Europa

Wyprawa rowerowa Świnoujście – Hel

8 sierpnia 2016
Ścieżka rowerowa na Półwyspie Helskim 2

Po raz pierwszy o popularnym nadmorskim szlaku rowerowym R10 biegnącym wzdłuż polskiego wybrzeża dowiedzieliśmy się w zeszłym roku i od razu został wpisany na listę wakacyjnych planów a my zaczęliśmy kompletowanie sprzętu. W końcu taki wyjazd to zarazem przygoda, aktywne spędzanie czasu, bliski kontakt z przyrodą i morzem, piękne widoki i ciekawe miejsca, różnorodność, emocje, wolność oraz wspomnienia na całe życie – czyli kombinacja dla nas idealna:) Można zapytać po co się męczyć, zadawać tyle trudu aby taki kawał drogi pchać siłą własnych mięśni tak ciężki rower, bez względu na warunki pogodowe i drogowe? Otóż brak luksusów, które mamy na co dzień, dostrzeganie i docenianie małych drobiazgów niedostrzeganych na co dzień, walka z sobą (słabościami, zmęczenie czy nawet bólem), lepsze poznanie siebie i partnera, które scala jeszcze bardziej, sposób na odreagowanie od problemów dnia codziennego oraz możliwość dotarcia rowerem tam gdzie autem nie dojedziemy i poznawania świata każdym zmysłem to nieocenione doświadczenia. A dodatkową nagrodą jest ogromna satysfakcja z dojechania do celu o własnych siłach. To była nasza pierwsza wyprawa rowerowa z sakwami i na pewno nie ostatnia!

Szlak R10 jest częścią większego międzynarodowego szlaku rowerowego EV10, części projektu EuroVelo stworzonego przez Europejską Federację Cyklistów, który przebiega wokół basenu Morza Bałtyckiego przez 7 państw i ma łączną długość 7930 km (łącznie jest 15 szlaków rowerowych w Europie o długości ponad 70 tys. km!). Na terytorium Polski trasa przebiega przez obszar trzech województw: zachodniopomorskiego, pomorskiego i warmińsko-mazurskiego i w dużej części pokrywa się z tzw. „Szlakiem Latarni Morskich” i Europejskim długodystansowym szlakiem pieszym E9.

Południowe wybrzeże Bałtyku jest wprost idealne dla turystyki rowerowej – umiarkowany klimat, różnorodne i piękne krajobrazy, mała gęstość zaludnienia i rozproszone osady. Niestety warunki pogodowe są bardzo istotne dla powodzenia takiej wyprawy, stąd w grę wchodzą raczej ciepłe miesiące czerwiec-wrzesień. Nad polskim morzem czasami pojawiają się burze i sztormy na morzu, dlatego też dobrze śledzić prognozy pogody (krótkie burze lepiej przeczekać – konieczny zapas czasu). Jednak nie warto w pełni zawierzać prognozom, w naszym przypadku mówiły o deszczu codziennie, a padało tylko lekko pierwszego dnia (na tyle słabo że jechaliśmy w tym deszczu) oraz dwa razy w nocy, ale ogólnie było bardzo pogodnie. Ponadto nad morzem pogoda się bardzo szybko zmienia – jak w górach.

Szlak jest różnorodny pod wieloma względami. Prowadzi drogami leśnymi, polnymi i mało uczęszczanymi asfaltowymi, ścieżkami rowerowymi, a i zdarzają się błotniste odcinki i torfowiska (w Klukach). Jechaliśmy po piasku, żwirze, terenie, kostce, płytach betonowych, kocich łbach (w grę wchodzi rower górski lub trekkingowy). Czasami jego trasa odchodzi od linii brzegowej (nie zawsze trzymaliśmy się go idealnie), a czasami jechaliśmy tuż przy plaży słysząc dźwięki fal. Niestety oznakowanie szlaku nie jest idealne, a czasami drogowskazów i tabliczek szlakowych wręcz w ogóle nie ma, więc koniecznie trzeba posiadać ze sobą mapy, aby nie pobłądzić (my mieliśmy wydrukowane z komputera, można też kupić kilka map poszczególnych części Wybrzeża). Co więcej w Internecie jest wiele przykładów tras, które nie pokrywają się z „wzorcową”, którą widzieliśmy na tablicach po drodze (np. mojrower.pl, cycling.waymarkedtrails.org czy openstreetmap.org), moim zdaniem bardzo dobrym przybliżeniem są mapy rowerowe Google (można sprawdzać na telefonie na GPS), choć i tej nie trzymaliśmy się kurczowo (m.in. za Warnowem odbiliśmy do Wisełki, do Kołobrzegu dojechaliśmy przez Grzybowo, a do Władysławowa przez Białogórę, Karwię i Jastrzębią Górę). Po prostu staraliśmy się trzymać maksymalnie blisko morza:) Do tego nie raz odbijaliśmy z trasy pozwiedzać ciekawsze nadmorskie miasteczka (te małe, klimatyczne, szybko uciekaliśmy za to z dużych kurortów), porty, latarnie morskie (zobaczyliśmy 13 z 15!, nie zobaczyliśmy tej z Gdańska i Krynicy Morskiej, czasami trzeba było trochę nadłożyć drogi) czy najzwyczajniej odpocząć na plaży. Trasa wręcz obfituje w liczne mosty (drewniane, metalowe, zwodzone), punkty widokowe, jeziora, rzeki, lasy, łąki, zabytki, niemal dzikie plaże, a także światowej rangi parki narodowe i liczne rezerwaty przyrody z bogatą fauną i florą (widzieliśmy tuż przy trasie m.in. sarny, łasice, bociany, czaple).

