Ameryka Płn.

Meksyk – piramidy, wodospady, cenoty, tacosy i tequila cz.1.

20 marca 2021

Pandemia niestety nie odpuszcza i podróżowanie wciąż jest delikatnie mówiąc „utrudnione”. Można jednak nadal spełniać marzenia i poznawać świat, choć teraz trzeba być trochę mniej wybrednym i wygodnym oraz bardziej elastycznym. Jednym z niewielu kierunków, dostępnych na początku 2021 roku bez obowiązkowych testów PCR (uciążliwych i drogich) był Meksyk. Od wielu lat zajmował on dwie pozycje mojej bucket list. Marzyły mi się dwie wyprawy – roadtrip przez cały kraj od Mexico City po plaże na Jukatanie oraz druga na niesamowite obchody Święta Zmarłych („Dia de los muertos”). Tym razem padło na tę pierwszą, ale już wiem, że na pewno tu wrócę po więcej, w planach w połączeniu z Gwatemalą i Belize. To był prawdziwy urlop – od wielu lat po raz pierwszy wybrałem się na wyprawę nie jako organizator czy lider, a uczestnik świetnego tripa pt. „Meksyk śladami Majów i Azteków” Klubu Podróżników Soliści. Niesamowita różnorodność, historia i cuda przyrody, do tego przyjaźni ludzie, świetne jedzenie i trunki:), jak dodamy do tego jeszcze super ekipę jaką mieliśmy na wyjeździe mamy przepis na niezapomniane wakacje!

Meksyk jest państwem Ameryki Północnej i Łacińskiej. Sąsiaduje z USA oraz Gwatemalą i Belize, a także wodami Oceanu Spokojnego, Zatoki Meksykańskiej i Morza Karaibskiego. Ma ponad 6 razy większą powierzchnię od Polski (blisko 2 mln km2) i ponad 120 mln mieszkańców. Językiem urzędowym jest język hiszpański (latino) i chcąc wyciągnąć jak najwięcej z wyjazdu warto znać przynajmniej podstawy hiszpańskiego. Ja uczę się tego języka już około 1,5 roku (niestety nie jakoś mega intensywnie) i choć potrafię się dogadać w większości ważnych spraw to cieszę się, że była z nami Monika Ścibor (lider wyjazdu), która zna bardzo dobrze hiszpański i portugalski. Historia Meksyku, jego religia, kultura i tradycje, dawne i obecne, indiańskie i europejskie, mieszające się, są bardzo ciekawe, a wręcz fascynujące. Zachęcam przed wyjazdem do lektury przewodników czy specjalistycznych blogów, np. Mexico Magico. Warto zacząć od tego jak to się stało, że kilkuset osobowa armia hiszpańskich konkwistadorów pod wodzą Hernána Cortésa w zaledwie kilka lat (1518-1521) podbiła, a następnie zniszczyła dawne cywilizacje i imperia prekolumbijskie (m.in. Olmeków, Zapoteków, Majów, Tolteków i najbardziej znanych – Azteków). Zdradzę tylko, że Cortez “trochę wykorzystał” uprzejmość władcy Montezumy i dosyć istotną rolę odegrała La Malinche. Podróż przez Meksyk pozwala obserwować kulturalne pozostałości po wielkich cywilizacjach indiańskich (m.in. liczne stanowiska archeologiczne z ruinami dawnych miast i piramidami, dawna kuchnia czy ludność rdzenna dominująca np. w regionie Chiapas) współistniejące obok kolonialnych miast hiszpańskich, a do tego ogromna różnorodność przyrody (pustynie, wulkany, góry powyżej 5000 m, ogromne wąwozy, wodospady, jaskinie i studnie krasowe – cenoty, las równikowy i wiele więcej).

