjari i inne endemiczne rośliny. Z ciekawostek w masywie Kilimandżaro jest 5 stref klimatycznych, od ciepłego lasu tropikalnego do ośnieżonych szczytów arktycznych. Dla porównania w USA jest 7 stref klimatycznych.

Shira Camp znajduje się na ogromnym płaskowyżu. Jemy tu lunch, wieczorem kolację i odpoczywamy. Wybieramy się też na spacer aklimatyzacyjny i odwiedzamy pobliskie jaskinie. Piękny zachód słońca, widok na wzgórza Shira, szczyt Kili i szczyt Mount Meru w oddali (4567 m n.p.m., aktywny wulkan, ok. 70 km na zachód od Kilimandżaro w pobliżu Aruszy).

 

 

Trekking – dzień 3) Shira Camp – Barranco Camp 3950 m

Dzisiaj czeka nas dzień aklimatyzacyjny, bardzo istotny dla sukcesu wyprawy. Tego dnia najpierw mamy do pokonania 7 km – 4 godz. powolnego podejścia na Lava Tower (4600 m), gdzie zjemy lunch boxy i spędzimy koło 1h w celach aklimatyzacyjnych. Krajobraz w tym miejscu to alpejski pustynny. Następnie zejdziemy w dół do obozu Barranco, położonego tuż poniżej wysokości 4 tys. (3 km, 2h).

 

 

Trekking – dzień 4) Barranco Camp – Barafu Camp 4550 m

Wstajemy koło 6 rano. Na dzień dobry czeka nas zmierzenie się z 300 m ścianą Barranco Wall. To praktycznie jedyny etap trekkingu, gdzie nie będziemy używać kijków tylko rąk (raczej prosta wspinaczka, przewodnicy pomagają). Po wdrapaniu na górę dochodzimy to świetnego punktu widokowego na dolinę południową, a następnie przełęczy z widokiem na szczyt Kibo. Następnie ruszamy w dół do wąwozu i do góry do Karanga Camp (3995 m), gdzie odpoczywamy i jemy ciepły lunch. Dalej ruszamy do obozu wyjściowego Barafu Camp, skąd zaczynamy nocny atak szczytowy. To był długi trekking – 9 km i ok. 8 godz. Docieramy ok. godz. 17, przygotowujemy rzeczy na atak, o 18 jemy kolację i idziemy spać, aby maksymalnie się zregenerować.

 

 

Trekking – dzień 5) Barafu Camp – Uhuru Peak (5985 m) – Mweka Camp 3000 m

Pobudka jeszcze 4 dnia naszej wyprawy o godz. 23:00. Pijemy ciepłą herbatę i owsiankę, by o północy ruszyć na atak szczytowy. Idziemy w czołówkach, powoli, jest mega zimno (ubieramy na siebie wszystko co mamy), w sumie coraz zimniej, jesteśmy zmęczeni… Droga jest żmudna, teren sypki, wspinamy się zygzakami na zbocze krateru, końcówka jest najbardziej wymagająca (niektórym uczestnikom jest niedobrze, pojawiają się bóle i zawroty głowy). Motywują nas śpiewający przewodnicy i miliony gwiazd na niebie:) Przed godz. 7, tuż po wschodzie słońca, docieramy do Stella Point (5756 m). Z tego punktu widać krater i szczyt, do którego prowadzi 1 godz. łagodne podejście krawędzią krateru (na dojściu jest trochę lodu, ale bez trudności przechodzimy w butach trekkingowych). Dostajemy kubek „ciepłej” wody, moja woda w bukłaku zamarzła. Pod nami morze chmur. Czułem się doskonale, zdobycie wierzchołka Uhuru Peak (5895 m) było formalnością. Szczyt zdobywamy ok. godz. 8 (cała grupa weszła, choć 4 osoby musiały zwolnić i weszły ok. 1-1,5 godz. później, mieli swoich przewodników, więc było to lepsze rozwiązanie niż opcja że „jedni czekają/inni się spieszą”). Ogólnie przejście kraterem robi ogromne wrażenie, jesteśmy blisko równika w Afryce, a wokół nas śnieg, a właściwie lód i potężne lodowce (choć kiedyś były jeszcze większe to nadal robią wrażenie), pod nami chmury po horyzont i wnętrze krateru.

Na szczycie obowiązkowa sesja zdjęciowa i zaczynamy zejście na dół. Każdy swoim tempem, bo idzie kilku przewodników. Całe zejście trwa ok. 2 godz., więc chwilę po godz. 10 meldujemy się w obozie Barafu. Czas na drzemkę:) Część ekipy dotarła później i potrzebowała odpocząć, więc dopiero koło godz. 14:30 jemy obiad i schodzimy niżej do Mweka Camp na 3100 m (7,5 km, 4 godz.), wracając tym samym do lasu deszczowego. Dochodzimy do obozu po zmroku. To był bardzo długi dzień, a właściwie dwa dni.

 

 

Trekking – dzień 6) Mweka Camp – Mweka Gate 1640 m

W planach był dłuuugi sen i odpoczynek, rano spokojne śniadanie i zejście do bramy parku. Niestety o 1 w nocy zostaliśmy obudzeni, bo konieczna była ewakuacja z Campu ze względu na zbliżający się pożar. Musieliśmy się szybko pakować, a następnie schodzić w ciemnościach z czołówkami w dół. Do Mweka Gate (10 km, 4 godz.) docieramy koło 5:30. Jemy przygotowane jeszcze na szybko śniadanie i żegnamy się z całą ekipą – przewodnikami, tragarzami, kucharzami, łącznie 39 osób!!! W tym czasie przekazujemy im napiwki i dziękujemy za pomoc. Następnie spakowani wracamy busem do hotelu w Moshi. Ale wracając jeszcze do napiwków, to są one oczywiście dobrowolne, jednak oczekiwane i to wg ściśle określonych zasad, np. 20 USD/dzień dla głównego guide’a, 12 USD/dziennie dla asystentów i kucharzy oraz 6 USD dla porterów. Przy tak dużej ekipie oznacza to ok. 150-200 USD za osobę!

Po dotarciu do hotelu i wcześniejszym zakwaterowaniu koło 9 rano, ciepłym prysznicu od wielu dni każdy udał się do łóżka:) Po pobudce popołudniu, zwiedzamy Moshi (polecam lokalny targ, meczet w pobliżu Clock Tower i kawiarnię Urban Cafe), kontaktujemy się z rodziną i znajomymi oraz kupujemy pamiątki. Wieczorem udajemy się na kolację do Indoitaliano, gdzie mamy pożegnanie z przewodnikiem i otrzymujemy certyfikaty za zdobycie szczytu. Drugą nagrodą jest upragnione zimne piwko – Kilimanjaro:)

 

 

Safari przed trekkingiem oraz relaks nad Oceanem Indyjskim i Zanzibarze opisuję w pierwszej części wpisu.

 

Pozostałe części relacji:

Tanzania – Safari, Kilimandżaro i Zanzibar cz.1.

Fotorelacja z całej wyprawy (526 zdjęć)

You Might Also Like