Szlak określony jest jako łatwy i głównie równy (nieliczne podjazdy). Łączna długość to trochę ponad 400 km, więc przy średniej prędkości rzędu ok. 15-17 km/h i długości dziennej trasy 60-80 km jazda zajmuje 4-5 godz. każdego dnia (ale to sama jazda, licząc z przerwami na rowerze jesteśmy prawie cały dzień). Ponadto kierunek z zachodu na wschód jest zgodny z płn.-zach. ruchami wiatru nad Bałtykiem, więc siły natury powinny nas częściej wspierać niż przeszkadzać:)

Woziliśmy wszystko ze sobą w sakwach rowerowych, a spaliśmy głównie pod namiotem, przez co częścią ekwipunku były namiot, śpiwory i maty samopompujące (wygodniejsze niż karimaty). Na szlaku nie ma problemu z noclegiem. Przyjeżdżaliśmy wieczorem do danej miejscowości, szukaliśmy campingu i się rozkładaliśmy:) No właśnie, dodatkową zaletą tej formy podróżowania są bardzo niskie koszty – łącznie wyjazd wyniósł nas niewiele ponad 800 zł na dwie osoby, w tym spanie, zakupy, jedzenie, pociąg, prom, także bardzo budżetowo jak na tyle atrakcji:)

 

Przybliżony przebieg trasy naszej wyprawy rowerowej Świnoujście-Hel

 

Dzień 1) Świnoujście – Międzyzdroje – Dziwnów – Rewal, 70 km

Do Świnoujścia dostajemy się pociągiem. Niestety ku mojemu zdziwieniu nie można kupić miejsca noclegowego wraz z przewozem roweru. Co więcej na miesiąc do przodu (na taki okres są odblokowane rezerwacje biletów w systemie PKP Intercity) nie było miejsc na rowery w pociągach nocnych na trasie Wrocław-Świnoujście! Zdecydowaliśmy się więc na pociąg wczesnym rankiem (5:21-12:11) z dworca głównego we Wrocławiu, a powrotny nocny Gdynia Główna – Wrocław Główny (21:28-4:55), bo chcieliśmy jeszcze popłynąć promem z Helu do Gdyni, jako dodatkowa atrakcja:) Bilety kupiliśmy przez serwis www.intercity.pl w cenie 126,80 zł za osobę w dwie strony, w tym 2×9,10 zł za przewóz roweru. Można też szukać innych połączeń np. pociągów Przewozów Regionalnych (REGIO lub InterREGIO).

Do Świnoujścia dotarliśmy z lekkim opóźnieniem. Z dworca warto udać się na przeprawę promową na zachodnią część miasta położoną na wyspie Uznam. Tutaj odwiedzamy Park Zdrojowy, fotogeniczny wiatrak-stawa „Młyny” pełniący funkcję nawigacyjną, forty oraz port, a następnie z Wybrzeża Władysława przeprawiamy się z powrotem na wschodnią część miasta położoną na wyspie Wolin. Z tego miejsca wystarczy kierować się znakami na latarnię morską, a później obok gazoportu za znakami w prawo utwardzoną drogą leśną (czasami kamienista i piaszczysta) w kierunku Międzyzdrojów (przed samym miastem płyty betonowe). Przejeżdża się przez naprawdę ładny las, a po drodze kilka zejść do mniej zatłoczonych plaż. Wcześniej jednak warto odbić i zobaczyć najwyższą na polskim wybrzeżu latarnię morską Świnoujście (65 m). W Międzyzdrojach standardowo odwiedzamy blisko 400 m molo i plażę oraz Aleję Gwiazd, a z racji tego, że byliśmy w lekkim niedoczasie i trochę kropiło dosyć szybko ruszamy dalej (warto podjechać kawałek dalej w kierunku Wisełki na punkty widokowe Kawcza Góra i dalej Klif Gosań).