 

Nasza Solistowa ekipa:)

 

Mapa „Meksyk – piramidy, wodospady, cenoty, tacosy i tequila”

 

Dzień 1) Przelot do Mexico City i transport do hotelu

Mieliśmy bardzo wygodne połączenie Lufthansą z Warszawy do Meksyku (lotnisko Benito Juarez) z krótką przesiadką we Frankfurcie. Po przylocie załatwiamy sprawy formalne („covidowe” kwestionariusze zdrowotne z danymi lotu, rejestracja online), wymieniamy walutę (generalnie na trasie podobne kursy jak na lotnisku, więc lepiej wymienić tu nawet całość, więcej kantorów było na Jukatanie, przelicznik 1 zł ~ 5 peso, które zapisują tutaj 5$, nie mylić z dolarem:)), a chętni mogą kupić karty SIM.

Następnie taksówkami docieramy do historycznego centrum miasta, gdzie mamy nasz hotel. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Meksykanie mega poważnie podchodzili do pandemii – wchodząc do każdego hotelu mierzono nam temperaturę, psikano środkiem dezynfekującym i dostawaliśmy też żel do rąk (podobnie było też w sklepach czy restauracjach). Do hotelu docieramy późnym wieczorem i jest naprawdę chłodno, warto wziąć ciepłą kurtkę i bluzę lub polar. Otóż miasto Meksyk znajduje się na płaskowyżu Wyżyny Meksykańskiej na wysokości ok. 2240 m n.p.m. i otaczają go liczne pasma górskie (sierry) ze szczytami nawet powyżej 5000 m. Podobnie chłodno wieczorami (temperatury nawet poniżej 10 st. C) będzie również w Puebli (2195 m), Oaxaca (1555 m) i San Cristóbal de Las Casas (ok. 2200 m). W dzień oczywiście było ciepło lub gorąco (20-30 st. C i słońce), ale nie ukrywam, że to co działo się z temperaturą po zmroku mnie lekko zaskoczyło:)

 

Dzień 2) Zwiedzanie miasta Meksyk

Od rana zaczynamy zwiedzanie stolicy Meksyku, czyli miasta Meksyk (Ciudad de México, CDMX), którego cała aglomeracja jest uważana za jedną z największych megapolis na świecie (ponad 20 mln mieszkańców). Co ciekawe dawniej znajdowały się tu ogromne jeziora i zlokalizowana na wyspie stolica imperium Azteków – Tenochtitlán (w momencie przybycia Hiszpanów mogło mieć nawet 100 tys. mieszkańców).

Po pysznym soku owocowym na śniadanie zwiedzanie zaczynamy od głównego placu Zocalo, przy którym kiedyś wznosiły się piramidy Azteków, w tym Templo Mayor (dzisiaj niestety ruiny). Następnie odwiedzamy Katedrę Metropolitarną, najstarszą i największą budowlę sakralną Ameryki Łacińskiej. Niestety przez COVID nie możemy odwiedzić Pałacu Narodowego ze słynnymi muralami Diego Riviery (wstęp bezpłatny). No właśnie, jednym z mankamentów naszej podróży było to, że nie mogliśmy wejść do żadnego muzeum czy pałacu. Wielka szkoda, bo mogliśmy trochę lepiej poznać przeszłość Meksyku (szczególnie Muzeum Antropologiczne w CDMX, gdzie są świetne zbiory z czasów prekolumbijskich, m.in. kalendarze Azteków, maski Majów czy kamienne głowy Olmeków). Jeśli byłyby otwarte myślę, że warto byłoby spędzić w stolicy o jeden dzień dłużej.

Następnie udajemy się na Plaza Garibaldi, gdzie spotykamy grających El Mariachi oraz wpadamy do Museo del Tequila and Mezcal (bez szału), gdzie próbujemy pierwszy raz tych trunków. Sekret jak pić dużo i nie mieć kaca to pić tylko wyroby z oznaczeniem 100% z agawy! Zaręczam, że działa!:) Kolejne punkty to Palacio Postal, Palacio de Bellas Artes i Torre Latinoamericana (niestety nie mogliśmy wjechać na punkt widokowy). Następnie wzdłuż alei Paseo de la Reforma spacerowaliśmy w cieniu nowoczesnych wieżowców dzielnicy biznesowej. Po drodze jeden z symboli miasta, pomnik Anioła Niepodległości (The Angel of Independence), wcześniej także pomnik Monumento a la Revolución, a na końcu park Chapultepec z zamkiem, zoo, jeziorem i Muzeum Antropologicznym. Na koniec wycieczki udaliśmy się na pyszne rybne tacosy do El Pescadito. Powrót do hotelu metrem – „atrakcja” sama w sobie, bo wyjście na wybranym przystanku wcale nie było takie oczywiste:) (dzikie tłumy), a wieczorkiem już piwko i pulque (tradycyjny niskoprocentowy, lekko musujący napój alkoholowy wytwarzany ze sfermentowanego soku z agawy).

 

 

Dzień 3) Teotihuacán balonem i motyle Monarcha

Bardzo wcześnie rano wyruszamy wynajętym na kilka dni busem do miasta Teotihuacán (lista UNESCO, nazwa miasta oznacza prawdopodobnie „miejsce, w którym ludzie stają się bogami”). Główne atrakcje to miejsca kultu: Piramida Słońca (Pirámide del Sol) i Piramida Księżyca (Pirámide de la Luna) oraz długa Aleja Zmarłych, wzdłuż której znajdują się ruiny. Strefa archeologiczna była niestety zamknięta przez pandemię, ale można było zobaczyć piramidy z lotu ptaka, tzn. balonu:) Przyjemność nie jest tania (blisko godzinny lot to wydatek 150 USD, bilety online, my z racji grupy taniej), ale oczywiście warto, zresztą nigdzie na świecie za lot balonem nie zapłacicie mniej. Sam lot to świetne przeżycie, a możliwość podziwiania piramid Azteków dodatkowo powoduje, że doświadczenie jest magiczne (link do filmiku nagranego dronem z naszego lotu balonem). Start między 6:30-7:00, tj. tuż po wschodzie słońca. „W normalnych czasach” po locie balonem można i warto pozwiedzać ruiny również pieszo, wtedy oczywiście zobaczymy wszystko z bliska i będziemy mieli okazję nawet wejść na piramidy! Wstęp kosztuje 80 pesos. Można tu dojechać autobusami miejskimi turystycznymi.

Po przygodzie w balonie udaliśmy się na obiad a następniewyruszyliśmy do Sanktuarium Motyla Monarcha El Rosario, odpuściliśmy inną opcję, odwiedziny Bazyliki Matki Boskiej z Guadelupe. Co roku pod koniec października przylatują tu z Kanady i północnej części USA miliony motyli królewskich, aby przetrwać zimę aż do marca, kiedy zaczynają być aktywne i wracają na północ. Drzewa oblepione motylami to zdecydowanie niesamowity widok. Do tego w lesie spotykamy kolibry! Przejazd z Meksyku do Morelli to ok. 4 godz. drogi, następnie kawałek drogi pieszo (nie jest łatwo bo to wysokość ok. 3300 m) i setki progów zwalniających, ale warto:)

Do wyboru mieliśmy późny powrót do Mexico City i tracenie czasu na wjazd do centrum i poranny wyjazd z miasta, więc postanowiliśmy od razu pojechać naszym busem do Puebli (2h drogi ze stolicy), gdzie dotarliśmy koło północy.

 

 

Dzień 4) Zwiedzanie Puebli i Choluli

Puebla znajduje się w cieniu otaczających je wulkanów. Jest nazywana Miastem Aniołów. To prawdziwa kolonialna perełka, wybudowana w XVI w. przez Hiszpanów. Starówka jest wpisana na listę UNESCO. Po śniadaniu zaczynamy zwiedzanie historycznego centrum tradycyjnie od placu głównego Zocalo. Odwiedzamy katedrę, kościoły Santo Domingo (z barokową kaplicą Rosario) i San Francisco, targ El Parian, dzielnice artystów (sklepiki z wyrobami rzemieślniczymi), murali i Sapos.

Po odwiedzeniu głównych atrakcji spędziliśmy kilka godzin na powolnych spacerach i eksplorowaniu malowniczych uliczek miasta, wśród kolorowych fasad budynków. Warto się tu zgubić. Koniecznie trzeba spróbować nadziewaną papryczkę (chile en nogada, tradycyjne danie w kolorach flagi meksykańskiej), ryż z kurczakiem w czekoladowym sosie (mole poblano) oraz guacamole w jednej z lokalnych restauracji.