Następnie odwiedzamy pokazowy Rezerwat Żubrów w Wolińskim Parku Narodowym położony ok. 2 km od centrum Międzyzdrojów (wstęp 6 zł). W tym miejscu czekało na nas kilka dość stromych podjazdów i zjazdów. Przed miejscowością Warnowo odbiliśmy do Wisełki, gdzie w okolicy znajduje się druga na naszej liście latarnia morska Kikut (18 m, niestety nie ma znaków na latarnię, kierować się czarnym szlakiem). Po drodze zatrzymujemy się na krótki relaks przy mijanych jeziorach, m.in. Jeziorze Czajcze, bardzo klimatyczne, z zaroślami przy brzegach i liliami, tuż przy drodze. Stąd planowaliśmy skrócić sobie trochę trasę i pojechać drogą wojewódzką 102 do Kołczewa, ale z racji wypadku drogowego i zamkniętej drogi musieliśmy wrócić na szlak R-10. Następnie kierowaliśmy się na Międzywodzie i Dziwnów wzdłuż Zalewu Kamieńskiego na rzece Dziwna i przekroczyliśmy most zwodzony (warto poczekać aby zobaczyć podnoszenie mostu, statki w zatoce).

W związku opóźnieniem pociągu oraz wypadkiem i koniecznym objazdem nie dojechaliśmy tego dnia do Rewala tak jak planowaliśmy i spaliśmy w następnej miejscowości – Dziwnówku. Do tego wszystkiego doszła jeszcze brzydka pogoda… To chyba po to aby nie wyszło ze wszystko będzie łatwe i piękne:) Z wiarą, że jutro będzie lepiej rozkładamy namiot na Campingu Wiking (koszt to 21 zł/os + 10,50 zł za namiot 1-2 os.) i zmęczeni koło godz. 23 idziemy spać.

 

 

Dzień 2) Rewal – Kołobrzeg – Mielno, 85 km

Tego dnia nadrabiamy zaległości w pierwotnym planie i z Dziwnówka docieramy do Mielna pokonując blisko 100 km. Ranek powitał nas słoneczną pogodą, więc po śniadaniu (20 zł obfity bufet na campingu) ruszamy w drogę.

Kierujemy się kolejno na miejscowości: Pobierowo, Pustkowo, Trzęsacz (ruiny XV-wiecznego gotyckiego kościoła na skraju urwiska, który kiedyś stał ponad 2 km od morza w środku wsi, dziś pozostałości są dobrze zabezpieczone, ładna szeroka plaża), Rewal (w okolicach liczne punkty widokowe, bo jedziemy po bardzo wysokim klifie), Niechorze (znana 45 m latarnia morska Niechorze, Jezioro Liwia Łuża), Pogorzelica (z dworcem Nadmorskiej Kolei Wąskotorowej, trasa przy bagnach), Mrzeżyno (ładny port morski, następnie na malowniczej trasie leśnej mijamy kilka jednostek wojskowych, ale i kilka miejsc postojowych z punktami widokowymi na morze, droga mocno wyboista – warto omijać ją objazdami), Rogowo (liczne ośrodki wojskowe), Dźwirzyno (Jezioro Resko) i przez Grzybowo do Kołobrzegu.

W połowie dnia docieramy do Kołobrzegu, a wcześniej spotykamy jednego z „sakwiarzy”, który towarzyszy nam do nowej mariny opowiadając o swoich podróżach i doświadczeniach. Po przekroczeniu mostów na Kanale Drzewnym i rzece Parsęta kierujemy się do wspomnianego portu (bardzo ładny, duże kutry rybackie). Stąd jedziemy do centrum, gdzie znajduje się latarnia morska Kołobrzeg zbudowaną na starym forcie i skąd odpływają statki na Bornholm (nasz kolejny cel rowerowej wycieczki:)). Staramy się unikać tłoków, więc zatrzymujemy się tu na krótko.

Kolejny odcinek to jeden z najładniejszych widoków wyjazdu, co więcej najmniej dla mnie znany, gdyż najczęściej moje wyjazdy nad morze do tej pory ograniczały się do dużych kurortów na zachodnim lub wschodnim krańcu wybrzeża. Jeszcze przed wyjazdem z miasta jedziemy drogą rowerową tuż przy plaży. Momentami przejeżdża się przez drewniane kładki gdzie z lewej strony mamy morze, a z prawej jeziora z kaczuszkami – przepiękne widoki! Następnie jedziemy laskiem przez Ekopark Wschodni (Solne Bagno), za którym ładna ścieżka rowerowa prowadzi malowniczo nad samym brzegiem morza. Tutaj zatrzymujemy się na plaży, gdzie dosłownie sami odpoczywamy dłuższą chwilę, a ja próbuję kąpieli. Piasek w tym miejscu był prawie biały, było bardzo czysto, dziko, słonecznie, jakby zamiast sosen rosły palmy i woda miałaby 10 st. C więcej to dosłownie Karaiby:)

Po dotarciu do Ustroniów Morskich (ładne punkty widokowe), kierujemy się dalej, a ścieżka odbija w głąb lądu i wiedzie przez lasy, pola uprawne i pagórki (dziurawe drogi). Następny przystanek to latarnia morska Gąski. Piękny widok z góry – warto wydać 6 zł za wstęp i pokonać około 200 schodów. Dalej kolejny punkt, którego nie wolno przegapić, czyli kutry na plaży i praca rybaków w Chłopach, do tego widzieliśmy jak wciągają kuter linami na plaże – rzadki dzisiaj widok:)), no i nie obeszło się bez zakupu grillowanej świeżej ryby! Dalej na trasie zobaczymy też obelisk informujący o przebiegu 16-tego południka geograficznego.

Wieczorem po długiej trasie docieramy do Mielna, które powiem szczerze zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Zatrzymujemy się na małym, klimatycznym Campingu Brawo z bardzo miłym właścicielem – miejsce naprawdę godne polecenia (koszt 2×18 zł/os. +13 zł za namiot, 10 zł/śniadanie bufet). A ten niezwykle udany dzień kończymy na plaży, przy zachodzie słońce, z piwkiem w ręku i grillowaną rybką z bułką na talerzu:)

 

 

Dzień 3) Mielno – Darłowo – Jarosławiec – Ustka, 85 km

Mimo ładnej gwieździstej nocy budzi nas poranny deszcz, którego wcześniej w prognozach nie było. Zbieramy się więc powoli i chcąc nie chcąc jedziemy w delikatnej mżawce. Na szczęście okazało się, że wypadało co się miało wypadać i pozostała część dnia była pogodna. Z Mielna pedałujemy malowniczą droga pomiędzy Bałtykiem a przybrzeżnym Jeziorem Jamno. Za Łazami zgodnie z wydrukowanymi mapkami odbijamy w głąb lądu (drogą przez Osieki, Rzepkowo, Iwięcino, Gleźnowo, Bukowo Morskie), gdzie kierujemy się najkrótszą drogą do Dąbek przez sielskie wioski z charakterystycznymi kościołami. Z jednej strony słyszeliśmy, aby nie skracać drogi mierzeją, jednak później spotkaliśmy tablice, według których z Łazów można dotrzeć do Dąbek również mierzeją przez Dąbkowice.

Po dotarciu do Darłowa od razu kierujemy się do latarni morskiej Darłówko. Po drodze odwiedzamy bardzo ładny port rybacki z małą stocznią. Dalej do Jarosławca kierujemy się już mierzeją między plażą a Jeziorem Kopań przez Wicie. Malowniczo położona trasa (płyty betonowe i droga leśna), krótkie kawałki gdzie trzeba podprowadzić rower po piasku – warto! dzikie plaże i chyba najpiękniejszy odcinek wyjazdu! Na miejscu odwiedzamy latarnię morską Jarosławiec oraz nadmorską przystań rybacką (tu również rybacy wyciągają swoje łodzie przy pomocy wyciągarki), gdzie jemy pyszną smażoną rybkę.

Następnie zgodnie z mapkami omijamy Wicko Morskie i objeżdżamy dołem Jezioro Wicko (poligon wojskowy). Czytałem wcześniej, że sporo osób tu pobłądziło szukając skrótu. Do Ustki dojeżdżamy drogami asfaltowymi przez m.in. Korlino i Zaleskie, jednak musieliśmy pokonać sporo podjazdów. Na trasie wszędzie wokół pola uprawne, a w oddali wiatraki. Pierwszy punkt jaki odwiedzamy to oczywiście port, promenada i latarnia morska Ustka. Po szybkim rozłożeniu namiotu (doszliśmy do niezłej wprawy:)) na polu namiotowym Zacisze udaliśmy się na zachód słońca i kolację w centrum, gdzie znajduje się zabytkowa architektura uzdrowiskowa.

 

 

Dzień 4) Ustka – Łeba, 65 km

Z Ustki w pierwszej kolejności kierujemy się do Rowów przez małe wioski, zarośnięte pola i lasy (drogi polne, płyty betonowe). Same Rowy to klimatyczna, letniskowa wieś z małą przystanią rybacką (spora baza noclegowa). Przebiega tu zachodnia granica Słowińskiego Parku Narodowego, który w 1977 roku został uznany przez UNESCO jako Światowy Rezerwat Biosfery (wstęp 6 zł). Przepiękne miejsce – można powiedzieć perełka wyjazdu. Osobliwością krajobrazu SPN są ruchome wydmy, które przemieszczają się z prędkością od 3,5 do 10 m rocznie, potrafią zasypać las sosnowy! Tego dnia odwiedziliśmy Wydmę Czołpińską. Koniecznie trzeba pospacerować po wydmach, najlepiej do samej plaży (podjechać rowerem pod samą wydmę i tam go przypiąć do wiaty lub drzewa). Do tego na terenie parku znajdują się cztery naprawdę piękne jeziora: Łebsko (trzecie pod względem powierzchni jezioro w Polsce), Gardno, Dołgie Wielkie i Dołgie Małe, przy których znajdują się pomosty i wieże widokowe oraz można spotkać liczne gatunki ptaków, święta góra Kaszubów – wzgórze Rowokół 115 m n.p.m. (dawne miejsce pogańskiego kultu – odpuściliśmy), latarnia morska Czołpino (świetna panorama wybrzeża z góry wieży i widoki na ruchome wydmy!), Muzeum Przyrodnicze Słowińskiego Parku Narodowego w Smołdzinie (odpuściliśmy), Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach (miejscowość skansen – polecam, za miejscowością jest wieża widokowa na jezioro Łebsko i wydmy w oddali – również warto).

Za Klukami zaczynają się podmokłe torfowiska, które następnie przechodzą w bagna (kierujemy się szlakiem żółtym). Wiedzieliśmy, że jadąc tędy czeka nas pchanie rowerów, walka z błotem, a nawet przeskakiwanie po drewnianych kładkach, ale chcieliśmy sami to ocenić i zobaczyć jak to jest:) Od kilku dni była ładna pogoda i małe deszcze, więc była szansa skorzystać z tego skrótu (alternatywą jest droga asfaltowa przez Smołdzino). Powiem tak, moment wchodzenia butami w błoto, oglądanie zanurzonych w nim do połowy kół rowerów i samo przepychanie się przez chaszcze był trochę traumatyczny (rozlewiska były coraz większe i trudniejsze do pokonania, nie wiedzieliśmy co będzie dalej…), ale z perspektywy czasu oceniam to za fajne doświadczenie i ciekawy punkt programu wycieczki:) Naprawdę dzikie miejsce. W sumie szkoda że nie zrobili więcej drewnianych mostków, bo samo miejsce jest naprawdę malownicze (kilka rezerwatów). Jakże wielką radość sprawiło nam dotarcie do cywilizacji, tj. małej wioski Izbica:) Poprosiliśmy jednego z mieszkańców o użyczenie wody i umyliśmy rowery, a następnie na polu zrobiliśmy sobie mały biwak:) Ugotowaliśmy sobie na naszej kuchni polowej fasolkę po bretońsku kupioną gdzieś na trasie i ze smakiem zjedliśmy (była chwila strachu jak tuż obok nas rolnik traktorem zganiał krowy z pola, ale poza tym spoko:)). No i zapomniałbym, przy drodze w okolicy Smołdzińskiego Lasu pani sprzedawała świeże wypieki – pączki i drożdżówkę ze śliwkami – pycha!:)

Tego dnia kierujemy się trasą wytyczoną przez mapy rowerowe Google Maps. Było naprawdę ciężko, bo na początku w lesie jedzie się drogą z wystającymi konarami, później przeprawa przez bagna, a na koniec piaskowa droga… ale przeżycia i widoki niezapomniane! Późnym wieczorem docieramy do Łeby i zatrzymujemy się na Campingu Marco Polo (koszt 14 zł/os. + 7 zł za namiot) oraz robimy mały rekonesans miasta.

 

 

Dzień 5) Łeba – Jastrzębia Góra, 60 km

Tak nam się spodobało w SPN, że rano postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedne ruchome wydmy, te w Rąbce, gdzie znajduje się najwyższa wydma tzw. „Łącka Góra” o wysokości 40-45m n.p.m. Poza tym w nocy trochę pokropiło, więc chcieliśmy, aby wszystko dokładnie wyschło. Po powrocie zjedliśmy sobie też porządne śniadanie z naszej kuchni polowej. Następnie zwiedziliśmy jeszcze Łebę (port, plaża – mega zatłoczona, promenada) i ruszyliśmy w dalszą drogę. Objechaliśmy zgodnie z mapami dołem Jezioro Sarbsko, a następnie przez Nowęcin, Sarbsk i Ulinię planowaliśmy dojechać do Osetnik, gdzie znajduje się latarnia morska Stilo, chyba najładniejsza na wybrzeżu, w kolorze czarno-biało-czerwonym oraz domkiem latarników obok. Niestety mapki, które mieliśmy wydrukowane poprowadziły nas przez Dymnicę jakimiś polnymi, piaskowymi drogami, często musieliśmy prowadzić rower i pogryzły nas komary. Po wielu próbach, pytaniu lokalnych mieszkańców, z dużym opóźnieniem w końcu dotarliśmy do Stilo (zdecydowanie bardziej polecam tutaj drogę asfaltową z Ulinii do Osetnik, nie jest taka ruchliwa lub szlak czerwony za Łebą).

Dalej ruszamy w stronę Lubiatowa i Białogóry. W tych kaszubskich okolicach plaże są niemal puste, gdyż trzeba do nich dochodzić czasami kilka km przez wydmy i las, a w okolicy nie ma restauracji i sklepów. Malowniczy i trochę dziki zakątek naszego wybrzeża, o którym wcześniej nie wiedzieliśmy. Pobłądziliśmy tu również sporo, gdyż Google Maps wyznacza trasę po prostu szlakami i nie wie, że czerwony szlak za Białogórą jest zalany i musieliśmy zawracać (trzeba wyjechać po ul. Bałtyckiej za znakami na stadninę koni), albo że niektóre szlaki mają piaszczyste drogi, przez które trzeba prowadzić rowery, bo nie da się jechać… Naprawdę warto zainwestować w mapkę tych rejonów, gdyż jak dotarliśmy w końcu do R-10 była utwardzona i jechało się naprawdę dobrze.

Za miejscowością Dębki nie odbijamy zgodnie z R-10 przez miejscowości Gdynia – Sopot – Gdańsk – Elbląg – Frombork – Braniewo – Gronowo pod granicę z Rosją, a kierujemy się na Władysławowo, a następnie Półwysep Helski. Jednak ze względu na to, że był to „dzień błądzenia” do Jastrzębiej Góry docieramy po zmierzchu. Na ostatnią noc rezerwujemy z trasy nocleg w pensjonacie przez booking.com, mimo tego, że nocleg w namiocie na matach samopompujących i w śpiworach okazał się mniej niewygodny niż się spodziewałem potrzebowaliśmy nocy w normalnym pokoju i łóżku przed nocną jazdą pociągiem następnego dnia (koszt 128,50 zł).

 

 

Dzień 6 – Jastrzębia Góra – Władysławowo – Hel, 30 km + prom do Gdyni

Rano odwiedzamy plażę w Jastrzębiej Górze, przy której znajduje się najwyższy klif w Polsce (33 m), obelisk „Gwiazda Północy” informujący o najdalej wysuniętym na północ punkcie Polski, a dalej latarnię morską Rozewie – najstarszą w Polsce (1822 r., wstęp 8 zł, obok znajduje się druga latarnia nieudostępniana dla turystów), z której szczytu widać półwysep Helski!

Następnie kierujemy się do Władysławowa (odcinek po kostce, obok aut), popularnego kurortu wypoczynkowego położonego jednocześnie nad Morzem Bałtyckim i Zatoką Gdańską. Standardowo odwiedzamy plażę i ładny duży port rybacki oraz Dom Rybaka z punktem widokowym.

Od Władysławowa do Helu ciągnie się porządna ścieżka rowerowa. W wielu miejscach widoki na morze i zatokę są po prostu wspaniałe. Za Chałupami ten 35 km półwysep ma tylko niecałe 200 m szerokości – widać z jednej strony morze a z drugiej zatokę! Warto zatrzymać się na chwilę czy to przy Zatoce Puckiej (części Zatoki Gdańskiej, położonej między Mierzeją Helską a linią Hel-Gdynia), pooglądać windsurferów czy kitesurferów czy odpocząć na kameralnej plaży. Na trasie odwiedzamy kolejno Chałupy, Kuźnicę (port rybacki), Jastarnię (port rybacki i jachtowy, latarnia morska Jastarnia – niedostępna dla zwiedzających, 17 m), Juratę (molo spacerowe) oraz Hel, niezwykłą miejscowość na końcu (a wg obelisku na cyplu na początku) Polski. Po znaku drogowym Hel zostaje jeszcze 8 km jazdy drogą leśną przy drodze. Strasznie się dłuży ten odcinek, ale w końcu dojeżdżamy – to ostatni punkt naszej wyprawy! Miejscowość sama w sobie jest bardzo ładna i charakterystyczna. Są tu m.in. ładne plaże, fokarium, fortyfikacje, wiele punktów militarnych, tradycyjna zabudowa rybacka (ul. Wiejska), Muzeum Rybołówstwa w gotyckim kościele, spory port rybacki i latarnia morska Hel – ostatnia na naszej liście.

Postanowiliśmy zostać tu dłużej, zjeść wędzoną rybkę, zrelaksować się na plaży i o 19:00 wypływamy promem Żeglugi Gdańskiej do Gdyni. Bilety kupujemy w porcie. Koszt niemały, bo 35 zł/os + 5 zł za rower, ale zdecydowanie warto! Świetne zakończenie wycieczki i atrakcja sama w sobie. Po około godzinnym rejsie wysiadamy w Gdyni (tuż obok okrętu OSP Błyskawica i żaglowca „Dar Pomorza”), skąd udajemy się prosto na dworzec PKP.

 

 

Szlakiem latarni morskich – 13 z 15 latarni polskiego wybrzeża!

 

Informacje praktyczne „Przygotowanie do wyprawy rowerowej”:

Co zabrać na wyprawę rowerową?

  • Ubranie: spodenki (z wkładką!) i koszulki rowerowe (2-3 na zmianę, lekkie i szybkoschnące, najlepiej typowo rowerowe), lekka kurtka odporna na wiatr i deszcz, rękawiczki kolarskie bez palców, okulary rowerowe, kask, 1 ciepła bluza z długim rękawem i długie spodnie, ubrania do „wyjścia na miasto”, 3-4 pary bielizny i skarpetek, kąpielówki
  • Inne: aparat (mimo gorszych zdjęć zdecydowanie bardziej praktyczny kompaktowy), ładowarki do wszystkiego!!! (bardzo przyda się też powerbank), mapy, papier toaletowy/chusteczki, kosmetyki (+ filtr do opalania, repelenty na komary), apteczka, ręcznik i klapki
  • Ekwipunek rowerowy: rower:) (najlepiej trekkingowy, np. Unibike Atlantis), sakwy rowerowe (np. Crosso Dry Big), torba na kierownicę (np. Ortlieb 6M Classic z mapownikiem), zapięcie do roweru (+zapasowe kluczyki, np. Abus Bordo 6000), bidony, zestaw naprawczy i części zamienne (przynajmniej łatki i łyżki do zmiany dętki, 2 dętki, dobra pompka, klucze rowerowe – najlepiej multitool np. Crankbrothers), jeśli wcześniej rower oddaliśmy do serwisu i wymieniliśmy części zużyte w eksploatacji (linki, łańcuch) i mamy dobre wzmocnione opony to powinno wystarczyć, coś do umycia roweru, nieoceniony WD40 i taśma PowerTape
  • Ekwipunek biwakowy: lekki namiot pozwalający na szybkie rozłożenie i złożenie, śpiwór i karimata/mata samopompująca (dodatkowo warto mieć wór nieprzemakalny na namiot i maty, które ciężko zmieścić w sakwach – polecam Crosso Dry Bag 40 L), latarka lub czołówka, ewentualnie zestaw do gotowania (paliwo do kuchenki – np. kartusz gazowy i palnik, lekki garnek/zestaw turystyczny, łyżka+widelec, scyzoryk szwajcarski z dobrym nożem, zapalniczka/zapałki, gąbka do mycia)
  • Jedzenie: w przypadku wyprawy Świnoujście-Hel po drodze jest mnóstwo sklepów i knajp, wystarczy zaopatrzyć się przed wyjazdem z miasta w jakiś prowiant i wodę

Jak pakować sakwy rowerowe?

Sakwy mają za zadanie ochronić nasz ekwipunek przed wodą czy piaskiem, po zwinięciu są bardzo szczelne. W środku mają jednak pojedyncze komory i nie raz okaże się, że to co potrzebujemy jest na dnie – możemy sobie w tym pomóc chowając rzeczy najpotrzebniejsze na wierzchu (np. płaszcz przeciwdeszczowy). Ważne jest, aby ciężkie rzeczy były w sakwach jak najniżej i blisko wewnętrznej ściany (w przypadku długich wyjazdów i dużego ekwipunku warto rozłożyć ciężar również w przednich sakwach), a także aby ciężar był w miarę równomiernie rozłożony w sakwie prawej i lewej, najlepiej tematycznie (np. w jednej spanie + jedzenie, a w drugiej ubrania). Ponadto należy zabezpieczyć ostre rzeczy aby podczas ruchu nie obcierały sakwy, wszelkie płyny schować w dodatkowe woreczki, a delikatne rzeczy (np. butla z gazem) z dala od zewnętrznej ściany sakwy, aby zabezpieczyć je przed wgnieceniem. Używane ubrania lepiej chować do worków foliowych, a mokre trzymać na zewnątrz aż wyschną, a przedmioty cenne, takie jak aparat, dokumenty, pieniądze, mapy lepiej umieścić w torpie na kierownicę. Namiot, karimatę i pozostały ekwipunek, który nie znajdzie miejsca w sakwie dobrze zamocować gumami transportowymi na wierzchu tylnego bagażnika w nieprzemakalnym worku transportowym

 

Pełna fotorelacja z wycieczki „Wyprawa rowerowa Świnoujście – Hel, czyli szlak R10 Wzdłuż Bałtyku” – LINK

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

10 komentarzy

  • Reply Łukasz Porębski 10 sierpnia 2016 at 18:41

    A jakie trasy Wy proponujecie na wyprawę rowerową? My w planach mamy wycieczkę do Norwegii, na Bornholm (może dodatkowo przez Szwecję i Danię), wokół Tatr oraz wschodnią część Polski (szlak Green Velo).

  • Reply Uni Rider 12 sierpnia 2016 at 00:33

    Cudowne zdjęcia! Świetna, bardzo szczegółowa relacja z wyprawy (tego zabrakło u mnie)… Mnóstwo praktycznych informacji-myślę,że po przeczytaniu tego wpisu, każdy kto się wybierze w te strony będzie doskonale przygotowany na wszystko. Relacja moim zdaniem maksymalnie wyczerpuje temat i zachęca do wybrania się tym szlakiem. Ja niedawno wróciłam z wypadu rowerowego przez Czechy-Austrię-Słowację (na relację pewnie znajdę czas jesienią..), ale jak dotychczas wyprawa na Hel najbardziej mi się podobała i mam do niej największy sentyment. Polska jest piękna! Chyba wybiorę się tam jeszcze kiedyś. O Bornholmie myślałam w tamtym roku-ponoć wyspa nazywana jest rajem dla rowerzystów i mnóstwo osób mi ją polecało, ale jednak wybrałam inną opcję. Norwegia też mnie kusi, Szwecję natomiast rozważałam na tegoroczny urlop, ale …finanse… kraje skandynawskie są mega drogie i stąd padło na Czechy-Austrię i Słowację. Green Velo też ciągle chodzi mi po głowie, ale w tym roku zrezygnowałam z tego pomysłu, gdyż stwierdziłam,że to nowy, wszędzie reklamowany szlak i pewnie będzie sporo ludzi, więc postanowiłam odłożyć tą koncepcję na przyszłość w razie gdy już zbraknie mi pomysłów na wyjazdy;)

  • Reply bobiko (@bobiko) 12 sierpnia 2016 at 10:00

    Hej.

    Świetnie czytało się Waszą relację z nadmorskiego R0, którą miałem okazję przeżyć 3 lata temu w samotności – nauczyła mnie kilku rzeczy, zyskałem pewność w siebie mimo że pierwsza noc spędziłem w mokrym namiocie i … 😉

    Pozwolę zapisać adres wpisu, który wykorzystam w niedalekiej przeszłości ;-).

    pozdrawiam

    ps: Moja relacja: http://blog.bobiko.pl/2014/06/rowerem-wzdluz-polskiego-wybrzeza-baltyku-r10/

  • Reply Ania 12 sierpnia 2016 at 23:23

    Też zrobiliśmy w tym roku trasę ze Świnoujścia na Hel z 3 letnią córą w przyczepce (szacunek dla niej). Fajna trasa chociaż pogoda nam nie dopisała. Pozdrawiam.

  • Reply Camille 17 sierpnia 2016 at 19:36

    dziękuję bardzo za szczegolowy opis a do tego polecany przez Was ekwipunek:-) a jaki macie namiot ?

    • Reply Łukasz Porębski 29 sierpnia 2016 at 21:22

      Mamy namiot Hannah Falcon 2 (lekki, długi – mam prawie 2 metry i spokojnie się mieszczę, ma dobre parametry materiałów)

  • Reply waldek 10 października 2016 at 22:09

    witam Waldek z KEDZIERZYNA -kOZLE trase ktora zrobiliscie zrbilem 5 lat temu ale wielki szacun za oprawe i relacje -pzdrawiam ja ja robilem w 4 dni ale zaluje ze nie 7 dni dzieki za strone

  • Reply Tomek 2 lutego 2017 at 15:27

    Witam
    Interesujący opis i kapitalna wyprawa. Robiliśmy część tego szlaku w kilku etapach. Najgorzej wspominam przejazd z Pogorzelicy do Mrzeżyna. Szkoda że nie przedłużyliście pobytu o jeden dzień i nie odwiedziliście latarni w Gdańsku Nowym Porcie. Bardzo interesująca, z kulą czasu na szczycie i ciekawym widokiem na Westerplatte.
    Pozdrawiam
    Tomek

  • Reply Frachu 5 marca 2017 at 23:57

    To już kolejna relacja jaką czytam i jestem pozytywnie nakrecony :)…zamierzam z kumplem w czerwcu przejechac od granicy do granicy wzdłuż wybrzeża…świetna relacja i fajne zdjecia….

  • Reply San 12 marca 2017 at 21:51

    Przypadkowe znalezienie tego bloga było najlepszą rzeczą jaka mnie spotkała 😀 Poważnie! Coś niesamowitego!

  • Dodaj komentarz