Wieczorem jedziemy do Choluli, a właściwie San Pedro Cholula, na zachód słońca z widokiem na ogromne wulkany. Cholula była dawnej drugą największą metropolią imperium Azteków (w chwili przybycia Hiszpanów miasto liczyło prawdopodobnie ok. 100 tys. mieszkańców). Słynie ze znajdującej się tutaj tzw. Wielkiej Piramidy, największej objętościowo piramidy na świecie wybudowanej przez człowieka. Obecnie na szczycie góry pokrywającej piramidę mieści się katolicki kościół Nuestra Señora de los Remedios (przykładów zastępowania pogańskich świątyń chrześcijańskimi za czasów panowania Hiszpanów było niestety duuużo więcej). Z góry świetnie widoczne są też panorama Puebli oraz otaczające miasto uśpione stratowulkany, w tym z jednej strony Pico de Orizaba –  będący najwyższym szczytem Meksyku (5636 m n.p.m., trzeci najwyższy szczyt Ameryki Północnej po Denali i Mount Logan), a z drugiej Popocatépetl (drugi co do wysokość szczyt Meksyku, 5452 m, wyrzucał kłęby dymu podczas naszej wizyty) i połączony z nim wysoką przełęczą Iztaccíhuatl (trzeci szczyt Meksyku, 5230 m).

Na koniec dnia wracamy do centrum Puebli i udajemy się na pyszną kolację, tym razem wybór padł na guacamole, enchilady i quesadille oraz piwko.

 

 

Dzień 5) Zwiedzanie Oaxaci

Ten dzień zaczynamy wcześnie rano od ok. 4-godzinnego przejazdu busem do miasta Oaxaca (wym. „ła’haka”), kolejnej kolonialnej perełki Meksyku. Byliśmy bardzo głodni, więc przed zwiedzaniem wybraliśmy się na pyszny obiad:) Warto spróbować tutejszy specjał – potrawę o nazwie tlayuda. To taka duża i chrupka tortilla z dodatkami, danie kuchni meksykańskiej typowe dla stanu Oaxaca, podobne do pizzy.

Następnie spokojnym spacerem odwiedziliśmy oczywiście plac główny Zocalo z katedrą, targ Mercado Benito Juárez, Hotel Chocolate z degustacją pysznej prawdziwej czekolady, kościół Santo Domingo oraz murale na uliczkach wokół kościoła Templo de San Matías Jalatlaco. Generalnie wędrówka tutejszymi uliczkami, wśród kolorowych domków z niską zabudową, powoduje, że często wyciągamy aparat z kieszeni. Mijamy liczne knajpki, sklepy oraz stoiska z wyrobami rzemieślniczym i pamiątkami, czasami trafiamy na jakąś zabytkową świątynię czy ogród jak np. Jardín Labastida z wystawą artystów. Bardzo klimatyczne miejsce. Wieczór spędziliśmy na piwku w knajpie, ehhh… stęskniliśmy się za tym.

 

 

Dzień 6) Oaxaca – ruiny Monte Albán i rzemieślnicy

Dzisiejszego dnia mamy kupioną wycieczkę z przewodnikiem po okolicy miasta Oaxaca. Po śniadaniu najpierw odwiedzamy główną atrakcję, czyli wzgórze Monte Albán (lista UNESCO, „Biała Góra”) z ruinami miasta Zapoteków. Całość znajduje się na szczycie góry. Odkryte jest zaledwie 10% pozostałości miasta, reszta znajduje się nadal pod ziemią. Oprowadza nas przewodnik, dzięki czemu poznajemy bliżej znaczenie budynków, historię tego miejsca i prawdopodobne przyczyny jego opuszczenia oraz zwyczaje. Wchodzimy też po schodach na punkt widokowy na cały kompleks. Co ciekawe dużą część okolicznej ludności stanowią Indianie: Zapotekowie i Mistekowie. Spędzamy tu ok. 2 godz. Wstęp 75 MXN. Jeśli nie kupicie wycieczki można tu dotrzeć autobusem turystycznym za ok. 70-80 MXN lub taxi 100-150 MXN w jedną stronę.

W drugiej części dnia udajemy się na bufetowy obiad (dużo i smacznie:)), a następnie do pobliskich manufaktury figurek drewnianych, manufaktury tekstyliów, świec i mezcalu, gdzie oprócz możliwości zakupu poznajemy też proces produkcji. Wiele produktów wytwarza się w tradycyjny sposób i są wysokiej jakości. Oczywiście największe zakupy zrobiliśmy w fabryce mezcalu:), który jest meksykańskim narodowym, wysokoprocentowym trunkiem o lekko słomkowym kolorze. Najbardziej znaną poza granicami Meksyku odmianą mezcalu jest tequila, która w odróżnieniu od mezcalu jest produkowana ze sfermentowanego soku wyłącznie agawy niebieskiej (mezcal wytwarza się z wielu gatunków agaw zielonych i jest destylatem z całego rdzenia agawy). U nas po 2 tygodniach i wieeelu próbach wygrała tequila:) Niestety musieliśmy odpuścić Hierve el Agua, formacje skalne przypominające wodospad były zamknięte.

Tę noc spędzimy w autobusie. Czeka nas „droga przez mękę”, tzn. nocny przejazd przez tereny wyżynne i setki zakrętów trwający ponad 11 godz…

 

 

Dzień 7) Kanion Sumidero szybką łodzią i wioski San Cristóbal de las Casas

Nad ranem docieramy do Tuxtla Gutiérrez w okolice kanionu Sumidero (Cañón del Sumidero), skąd zabiera nas wynajęty bus, który będzie nas woził aż do Palenque. Kierujemy się do przystani rzecznej, skąd wyruszamy szybką łodzią na wycieczkę przełomem rzeki Grijalva. Widoki są niesamowite, wąski kanion, którego ściany sięgają nawet 1200 m wysokości. Do tego ciekawe formacje skalne, wodospady (po deszczach), bujna roślinność, jaskinie. Spotykamy też m.in. kormorany, czaple, pelikany, małpki i krokodyla. Teren kanionu objęty jest ochroną i ma status parku narodowego.

W drugiej części dnia nie tracimy czasu na przepak w hotelu tylko od razu udajemy się do małych lokalnych wiosek Zinacantán i San Juan Chamula, w których do dzisiaj pielęgnowane są dawne zwyczaje i przedchrześcijańskie wierzenia. Próbujemy tu lokalnych dań, podglądamy Indian Majów plemienia Tzotzil, ubranych w tradycyjne stroje oraz charakterystyczne ołtarzyki i świątynie z zewnątrz wyglądające jak katolickie, a w środku już niekoniecznie (specyficzny kult świętych, siano na podłodze, mnóstwo świec i obrzędy składania coca coli i kurczaków w ofierze – co mieliśmy okazję zobaczyć, niezapomniane doświadczenie, nie można robić zdjęć).

Wieczorem przyjeżdżamy do San Cristóbal de las Casas, które jest kulturalną stolicą stanu Chiapas (pokrytego dżunglą lasu deszczowego) i jednym z najpiękniejszych miast Meksyku. Leży na wysokości ok. 2200 m n.p.m., jest otoczone górami i można tu spotkać sporo rdzennej ludności zamieszkującej okoliczne wioski. Mimo tego, że nie ma zbyt wielu atrakcji (katedra przy Plaza 31 de Marzo, przy której znajduje się plac ze straganami, gdzie okoliczna ludność sprzedaje wyroby rękodzielnicze oraz kościół Santo Domingo i Guadalupe Church) jest tu bardzo klimatycznie. Warto przespacerować się uliczkami w okolicy placu głównego. Świetne knajpy (polecam Supertaco) i puby.

 

 

Pozostałe części relacji:

Meksyk – piramidy, wodospady, cenoty, tacosy i tequila cz.2.

Fotorelacja z całej wyprawy (538 zdjęć)

You Might Also Like

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments